Wolne-dziennikarstwo.pl - Prawosławie i katolicyzm – ekumeniczne rozważania
wolne dziennikarstwo


Koniec roku akademickiego oraz dopiero co zakończony Kongres Polonistyki Zagranicznej dla wykładowców Instytutu Filologii Polskiej wcale nie są równoznaczne z rozpoczęciem wakacji. Pozostają nasze obowiązki indywidualne, przygotowania do kolejnych konferencji i zajęć, dokończenie kiedyś tam rozpoczętych prac, ale jednak robi się to na większym luzie. Obrony prac dyplomowych też za nami, a podczas jednej z obron recenzent zapytał moją kandydatkę, która pisała o porównaniu pewnych obrzędów w prawosławiu i katolicyzmie, co ją umotywowało, by taka praca powstała? Owszem, padły i inne pytania, np. czy przed pisaniem tej pracy nie zastanawiała się, jak te obrzędy mogłyby wyglądać w „nieswoim” środowisku, czyli konkretnie w moim prawosławiu, a odpowiedź była przynajmniej dla mnie zaskakująca – „nikt o tym przynajmniej w mojej rodzinie i otoczeniu nie miał pojęcia, ani nie odróżniał, czy to sekta lub jakiś odłam”. Może nieco inaczej zinterpretowałem odpowiedź, ale mniej więcej tak brzmiała. I – pomimo tego, że miałem o tym nieco inaczej wyrobioną opinię – jednak się mocno zdziwiłem! Owszem, kandydatka się świetnie obroniła, ponieważ już zdobyła wprawę w tym zakresie, co przed obroną było jej raczej obce.


Od lat siedmiu prowadzę kurs fakultatywny z dziejów Kościoła Wschodniego, oczywiście w oparciu o tezy historiograficzne lub z zakresu ikonografii. Wskazuję także na najważniejsze ośrodki prawosławia na przestrzeni dziejów, a wewnątrzchrześcijańskie różnice pokazuję nie tylko na podstawie doktryn teologicznych (bo teologiem przecież nie jestem, nawet daleko mi do tego), lecz w oparciu o pokazanie funkcjonowania tzw. nieoficjalnego i oficjalnego chrześcijaństwa wg tradycji prawosławnej. I to też w taki sposób, by bardziej pragmatycznie został zrozumiany jej wizerunek, a nie wymiar ideologiczny tej tradycji. Piękno Świętej Góry Athos, klasztorów macedońskich, greckich, bułgarskich lub serbskich, sztuka ikonopisania czy fresków to najczęściej omawiane wątki, o Kosowie też opowiadam (nie w świetle tego, co nam podają media o tym regionie, lecz o jego historyczno-duchowym znaczeniu dla Południowych Słowian) i efekty są jakie są. Najlepiej niech się moi słuchacze wypowiadają na ten temat, ja odnoszę wrażenie, że to jednak ich trochę interesuje i raczej z zaliczeniem przedmiotu, mimo jego obszernej bibliografii, nie mają większych problemów.


Kolejny ze stereotypów z którym się rok w rok spotykam, to to, że dla młodego Polaka prawosławie w tym kraju kojarzy się albo z prawosławiem rosyjskim w największym stopniu, albo w mniejszym z ikonami (jako naszym największym autorytetem moralnym) oraz pięknymi cerkwiami, które miał możliwość odwiedzić głównie na wakacjach w Grecji, Macedonii czy Bułgarii. Nie ukrywam, że podobne skojarzenia zauważyłem także w mojej rodzinie, owszem jej polskiej części, choć z pewnością raczej wskazywali na to drugie, niż na pierwsze, jako synonim prawosławia wg nich. Nic jednak bardziej błędnego, bo istotą prawosławia są inne walory, o których jednak tutaj nie chcę pisać (choć kwestia ikon to jedna z kluczowych). W takiej sytuacji, od czego właściwie miałbym zaczynać zajęcia z Kościoła Wschodniego? To zagadka, na którą nie potrafię odpowiedzieć do dziś, bo jednak czasami czuję te dziwne spojrzenia zdezorientowanych studentów na mnie nawet, gdy chwilowo jestem odwrócony do nich plecami, chociaż by wyświetlić kolejny slajd na ekranie czy na samym obrazku pokazać pomieszczenia cerkwi lub style ich budowania. Kiedyś mi pewien student (4-5 lat temu) powiedział, że wg niego „prawosławie to odłam, który się wywodzi z katolicyzmu” i który w historii Polski odbierany jest jako „przejaw wschodniego nacjonalizmu, który tyle krzywd poczynił polskiemu narodowi”. Nie ukrywam, że z takim stwierdzeniem miałem spore trudności, nie wiedziałem, jak zareagować, większość słuchaczy też.


