Wolne-dziennikarstwo.pl - Kiedy Platforma usiądzie na 4 litery
wolne dziennikarstwo


O tym, że w Polsce mamy problemy ze sprawiedliwością nawet na najniższych szczeblach państwa – każdy doskonale wie. Można rzec, że przykład idzie z góry, wszak życie polityczne w III RP z pewnością nie cechuje się czystymi zasadami i sprawiedliwymi osądami. Kuriozum jednak powstaje w momencie, gdy dwóch liderów prawicy straszy się Trybunałem Stanu, ale nikt do końca nie wie za co. Najpierw dążą do tego postkomuniści urażeni tym, że machloje jednej z posłanek SLD wyszły na jaw, a później grupa bezideowych zapaleńców, próbująca przykryć swoją nieudolność w zarządzaniu państwem. W końcu gdy społeczeństwu nie daje się chleba, to trzeba zapewnić chociaż igrzyska.

Ten odgrzewany kotlet, bo tak trzeba nazwać wniosek Platformy o postawienie przed TS Zbigniewa Ziobro i Jarosława Kaczyńskiego, jest zwyczajnie śmieszny. Niestety nie dla części społeczeństwa, które wciąż żyje w przekonaniu, że Ziobro posiadł zdolność bilokacji i sam wyskoczył z szafy w domu Barbary Blidy z pistoletem, wniosek ten jest niezbędny dla zamknięcia rozdziału IV RP. Pytanie tylko na jakiej podstawie?

Od 2007 roku, czyli od momentu odejścia rządów PiS minęły ponad 4 lata. Byłemu ministrowi sprawiedliwości nie udowodniono nacisków, działań niezgodnych z prawem czy innych bzdurnych zarzutów, które za wszelką cenę chciano sprzedać społeczeństwu jako fakt. Nie zrobiły to ani sądy, ani cyrk Ryszarda Kalisza, którego merytoryka kończy się na telewizyjnym wywiadzie. Ale pomimo to, sprawa której już praktycznie nie było, nagle znów nabrała rozpędu.

Oczywistym jest, że kiedy państwo wali się w samych fundamentach, ludzie sprzeciwiają się podnoszeniu wieku emerytalnego, umowie ACTA czy zmianach w refundacji leków. Z tego też powodu zaplecze Platformy zamiast wymyślać reformy, wymyśla kaczki dziennikarskie. Oto Rafał Grupiński obwieszcza, że wniosek gotowy, a Gowin za rogiem nic o nim nie wiedząc oświadcza, że popierać go nie będzie. Tym sposobem Platforma zyskuje kolejny tydzień czasu na odbicie się w sondażach, bo karmi wyborców tematami przeżartymi, ale
jeszcze nie znienawidzonymi.

Celem nie jest zatem dbanie o sprawiedliwe wyroki sądów, ale eliminacja politycznych konkurentów. Gdyby Platformie Obywatelskiej (ciężko już wymawiać drugie słowo w tej nazwie) zależało na czyszczeniu życia politycznego z patologii, to nie zajmowaliby się oczyszczanym już dziesiątki razy Zbigniewem Ziobro, ale kuriozalnymi wydarzeniami z ostatnich lat.

Proszę sobie wyobrazić, że Zbigniew Ziobro jest ministrem sprawiedliwości, gdy do mieszkania studenta wchodzi 8 funkcjonariuszy ABW i rekwiruje komputer, bo ten wyśmiewał na swojej stronie prezydenta Kaczyńskiego. Gdy w twarz strzela sobie prokurator wojskowy w czasie konferencji prasowej, gdy wiesza się były wicepremier Lepper w siedzibie Samoobrony, gdy wychodzi na jaw informacja o najwyższej ilości założonych podsłuchów w całej Europie. Jako minister sprawiedliwości zostałby zniszczony medialnie jeszcze bardziej, niż jest dziś. Pomimo całej medialnej otoczki, jaką stworzono wokół ministra Ziobry, i tak jedynym możliwym do wyśmiania elementem był zniszczony laptop. Ależ było wtedy śmiechu! Szkoda tylko, że dziennikarze tak wnikliwie nie policzyli popsutych i znikających laptopów np. po zakończeniu rządów przez SLD. Gdyby to wszystko połączyć otrzymamy wniosek, że jedynym postępowaniem, w którym
Zbigniew Ziobro przegrał, to proces z pamiętnym doktorem G. Stworzenie dobrej i złej postaci (odpowiednio doktor G. i Zbigniew Ziobro) było dla mediów i świata polityki pretekstem do głośnego obwieszczenia: oto straszny Ziobro przegrał z uczciwym lekarzem! Niestety zapomniano dodać, że ten uczciwy lekarz ma jeszcze 40 innych zarzutów prokuratorskich.

Skoro zatem Platforma Obywatelska chce już reperować sprawiedliwość, to może powinni zacząć od siebie. Za zaniechania po śmierci Leppera, za śmierć Grzegorza Michniewicza (Dyrektora Generalnego Kancelarii Premiera… Donalda Tuska), za inwigilację obywateli i za hucpę smoleńską. Niestety podwójny standard to ich drugie imię.

Na szczęście były minister sprawiedliwości przed Trybunałem Stanu i tak zdoła się obronić. Przyjdzie jednak czas, że dzisiejsi włodarze odpowiedzą za swoje postępowanie. Ale wtedy już będą z całej siły jazgotać, że Trybunał Stanu trzeba zlikwidować.

Wyświetlenia: 1162
Proponowane artykuły