Wolne-dziennikarstwo.pl - Praktyki TVN24. Lekcja 1: CIERPLIWOŚĆ
wolne dziennikarstwo


Praktyki, powszechnie znane pod hasłem "student się opieprza", to czas niełatwy. Niełatwy pod względem utrzymania nienagannej figury, gdyż płaskopupie jest gwarantowane! Firmowe, zakładowe kanapy przeżywają w tym czasie oblężenie i mają okazję zapoznać się ze studentami od tej drugiej strony.

Razem z Agatą (notabene dziennikarką Radia Sygnały! Jak widać obalamy mity…) znalazłyśmy się w pięknym, magicznym i niemiłosiernie skwarnym Krakowie, na ulicy Ludwinowskiej w siedzibie TVN24. Widoki mają piękne! Za oknem Wisła, Wawel, zieleń, słońce, woda, ACH! Kanapy są czarne, wygodne. Niestety, siedziałyśmy tam zaledwie godzinę w oczekiwaniu na cud. Szybciej i dokładniej udało nam się poprzebywać z redakcyjnymi krzesłami obrotowymi oraz komputerami. Niby niepozorne siedzenie, ale za to można bezczelnie podpatrywać "życie mediów". Najczęściej wcześniej wspomnianym cudem jest zlecenie "od Warszawy". TVN nie posiada, jak telewizja państwowa, swoich regionalnych stacji, dlatego placówki rozsiane po całej Polsce robią zamówienia dla stolicy. I tak dzisiaj przyszła wiadomość o potrzebie materiału o upałach.

X: No w głowie się im przewraca! W lecie zawsze są upały!

Y: Tak, ale EURO się już skończyło…

A wcale się nie skończyło, drodzy panowie dziennikarze. Pierwszego dnia pojechałyśmy (w drodze wyjątku razem) do Wieliczki na pożegnanie Włochów. Baza noclegowa drużyny piłkarskiej była odgrodzona płotkami, siatkami, banerami "Wieliczka welcomes you". Na ostateczny wyjazd reprezentacji przyszło całkiem sporo mieszkańców. I całkiem sporo dziennikarzy. Dopiero wtedy zrozumiałyśmy, co oznaczało hasło "mało miejsca na Was dwie". Nie chodziło tu o samochód, a o przestrzeń reporterską. Tłum gapiów i kibiców, tłum staży miejskiej, tłum reporterów - a brama tylko jedna. Stałyśmy po drugiej stronie ulicy i obserwowałyśmy zaciętą walkę o kawałek futbolowej gwiazdy. Starsze panie, podekscytowane "tymi zagranicznymi" zrobiły z dziennikarzy punkt informacyjny. A kiedy oni wyjdą? A kiedy mają samolot? A dadzą autograf? Wielce zdziwione i rozczarowane tym, że nawet "pan z TVNu" nie wie. Nie wie, bo skąd? Włosi wolni i frywolni - robią co chcą, jak chcą. W końcu charter poczeka, a nam nie spieszno. Dziennikarzom już jednak tak. Kamera ciężka, żar z nieba się leje, ludzie wchodzą w kadr, popychają, nic nie widać. Co sprytniejsi powłazili na murki, skrzynki, bramki, znaki. Fotoreporterzy dla urozmaicenia czasu pstrykali fotki co ładniejszym fankom (oczywiście z ukrycia). Jedynym ratunkiem dziennikarskiej głowy było z bożej łaski drzewo i papieros. Cierpliwe czekanie popłaca. Włosi kiwali nam niczym księżniczka Kate Middleton na niedzielnym spacerku, a my (gawiedź i media) obskakiwaliśmy ich autobus (z różnych powodów). Dla praktykanckiego oka atrakcją był wóz transmisyjny i podczepiony do niego grill z kiełbaską. Logo TVN24 i… pospolita kiełbaska. Zdjęcia brakło z powodu braku mojej cierpliwości (A to aparat zostawię, co będę nosić…). Mea culpa!

Dnia kolejnego miałam okazję pojechać na konferencję podsumowującą EURO 2012 w Krakowie. Obalam mity, że na konferencjach zawsze jest poczęstunek, a dziennikarze próbują dowalić gospodarzom. Żadne takie. Pogadali, zapytali, dziękuję, do widzenia. Swoje jednak trzeba było odsiedzieć, wysłuchać podziękowań, gratulacji i samochwał, by wreszcie zadać to jedno, konkretne pytanie.

Cierpliwość siedzenia, cierpliwość pytania, cierpliwość marudzenia i szwendania się po redakcji się opłaca: poznajesz zwyczaje, poznajesz ludzi, zasady. Wiesz, co i kiedy można chcieć, kogo nie budzić po nocnym dyżurze, a komu suszyć głowę o drogę do łazienki. Kiedy to już opanujesz możesz przejść do lekcji drugiej…

Wyświetlenia: 2833
Proponowane artykuły