Wolne-dziennikarstwo.pl - Diabeł tkwi w organizacji
wolne dziennikarstwo


  Jakie to smutne, że Studenckie Centrum Kultury nie jest studenckie. Jest radiowe i samorządowe. Skąd takie wnioski (i ponowne wkładanie kija w mrowisko)? Ostatnią kroplą, która przelała czarę goryczy były imprezy w ramach Nocy Kultury.

Pomijam już fakt, że została ona zorganizowana w tym samym czasie, co Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej i Dzień Dziecka na ulicy Krakowskiej i w jej okolicach. Skupię się jednak na tym, gdzie brałam udział znów, jako organizatorka i performerka jednocześnie. Grupa Jasminum Project miała "otwierać" SCKowe imprezy pokazem tańca orientalnego na sali tanecznej. Dlaczego nie na "głównej" - widowiskowej? Wytłumaczeniem pana kierownika był jedynie sprzęt, który "trzeba by było znieść ze sceny". Przedstawiciel kapeli In Vain tłumaczył, że to żaden problem - zsunięcie sprzętu, by zrobić miejsce dla pięcioosobowej grupy, nie zajmie 5 minut! Mniejsza o to. Kierownik dał słowo, że zapewni akustyka/dźwiękowca/kogokolwiek od muzyki (podobno miał być to Czarek Pawęcki, pracownik SCKu) oraz sprzęt grający. O godzinie zero okazało się, że na sali ma ostatnie próby teatr (który właśnie tę salę "dostał" od kierownika), ktoś od muzyki nie istnieje, a do dyspozycji dostałam zwykłego boom boxa z radą "radź sobie sama". I poradziłam sobie. Nie było innego wyjścia, ponieważ sam naczelny Radia Sygnały stwierdził, że nie wie, kto ma mi pomóc. Szkoda, bo już tyle razy miałam okazję widzieć go przy organizacji różnych imprez... Byłam instruktorką, tancerką, konferansjerką i dźwiękowcem jednocześnie. Przed publicznością kłaniałam się w pas, aktorów przepraszałam za przerwanie próby i próbowałam podłączyć sprzęt do wzmacniaczy. Jak wyszło, możecie zobaczyć TUTAJ. Nie zostałam na dalszych imprezach, a SCK opuściłam zażenowana i zniesmaczona. A co, gdybym twardo trzymała się pierwotnej roli gościa i czekała, aż znajdą się organizatorzy? Ktoś, kto się zainteresuje zaproszoną formacją? Kierownik?! Kierownik jak zwykle był "nieuchwytny".

            Miło mi, że już sprzęt nie znika gdzieś w SCKowych otchłaniach w momencie, kiedy potrzebny jest mi na zajęcia; niestety wciąż sobotnie treningi są odwoływane, "bo przecież sala jest zajęta". Dlaczego Studio Dźwięku można zorganizować? Koncerty, kabarety? Czy mam rozumieć, że jeśli moje nazwisko nie łączy się ani z radiem, ani z samorządem mogę zapomnieć o jakiejkolwiek współpracy? Niestety władze Centrum Kultury mocno mnie w tym utwierdzają…

            Co dalej? Dalej wciąż tanecznie. Sobotę spędziłam w Warszawie na festiwalu tańca brzucha - III edycji "Orientalnego Koktajlu na Bemowie" organizowane przez Camilię, Orient Expresję i Art Bem. Piszę o tym w nawiązaniu do tutejszych festiwali. Tak, my tancerze również mamy swoje festiwale, warsztaty i zjazdy (nie tylko z gwiazdami You Can Dance). "Orientalny Koktajl" to dwa turnieje dla tancerek (w kategorii "Debiut Sceniczny" i "Tancerka Roku") oraz końcowa wisienka na torcie - Gala Gwiazd. Takie imprezy zupełnie odbiegają od tych, pokazywanych w filmach. Turniej to nie Step Upowa battelka ("battle" - bitwa; tutaj w rozumieniu bitwy tanecznej), gdzie wyzywamy się na pojedynek i skaczemy sobie po głowach. Jednocześnie nie ma zmiłuj się. Jury nie będzie obchodziła Twoja trudna przeszłość, zmarnowane dzieciństwo i reumatyzm babci. Jury czeka na efekt końcowy. Dlatego zakulisowa współpraca jest tak istotna. Nie przydeptujemy sobie spódnic, nie podpalamy włosów - nic z tych rzeczy. Ciężko w to uwierzyć, ale podszywanie koleżance stanika i upinanie włosów jest na porządku dziennym. Może to wynika z tego, że światek bellydance'owy jest tak mały, że bardzo łatwo zorientować się, kto komu przydeptuje spódnicę. Albo mamy wielką miłość, albo ciche sączenie jadu. Nie ma się, co dziwić - w końcu ta sfera jest zdominowana przez kobiety.

      Dla porównania: każda z grup turniejowych miała swoją garderobę, gwiazdy były przydzielone do uczestniczek. Każda garderoba miała osobą łazienkę, zapas wody mineralnej (Cisowianka chyba stała się oficjalnym sponsorem Tańca Brzucha!), ciastek, przekąsek, herbaty i kawy. Jedna z organizatorek biegała z odtwarzaczem i płytami, by upewnić siebie i nas, że nasze utwory są odpowiednie. Wielka szkoda, że niektóre gwiazdy tak bardzo wczuły się w rolę, że nie szło z nimi wymienić symbolicznego "cześć". Niemniej jednak, atmosfera między uczestniczkami była bardzo przyjemna. Wszystkie byłyśmy w jednakowej sytuacji: walczymy o podium, jesteśmy zestresowane, kostiumy piękne, aczkolwiek często niewygodne, nie pozwalają o sobie zapomnieć, potrzebny tusz, szminka, nitka z igłą…

   Weekend mocno kulturalno-imprezowy niestety został już wspomnieniem. Miłym - niemiłym, jednak niosącym ze sobą jakieś wnioski. Festiwal opolski od warszawskiego różni się jedynie tematyką, liczbą uczestników i organizacją. W jednym przypadku zawiodła, w drugim mile zaskoczyła. Co miał wnieść ten tekst? Cząstkę wiedzy o tańcu orientalnym i różnych podejściach do niego: raz jest marginalizowany, innym razem wyniesiony na ołtarze. W tym pierwszym przypadku jest to bardzo nierozsądne posunięcie kierwonika, ponieważ siły SCKowe zasilałam załogą 30 entuzjastek tańca brzucha CO TYDZIEŃ! Które zajęcia miały takie zaintersowanie...?

Wyświetlenia: 1484
Proponowane artykuły