Wolne-dziennikarstwo.pl - Kiedy koronacja Bronisława Komorowskiego?
wolne dziennikarstwo


Niedzielny wieczór, media albo piszą o wizycie Cyryla I, albo nie piszą w ogóle. I jaki nagle news się pojawia? Jacek Żalek, poseł PO (tej lepszej, bo konserwatywnej części), wyskakuje z pomysłem na poziomie tej drugiej części PO. Otóż poseł wymyślił, że zamiast prezydenta – moglibyśmy mieć króla. Królem mógłby oczywiście zostać Bronisław Komorowski, bo najwięcej osób mu ufa. Powód? Demokracja jest za droga.


Z jednej strony ciężko się nie zgodzić, że demokracja kosztuje, jednak kosztuje najwięcej właśnie w wydaniu prezydenta Komorowskiego. Żaden jego poprzednik nie rozbudował tak bardzo swojej kancelarii, jak właśnie prezydent z PO. Ilość urzędników, samochodów służbowych i wyjazdów zagranicznych w kancelarii jest tak duża, że rzeczywiście staje się zbyt droga. Taka jednak stała się dopiero, gdy urząd objął człowiek Platformy. Zdaje się więc, że osoby te mają w genach automatyczną rozbudowę administracji publicznej zaraz po zdobyciu władzy (do upadłego będę przypominać, że za Tuska przybyło 100 tys. nowych urzędników, jednego okienka jak nie było – tak nie ma, a pomimo to biednemu premierowi nie ma kto przeczytać raportu NIK o kwitnącej korupcji).


Jak sobie jednak wyobrażam panowanie Bronisława Komorowskiego?


1. Siedziba – przede wszystkim, należy zadbać o godne miejsce, z dużą liczbą żyrandoli. Siedziba prezy… tfu, krula, musiałaby się mieścić na Zamku Królewskim w Warszawie. Całą powierzchnię Belwederu należałoby z kolei poświęcić urzędnikom królewskim, a Pałac Prezydencki wynająć pod jakiś nowy, zagraniczny hipermarket.


2. Koronacja – musiałaby być oczywiście wielką fetą i wydarzeniem marketingowym. Aby przebić otwarcie igrzysk w Londynie, prawdopodobnie Bronisław Komorowski skoczyłby na spadochronie (jak królowa Elżbieta II), a w postać Bonda mógłby się wcielić np. Artur Barciś. Wszystkie bowiem jego wypowiedzi wskazują na to, że za Platformą skoczyłby w ogień. To czemu nie na spadochronie?


3. Czwartkowe obiady – skoro Poniatowski je organizował, to czemu nowy krul miałby tego nie robić? W końcu jego nazwisko też kończy się na „ski”, co nadaje całemu rodowi szlachetności. W obiadach tych mogliby uczestniczyć najwięksi myśliciele naszej epoki – Władysław Bartoszewski, Andrzej Wajda, Wojciech Jaruzelski i na dostawkę ktoś ze świata kultury… może Zbigniew Hołdys? W takim doborowym towarzystwie to sobie można mądrze porozmawiać. A posiłki oczywiście podawałyby te, które krulowi w sercu zajmują najwięcej miejsca, czyli duńskie kaszaloty.


4. Polowania – skoro na Woodstock-u już oceniono, że polowanie jest słodkie i „generalenie zaje*iste”, to trzeba by tą tradycję kontynuować. Dzięki temu, że Stadion Narodowy znajduje się blisko Zamku Królewskiego, a PZPN i tak nie chce na nim grać, to wypadałoby zrobić krulowi jakąś specjalną, leśną aranżację. Z górnych ekranów zwisałyby liany, a murawę pomalowano by na bardziej błotnisto-brązowy kolor.


5. Nadworna obsługa – jak przystało na dwór królewski, nie mogłoby zabraknąć rozrywkowych błaznów. Tych Ci u nas pod dostatkiem, więc najpierw trzeba by przeprowadzić casting. Jednak z racji tego, że partia zobowiązuje, jako pierwszy, bez sprawdzianu, służyłby marszałek Niesiołowski. Aby rzeczywiście się rozzłościł i rozpędził, trzeba by mu najpierw pokazać zdjęcie posła Marka Suskiego, a później pójdzie już z górki.


6. Dziedziczenie tronu – problem w tym, że poseł Żalek nie do końca chyba zrozumiał, że poziom ufności nie oznacza poziomu poparcia. Wychodząc z założenia, że prezydentowi w ostatnim sondażu zaufanie skoczyło do 70%, uznał że 70% Polaków poprze ustanowienie krula. Problem w tym, że to jednak demontaż demokracji, o którą wiele lat w Polsce walczono. Myślę, że krulowania Bronisława Komorowskiego niewielu śmiałków by zniosło, a gdzie tu mówić o dziedziczeniu…


7. Reklama – jak wiadomo, naszemu jaśnie panującemu krulowi trzeba by zrobić odpowiednią otoczkę medialną. Wtem na pomoc przyszedłby Andrzej Wajda, który nie ima się podobnych przedsięwzięć (nawet, gdyby kasa na film szła z podejrzanych źródeł – patrz przykład Amber Gold i filmu „Lech Wałęsa”). Nadjeżdżając niczym rycerz na białym koniu wysmarowałby film o wzniosłym tytule (np. „Władca pióra. Bul i nadzieia”). Zgodnie z formułą przyjętą przy ekranizacjach filmów o Papieżu, także ta produkcja byłaby obowiązkowa dla dzieci w podstawówkach, gimnazjach i szkołach ponadgimnazjalnych. W przeciwnym wypadku, krul zarządzi kolejne cięcia w edukacji i niczym pionki z szachownicy zepchnie nauczycieli na bezrobocie. A co.


Zdecydowanie wolę demokrację.


Marcin Rol
Solidarna Polska

Wyświetlenia: 2406
Proponowane artykuły