Powiem tak: te osoby, które znają właściwą istotę prawosławia, cokolwiek bym im powiedział, i tak zrozumieją, a ci co nie znają – to modlę się za nich, by im dobry Bóg pomógł. I zaczynam spokojnym tonem od ekumenizmu. Nie wiem, ile młodych ludzi – nie tylko w Polsce, ale i na Bałkanach – zna właściwe walory i prawosławia, i ex aequo katolicyzmu. Bo nieedukowanego z domu lub poprzednich stopni edukacji i tak nie oświecisz w 30 h/semestr, by myślał poprawnie (czyli umiał prawidłowo ocenić i jedno, i drugie skrzydło oraz ich indywidualny i wspólny dorobek), a więc tyrady o tym „kto co zrobił, by się jedność chrześcijańska rozbiła” przed 1054 rokiem i tak nic nie dadzą. Jedynym chwytem jest tylko to, że „nie jestem zwolennikiem podziałów w chrześcijaństwie” oraz że reprezentuję jednak odległą – przynajmniej kulturowo – koncepcję prawosławnych „obrządku orientalnego”, a nie wschodniego. Czyli tych, którzy się bezpośrednio z wartości bizantyjskich wywodzą, z czasu, gdy mimo wielkich problemów z funkcjonowaniem kościołów autokefalicznych, Kościół Wschodni był największą duchową i moralną podporą biednego bałkańskiego człowieka epoki średniowiecza. Dawał mu to, co w czasach nowożytnych dają właśnie te nasze uczelnie i inne szkoły.


Piszę o tym, ponieważ w dniach 16-19 sierpnia br. ma dojść do nadzwyczajnie ważnej wizyty największego dotychczas cerkiewnego hierarchy i autorytetu, który odwiedził Polskę, Patriarchy Moskiewskiego i całej Rusi, Cyryla. Podpisze on dokument o pojednaniu z przewodniczącym Episkopatu polskiego Kościoła Katolickiego, abp J. Michalikiem. Jaka to będzie ważna wizyta, skoro niektórzy już nazwali ją precedensową, jakie ona może mieć daleko idące efekty, tylko możemy się domyślać. Ja ją nawet nazywam przełomową! Będzie ona bardzo dobrą okazją do powiedzenia sobie wprost, jak mało nas dzieli, jest w zasadzie maluteńkim kroczkiem, który trzeba pokonać, aby podnieść się ponad historyczne podziały i pokazać młodszym pokoleniom w obu krajach, jaką drogą mają dalej pójść. Ekumeniczna? Trudno powiedzieć. Dopóki tego przesłania obu przywódców Kościołów nie zrozumieją same narody, czyli podejścia bez uprzedzeń i zaszłości historycznych, do tego czasu nawarstwione problemy tylko będą się mnożyć. W takich warunkach, gdy np. zabraknie woli właściwego pojednania, każdy akt podpisany przez hierarchów kościelnych i tak będzie tylko martwym słowem na papierze.


Ekumenizm w moim mniemaniu polega przede wszystkim na edukacji. O co apelowałem i w poprzednich moich odcinkach, kiedy „zwalczaliśmy” stereotypy i w Polsce, i na moich Bałkanach. Edukacja w szkołach, ale i w domach. Ja osobiście o tyle jestem w sytuacji komfortowej, że uznaję się za aktywnego prawosławnego chrześcijanina, nie w sensie praktykującego czy nadmiernie wierzącego, ale takiego prawosławnego chrześcijanina mieszkającego wśród katolików, który w spokoju i studentom, i kolegom, i swoim dzieciom, i rodzinie przekazuje prawdę o prawosławiu, a to się potem przekłada na ekumenizm. A to jest najważniejsze, by być człowiekiem dobrym, porządnym, uczciwym, szanować wszystkich ludzi dobrej woli, doceniać wszystkie inne wyznania i tradycje, szanować także ateistów lub ignorantów wiary. Nam wszystkim jeden i ten sam Bóg podarował życie, podarował możliwość, by być z kimś, dzielić się dobrem i złem, pracować uczciwie i nie krzywdzić nikogo. Pokazywać piękne obyczaje katolickie, pokazywać piękno obrzędów liturgicznych prawosławnych. Chodzić i do jednego i do drugiego kościoła. Słuchać z pasją wspaniałych dźwięków organów w kościołach katolickich, podziwiać piękne śpiewy chórów cerkiewnych. Chodzić też i do meczetu, i do synagogi. Uczyć się, rozwijać i stawiać na edukację. Wtedy to żaden akt, dokument czy porozumienie o pojednaniu nie będzie marnowaniem czasu. Nie jest moim celem, by w tym tekście wskazywać na wyższość i znaczenie spotkania Patriarchy Moskiewskiego z hierarchami Kościoła Katolickiego w Polsce, bo tego nie jestem godzien. Ale mogę z pragmatycznego punktu widzenia pomóc ukazać to, co widzę na co dzień w moim ekumenicznym domu: pełnię ciepła i miłości pomiędzy prawosławnymi i katolikami. Również celowo w tytule nie użyłem spójnika ‘a’ między jednymi a drugimi, jak to często robią uczeni (i nie mam im tego za złe, po prostu konfrontację obu tradycji jedynie tak można oddzielić w badaniach naukowych), ponieważ ów spójnik w tym sensie, o który teraz chodzi mi najbardziej, raczej by dzielił niż łączył, a moją intencją jest łączyć jednych z drugimi. Tak jak w rodzinie, a tam podziałów nie ma prawa być.


