Wolne-dziennikarstwo.pl - Ugrzęźli w trawie
wolne dziennikarstwo


Polscy tenisiści nie jechali na Igrzyska z jakimiś wygórowanymi celami, chcieli zająć solidne miejsca, a kibice wymagali od nich jedynie walki i zaangażowania. Oczywistym jest też, że w stosunku do Agnieszki Radwańskiej te cele były stawiane znacznie wyżej, w końcu narobiła wszystkim apetytu, dochodząc do finału Wimbledonu, rozgrywanego na tych samych kortach co zawody olimpijskie. Może jeszcze bardziej liczyliśmy (my kibice) na chłopaków w deblu, bowiem są odpowiednio na 12 i 13 miejscu w światowym rankingu deblistów i nic nie stałoby na przeszkodzie aby pokusili się o niespodziankę i sięgnęli po medal. Niestety, wszystkie szanse zostały zaprzepaszczone, a zawodnicy i zawodniczki z naszego kraju wygrali zaledwie dwa spotkania z dziewięciu przez siebie rozgrywanych. W czym tkwiła przyczyna tak słabych wyników?


Bo drabinka była zbyt trudna
Często tak właśnie się dzieje, że maszyna bądź osoba losująca przypadkowo uwzięła się na danych zawodników bądź kraj, jednak w tym wypadku takie tłumaczenie nie przejdzie. Jedynie takie słowa wypowiedziane z ust Urszuli Radwańskiej przybrałyby znamiona logiki. Tą zawodniczkę można chyba najbardziej pochwalić, lub jak kto woli, najmniej zganić. To ona wygrała te dwa mecze, jeden w singlu, a drugi w deblu ze swoja siostrą. W drugich rundach w obu spotkaniach trafiła najgorzej jak się da, a i tak dzielnie walczyła. W spotkaniu singlowym nie miała najmniejszych szans z liderką światowego rankingu – Sereną Williams. Podobnie było w deblu, gdzie w parze ze wspomnianą już wcześniej Agnieszką, losowanie przydzieliło im liderki światowego rankingu amerykanki Raymond i Huber. Od biedy można również uznać, że Agnieszka Radwańska w mikstowej parze z Marcinem Matkowskim trafili źle, bowiem nazwiska – Stosur i Hewitt brzmią groźnie nawet dla tenisowych laików. Powtarzam można by, bo Hewitt to już nie ten sam zawodnik co 8 czy 10 lat temu. Owszem technika i instynkt pozostały u niego na bardzo wysokim poziomie, ale motoryka, wytrzymałość już nie ta, a w dodatku kilkadziesiąt minut przed spotkaniem z polską parą, zagrał 3-setowy mecz z Novakiem Djokoviciem. Stosur w rankingu wysoko, ale w porównaniu z „Isią” wypada słabiej. Na tym kończą się zawirowania drabinkowe. Goerges – 25 w rankingu WTA, Łukasz Kubot z bułgarem Dimitrovem też powinien sobie poradzić. Debel męski trafił na dobrych indywidualistów – Ferrera i Lopeza, ale jak mówi Wojciech Fibak: „tenis singlowy i deblowy to zupełnie inne konkurencje”. Jans i Rosolska również schodów nie do przebrnięcia nie miały.



Bo przeciwnicy zagrali „mecz życia”.
Niby tak, ale... Polscy tenisiści zagrali równocześnie jedne z najsłabszych spotkań w karierze. W przypadku naszej największej nadziei, rzeczywiście Niemka Goerges grała świetne zawody, ale wice-liderka światowego rankingu, która na tych samych kortach odnosiła swoje największe sukcesy juniorskie i seniorskie, nie powinna na to pozwolić. Powiedzenie „gra się tak jak przeciwnik pozwala” jest tutaj bardzo adekwatne. Gdyby Radwańska przejęła inicjatywę, była bardziej ofensywna, grała z większą agresją i zaangażowaniem, nie dałaby dojść do głosu Niemce, a tak stało się najgorsze i jedna z faworytek do medalu pożegnała się z turniejem już w pierwszej rundzie. W meczu mikstów Stosur z Hewittem postawili poprzeczkę bardzo wysoko, ale przy lepszej grze Polskiej pary mogło by to wyglądać inaczej. Wina leży tylko i wyłącznie po stronie naszych zawodników i zawodniczek. W mojej opinii zabrakło przede wszystkim zaangażowania. Mentalnie podeszli do tych zawodów jak do podrzędnego turnieju w Andorze, a to był przecież TURNIEJ OLIMPIJSKI! Impreza, która odbywa się raz na cztery lata, niosąca za sobą ogromny prestiż, może zaważyło to, że oprócz gratulacji i wiwatów pieniądze z tego marne...



Cykl przygotowań nie ten
Najbardziej powszechna z wymówek polskich sportowców, głównie piłkarzy rodzimych klubów. Jeżeli tak rzeczywiście było, to zadaję pytanie, co jest ważniejsze od Igrzysk? Fakt faktem, że dla tenisistów ważniejszy może być wielki szlem, tak przynajmniej kilku twierdziło, mi jednak wydaje się, że to najprostsza wymówka, a turniej olimpijski powinien być traktowany przez sportowców nadrzędnie, w szczególności w roku Igrzysk. Może uda się za cztery lata, na szczęście siostry Radwańskie mają przed sobą, miejmy nadzieje, wiele lat sukcesów i wszystko przed nimi.



Bo prezes jest zły i w ogóle związek jest nie fajny
Z tym ewentualnie można by się zgodzić chyba w największym stopniu. Polskie związki sportowe (i nie tylko) mają to do siebie, że przechowują w swoich strukturach tych samych ludzi od 30 lat. Działacze są często niekompetentni, a podczas zatrudniania króluje „kolesiostwo” o którym w ostatnich tygodniach było bardzo głośno. Zawodnicy często ze swoich pieniędzy przygotowują się do startów, opłacają sobie podróże i zakwaterowanie. Często nie ma nawet obiektów na których zawodnicy mogli by trenować, a przyszli mistrzowie świata swoją formę szlifują pod mostem ( przykład Anity Włodarczyk, naszej młociarki). Brakuje pieniędzy, dla przykładu roczny budżet Polskiego Związku Szermierczego wynosi 2,7 mln zł, na wszystkie kategorie (floret, szabla, szpada), kobiety i mężczyzn i wszystkie kategorie wiekowe. Dla porównania trener szermierzy rosyjskich rocznie zarabia... połowę tego. Jednak w czym są lepsze związki sportowe w Korei Północnej, która od początku Igrzysk utrzymuje się w czołówce rankingu medalowego?



Przyczyna tak słabych wyników na pewno nie jest jednowymiarowa. Przytoczone przeze mnie możliwe scenariusze są dywagacjami, najprawdopodobniej jednak kilka z nich ma przełożenie w rzeczywistości. Zawiodło wiele spraw, ale myślę, że głównym powodem jest podejście i brak zaangażowania. Uderzające było też zachowanie Agnieszki Radwańskiej po ostatniej porażce. No cóż nie wszystko się potoczyło po naszej myśli, trzeba zganić reprezentantów Polski, ale nie można się w tym zapętlić, tylko wyciągnąć wnioski, co zrobić w przyszłości, aby wyniki były znacznie lepsze.

Wyświetlenia: 2333
Proponowane artykuły