Wolne-dziennikarstwo.pl - A miało być tak pięknie...
wolne dziennikarstwo


Wygrywamy z Czechami i awansujemy do ćwierćfinału – takie były założenia przed wczorajszym meczem i nikt nie brał pod uwagę innego scenariusza. Jednak można powiedzieć, że wyszło jak zwykle. Słaby mecz na pożegnanie, który pierwszy raz od dawna był meczem o coś, a nie tylko „o honor”. Należy skarcić drużynę za to spotkanie, ale nie można ich krytykować za cały turniej (który był niestety dla nas krótki), a wręcz przeciwnie – pochwalić. 

Owszem, apetyty były bardzo duże, zarówno przed mistrzostwami jak i w ich trakcie. Teoretycznie najsłabsza ze wszystkich grupa. Grecy – nudni jak zwykle, nie powinni niczym zaskoczyć, a takie rzeczy jak historia sprzed 8 lat już się nie zdarzy. Czesi – dawno nie byli tak słabi, bez polotu, a w dodatku Rosicky nie wrócił do pełnej dyspozycji po kontuzji. Rosjanie – jedynie ich się można obawiać, dobry, zgrany team, z kilkoma znakomitymi zawodnikami, grający ładna i skuteczną piłkę. Jednak znów okazało się jak nieprzewidywalny jest taki turniej jak Mistrzostwa Europy. Niczego do ostatniego gwizdka w ostatnim meczu nie można być pewnym. Osobiście twierdzę, że z grupy wyszły dwie najsłabsze drużyny, ale wiadomo, że w sporcie nie ma sprawiedliwości, a w piłce nożnej najbardziej liczy się skuteczność.

Spotkanie z Czechami wyglądało jak wyglądało. Polacy na pewno nie wznieśli się na wyżyny swoich umiejętności. Można zaryzykować tezę, że były to niziny, żeby nie powiedzieć depresje. Nie mogę znaleźć przyczyny takiej dyspozycji, może nie unieśli tego psychicznie, nie wiem. Wiem natomiast, że Czesi świetnie to wykorzystali. W pierwszej połowie nie wyglądało to najgorzej, ale i tak powinno lepiej. Miałem nadzieje, ze nasi się rozpędzają, ale widać, że marnie im to wyszło. Nasi południowi sąsiedzi, mimo braku „małego Mozarta” jak nazywany jest Tomas Rosicky, zagrali tak jak powinni. Remis ich, mówiąc kolokwialnie, urządzał i robili wszystko, by go utrzymać, a gdy nadarzyła się okazja boleśnie ukąsili Polaków. Mieli kilka dogodnych do tego możliwości, bowiem nasi obrońcy na zbyt dużo Czechom pozwalali, a przede wszystkim ich skrzydłowym. Jak w masło wchodzili Gebre Selassie, Jiracek i Pilar, a dużą winą za to można obarczyć przede wszystkim Łukasza Piszczka, od którego powinno wymagać się bardzo dużo.

Mimo wszystko uważam, że nie przegraliśmy tych Mistrzostw. Jak już pisałem, apetyty były duże i rosły w miarę jedzenia, a to, co serwowali nam biało-czerwoni, było do pewnego momentu całkiem smaczne. Mecz otwarcia był przedziwną historią i trudno rozstrzygnąć czy udało nam się zremisować, czy udało nam się nie przegrać, czy nie udało nam się wygrać. Potyczkę z Rosjanami oceniam bardzo pozytywnie, a zaangażowanie i umiejętności, jakie pokazali wtedy polscy piłkarze, były naprawdę na poziomie światowym. To był zdecydowanie „zwycięski remis”. O wczorajszym trudno coś więcej napisać, jednak nie powinno nam to przysłonić ogólnego obrazu. Nie chcę być odebrany jako hura-optymista, ale był to dobry turniej dla biało-czerwonych. Czuję, że nie jestem sam, bo z obserwacji wywnioskowałem, że osób śpiewających: ”nic się nie stało” jest więcej niż tzw. hejterów, którzy zajmują się bezpodstawna krytyką.

A teraz wszyscy, za przykładem Marcina Orłosia z Teleekspresu zaintonujmy: nic się nie stało Polacy nic się nie stało...

Wyświetlenia: 3546
Proponowane artykuły