Ten nadchodzący czas to też dobra okazja do wyciszenia nastrojów po pojedynczych wybrykach i z obu stron podczas Euro 2012, by właśnie pokazać, że takie przypadki to zdecydowany wyjątek, a nie reguła między dwiema wspólnotami! Nie mam zamiaru bronić czy atakować historycznych „racji” ani jednych, ani drugich, bo nie do mnie to należy. Ale rosyjskie obelgi do Polaków, jako o „chrześcijanach nawróconych za sprawą Watykanu” czy te polskie o „rosyjskich prawosławnych imperialistach” trzeba stanowczo zwalczać i na chłodno rozważać właściwe racje. Także na Bałkanach istnieją podobne stereotypy, np. wg niektórych serbskich radykałów każdy katolik to „ktoś, kto usprawiedliwia mordy na prawosławnych”. Funkcjonują inwektywy oparte na tezach o beatyfikacji przez Jana Pawła II kardynała A. Stepinaca, wikariusza chorwackich ustaszowców z czasów drugiej wojny światowej, do którego Serbowie mają prawo żywić urazę oraz wyrażać negatywne i bolesne odczucia. Jak i polskie, o czym nieraz czytałem na forach internetowych, sformułowania pod adresem serbskich prawosławnych, jako o „zadziornych nacjonalistycznych bojownikach, którym tylko Wielka Serbia w głowie”, a nie że „bronią chrześcijaństwa przed islamem”, jak błędnie z kolei interpretują geograficzne położenie prawosławnych nie tylko Serbowie, ale i Macedończycy i inni południowi wyznawcy prawosławia. Ani jedno, ani drugie nie ma racji bytu, choć pewne nieprzyjemne interpretacje historii zrodziły się i po tej nieszczęsnej beatyfikacji, i po wydarzeniach na Bałkanach z ostatniej dekady XX wieku.


Napisałem powyżej, że nie jestem godzien nawet podpisywać się pod tezami hierarchów obu Kościołów, największych słowiańskich – katolickiego i prawosławnego. Ale wiem jedno, jako członek bardzo nielicznej wspólnoty wyznaniowej (Macedońskiej Cerkwi Prawosławnej, która a propos tego apelu nadal ma problemy z uznaniem jej ze strony Konstantynopola ze względu na spór kanoniczny z serbską i tym samym pośrednio z grecką CP), od której rosyjskie prawosławie mimo wielkich zbieżności jest tak samo odległe, jak i polski katolicyzm, apeluję o wykorzystanie każdej okazji, by się przybliżyć, byśmy jedni drugim wybaczyli grzechy, byśmy prawdziwie podali sobie ręce na znak pokoju. Na Bałkanach nas uczą o jednym bardzo istotnym przesłaniu: ręka, która daje jest zawsze dłuższa od ręki, która bierze. Uczono mnie, że zawsze trzeba zacząć robić porządki od swego pokoju, od swojego „ego”, a nie wskazywać na innych. Dlatego ja, autor tego tekstu, podaję rękę w imieniu tych prawosławnych, którzy katolikom kiedykolwiek zawinili, by dalej kroczyć razem, by właśnie unikać takich sytuacji, jak te z pierwszego akapitu – czyli życia w totalnej niewiedzy i ignorancji. Dla dobra nas wszystkich, i prawosławnych, i katolików.

Wyświetlenia: 3228
Proponowane artykuły