Wolne-dziennikarstwo.pl - Zombie zombie zombie
wolne dziennikarstwo


Albo ostatnio naoglądałam się za dużo Kwejka, albo faktycznie Amerykanie znaleźli sobie nowe (całkiem zaraźliwe) hobby, polegające na wygryzaniu bezdomnym twarzy. Mniej lub bardziej zajmujące w zależności od ruchliwości ofiary. Skoro zewsząd atakowani jesteśmy hasłami: „To się dzieje!”, „Już czas!” i „One jedzą mózgi, więc jesteś bezpieczna”, ja nie będę gorsza i udzielę wam kilku rad, nim stracicie trochę szarych komórek i będziecie się włóczyć bez celu po mieście, gryząc co popadnie. Tym bardziej, że wszelkie próby komunikacji z wami mogą mieć wtedy dosyć mierny skutek. Moi drodzy, zbierajcie więc zapałki, konserwy, naboje do waszych Magnum 44, zaryglujcie drzwi i okna, bo oto nadchodzą zombie.

Nie są one pewnie tak inteligentne, jak w tej fantastycznej trylogii filmowej, składającej się z „Krwawej łaźni zombie”, „Krwawej łaźni zombie 2” i „Krwawej łaźni zombie 3 – Zombie Armageddon” - w końcu mamy do czynienia z żywymi trupami, które zabierają się do mózgu od strony nosa. Nie będą również biegać sprintem w zaspach jak Nazi Zombie z filmu „Dead Snow”, które z powodzeniem mogłyby startować na tegorocznych Igrzyskach Olimpijskich. Męska część nie ma co także liczyć, że będą to „Striptizerki zombie”. Chociaż w sumie zawsze myślałam, że scenarzysta tego filmu może mieć jakieś problemy z własną seksualnością.


Zanim zarygluję się więc w najbliższym supermarkecie, co w moim przypadku oznacza Biedronkę, zabieram ze sobą parę bohaterów popkultury, cobyśmy razem, wspólnymi siłami poradzili sobie z zombie, które pewnie będą próbowały rozwalić bankomatem Euronetu drzwi. Niedorzeczne? Tak samo, jak sam fakt ataku żywych trupów.

Oto moja lista 7 wspaniałych, którzy niczym w westernie uratują tyłek jednej niedojdzie, czyli mnie:

Czarna Mamba – wbrew pozorom nie chodzi o Iwonę Pavlović, która mogłaby co najwyżej wytknąć nacierającym potworom kiepskie przyprosty i fatalne „szase” po kole, a o bohaterkę „Kill Billa”. Ignorując prawa grawitacji, jak w „Przyczajonym tygrysie, ukrytym smoku”, wymachiwałaby swoim mieczem od Hattoriego Hanzō, oczyszczając reszcie drogę do działu z mrożonkami. Za dużo razy oglądałam ten film. Stanowczo za dużo.

Richard B. Riddick – w okularkach spawacza poradziłby sobie nawet, gdyby wywaliło korki. A gdy zombie atakują, zawsze wywala korki.

Michael Jackson – dobra, dobra. To jest dopiero abstrakcja – musiałabym załatwić jakieś jego symulakrum. Bo w końcu tylko Michael może zmusić zombie do skomplikowanego układu tanecznego. Nikt – Jermaine, Marlon, Tito, Jackie, Randy, a nawet ja, nie był w stanie go opanować. Notatka dla samej siebie: załatwić kartonowego Michaela rzeczywistych rozmiarów. Może się na to nabiorą.

Han Solo – gdyby to miały być moje ostatnie chwile, totalnie chciałabym go mieć koło siebie. Głównie po to, żeby móc sobie postrzelać z jego pistoletu laserowego. Poza tym Han Solo występuje w duecie z Wookiem, a kto nie lubi Chewiego?


Kevin sam w domu – na pewno przygotowałby jakieś świetne pułapki z Top Chipsów (tych grubo krojonych, żeby bolało jak się w nie wdepnie bosą stopą), BePowera i parówek (które podobno tworzą super śliską mieszankę), a po pociągnięciu sznurka, na żywe trupy spadłaby cała masa puszek czerwonej fasolki, konserwy turystycznej i odświeżaczy powietrza o zapachu lasu. Poziomem inteligencji zombie nie mogą upaść niżej niż Harry i Marv, więc Kevin ma pole do popisu.

Małgorzata Foremniak a.k.a. Mięso Armatnie – zawsze się przydaje ktoś, kto idzie na pierwszy ogień. Z pewnością pani Foremniak i tak byłaby „pod wielkim wrażeniem”.

Bruce Willis – ulubiony degustator Polaków wedle starego żartu nie dostał roli w „Titanicu”, ponieważ uratowałby wszystkich. Nawet Jacka, który miał pecha i nie zmieścił się na dwuosobowych drzwiach. Załatwiłby więc wszystkie zombie tylko za pomocą kajzerek.

Zabawne – zawsze myślimy, że to my będziemy musieli się bronić przed zombie. Ale gdyby przyszło co do czego, to zapewne my sami stalibyśmy w tym tłumie, rządni krwi, a tak właściwie to mózgów, wydając z siebie buczące odgłosy. I ktoś inny strzelałby do nas, podśpiewując „Don't worry be happy” jak Will Smith w „Jestem Legendą”. Cóż za makabryczne wnioski.

 

Wyświetlenia: 1296
Proponowane artykuły