Wolne-dziennikarstwo.pl - Praktyki w Radiu Roxy. Lekcja 2: Trendy ulicy
wolne dziennikarstwo


  Tym razem będzie trochę o Warszawie SUBIEKTYWNYM, studenckim okiem. Podkreślam „subiektywnym”, ponieważ jeśli macie smak na profesjonalne dziennikarskie teksty, zapraszam do artykułów moich redakcyjnych kolegów. Zostałeś? No to witam na pokładzie, rozpoczynamy wycieczkę...

Warszawa miastem hipsterów. Tak rozpocznę swój tekst. W zasadzie każde miasto skrywa tę nową, nienową subkulturę, aczkolwiek (może z racji swojej wielkości) Warszawę można nazwać wręcz jej kolebką, mekką, azylem. Jak chcecie. Nadal nie rozgryzłam i nie znam szablonu, według którego można scharakteryzować hipstera, jednak mają oni w sobie coś takiego, co ich mocno wyróżnia. Niestety nie są przychylni „innym” - pojaw się w barze bez okularów w rogowej oprawie, z torbą z sieciówki, w zwykłych sandałach i możesz być pewien spojrzeń pełnych niechęci. Teraz uogólniam, aczkolwiek ciężko wyliczyć każdą osobę z prawie dwumilionowego miasta! Miałam okazję, dzięki uprzejmości mojego przewodnika Piotra Łopusińskiego (również autora wszelkich tutaj zdjęć), trafić do „mekki hipsterów”. Istnieje bar na Powiślu - Warszawa Powiśle. Był to kiedyś zwykły bar, stojący przy dworcu PKP, bar jakich wiele. Jednak jego lokalizacja i jego „zwykłość przydworcowego baru” uczyniły go bardzo wyjątkowym... Atrakcyjność polega na dużym placu, zastawionym leżakami, gdzie można siedzieć, sączyć piwko, słuchać muzyki i podziwiać widoki... Widoki na miasto i resztę bywalców „Powiśla”. W zestawie otrzymujecie czterech przypakowanych, łysych panów w czarnych koszulkach, którzy czekają aż klienci sami zadbają o swoje bezpieczeństwo, rozdzielą tłukących się, by mogli pochrząkać znacząco, sprzedać komuś kopniaka i wrócić na swoje miejsce.

Innym ciekawym miejscem do spotkań towarzyskich jest Centrum Nauki Kopernik, a dokładniej jego plac. Oprócz bulgoczących rur, możecie pograć na cymbałkach „klasycznych” bądź chodząc po metalowych płytkach w ziemi. Zdecydowanie przestrzegam przed zraszaczami – zimny prysznic wieczorową porą to nie najlepszy pomysł. Tam również możecie wyjść z leżakiem, kocem i mieć piękny widok na Wisłę.

Od siebie polecam PePe Bar przy Akademii Sztuk Pięknych na Krakowskim Przedmieściu. Mają tam niezłego Bosmana – 7zł/0,5l i klimatyczny ogródek piwny. Do tego różne zakąski w różnych cenach. Polecam jednak zostać przy piwie, ponieważ idąc tym tropem trafimy do Pawilonów. Coś jak Plac Nowy w Krakowie. Wszędzie bary, kluby, ludzie siedzący na krawężnikach, jednym słowem luz-blues. W ramach Street Art Doping Festiwal 2011 grupy artystów z Niemiec i z Polski ozdabiały tam ściany naprawdę imponującymi muralami. Puby to tak naprawdę dawne sklepy i warsztaty rękodzielników. Są bardzo ciasne, ale właśnie przez to tak klimatyczne i luzackie. Kiedy weszłam tam po raz pierwszy, poczułam się jak na rodzinnym kampusie UO! Ulubione miejsce warszawskich studentów nie bez powodu zostało nazwane Zagłębiem Klubowym Stolicy.

 

Dla lubiących kulturalne i spokojne popołudnia mam aż trzy propozycje:

  1. Warszawskie Łazienki – ogromny park, gdzie wejdziecie za darmo, natkniecie się na masę turystów i biegaczy, ludzi na rowerach, pomachacie do zamkniętych okien prezydenckiej siedziby i będziecie się zachwycać pawiami. Romantyczne spacery jak najbardziej! Znalazłam nawet mostek z kłódkami – nie było ich tak wiele jak w Opolu, Wrocławiu czy Krakowie, ale za to jakie!

  1. Pałac w Wilanowie plus ogród – do ogrodu wejście jest za 3 zł, do pałacu w każdą niedzielę możecie upolować bilet za darmo. Pod warunkiem, że o godzinie 10:15 staniecie w kolejce do kasy. Jest co zwiedzać, to fakt. Pałac nie jest nudnym miejscem, którym się straszy małe dzieci. Maluszki dostają specjalne plansze do zwiedzania, coś à la gra szpiegowska, chińczyk, sama-nie-wiem-co, aczkolwiek jest to kolorowe i przyciągające. Ogrody wilanowskie są bardzo rozległe i oferują wycieczkę gondolą bądź samemu łódką. Polecam, szczególnie, że 3 złote to nie majątek!



 

  1. Tor Wyścigów Konnych Służewiec – wstęp za 5 zł, ale pod koniec dnia może udać się wejść za darmo. Nigdy nie byłam fanką tego typu sportów, jednak silne i piękne konie potrafią oczarować niejednego. Zakłady wcale nie są takie proste, jakby się mogło wydawać, a wiedzą ci, którzy czytali przynajmniej jedną książkę Joanny Chmielewskiej (polecam!). Mimo wszystko stałam się dużą fanką, szczególnie koni i ich oryginalnych pomysłów. Chyba największym hipsterem tego wpisu będzie koń Jutrzenka, który po wypuszczeniu na start pogalopował w zupełnie przeciwnym kierunku. W sumie nic dziwnego, bo w kierunku zachodzącego słońca... Imię zobowiązuje.

Wyświetlenia: 1298
Proponowane artykuły