Wolne-dziennikarstwo.pl - O wywiadach słów kilka
wolne dziennikarstwo


Fachowa rozmowa, złośliwe przepytanie, a może po prostu pieprzenie o niczym? W prasie kończy się najczęściej autoryzacją. Telewizja zaś odznacza się cięciami w miejscach „niewygodnych”. Czasem naprawdę merytoryczne. Innym zaś razem jedyne, co się wynosi, to nazwiska rozmówców.

Tematem, który chciałbym podjąć, jest wywiad w polskich mediach. Postaram się w najbardziej jasny sposób podzielić swoimi wrażeniami. Tak właściwie, wywiady w tym momencie publikują wszystkie gazety. Od tych fachowych po tzw. brukowce. Ekonomiści opowiadają o ekonomii i swoim dochodzeniu do sukcesu, zwycięzcy programów rozrywkowych odpowiadają na pytania typu: jak to jest wygrać tak wielki program i co dalej z ich karierą - a politycy? Oni w zasadzie mówią o wszystkim. W telewizji też widzimy wiele wywiadów – programy śniadaniowe, programy talk-show. Po kolei jednak.

Zacznę od programów śniadaniowych, które modne są już w większości telewizji. I czas na wywiad, gdzie to pojawia się jakaś „zacna gwiazda” pani X, która opowiada o swoim trudnym dzieciństwie i o tym, jak wyrwała się z pipidówka dolnego celem zrobienia kariery, by następnie podziwiać ją w reklamie wyrobów mięsnych. Innym razem przychodzi „znana” aktorka, by pochwalić się rolą w najnowszym filmie czy serialu, gdzie mylona jest z statystami. I tak mnoży się grono polskich „gwiazd” opowiadających o swoim mniej lub bardziej ciekawym życiu. A co w tym złego, można by spytać. A to, że dlaczego nie zaprasza się tam osób mających do powiedzenia coś naprawdę przydatnego. Dlaczego tak rzadko widujemy tam, no właśnie, kogo? Wiadomo, że chodzi przecież o oglądalność i jakiś tam rodzaj show. Wielu raczej nie zainteresuje wykład profesora Kowalskiego dotyczący fizyki kwantowej. Jednak to, że znana aktorka ma sztuczne cycki wypchane azbestem, który przywiozła jej rodzina z USA, jest już ckliwym tematem do rozmowy w stylu – jak to pani robi, że tak pięknie wygląda i kiedy nas pani znów odwiedzi. Może warto częściej zapraszać gości, którzy pani z miejscowości Wąbrzeźno opowiedzą, jak prawidłowo wypełnić PIT.

Programy talk-show, których celem jest właśnie wywiad. Kuba Wojewódzki to chyba najbardziej popularny z tego rodzaju programów. Trzeba przyznać, że pytania trochę różnią się od tych zadawanych przeważnie. Niepozbawionych kontrowersji i niekonwencjonalności. Złośliwe i chamskie. Czasem naprawdę bardzo rzeczowe, niekiedy zaś totalnie z dupy. Bo, o czym rozmawiać z chłopakiem, który kilka razy dziennie pojawia się na portalu plotkarskim i właśnie pokazał zdjęcie rodziców, którzy ciągle go dopingują w tym, co robi. Zabrzmiało znów krytycznie. Mimo tego, cenię sobie osobiście ten program i zawsze chętnie oglądam. No może nie z taką chęcią jak kiedyś, bo czegoś mi znów zaczyna brakować, coś denerwować. Może przejedzenie materią. Szybki, śmieszny i błyskotliwy Kuba gdzieś zmienił się w dającego rady proroka polskiego show-biznesu, który czasem błyska jakąś inteligentną ripostą. Pytania czasem naprawdę genialne czy totalnie idiotyczne wpisywane są zawsze w konwencję programu i medialną postać, którą kreuje pan Jakub Władysław Wojewódzki. Wydaje mi się jednak, że rzucanie ciągle słów konwencji jest alibi na każde zachowanie i tłumaczy czasem po prostu chamstwo i złośliwość. Popatrz, pytam go o to i w taki, a nie inny sposób, bo taka jest konwencja tego programu, a mogę przecież w rzeczywistości chcieć dopierdolić temu człowiekowi, żeby potem mówiono, jaki to jestem inteligentny, wolny i rzecz jasna sprawiedliwy. Dlatego uważam, że do tego programu, a może do tego szczególnie podchodzić należy z głową i samemu sobie analizować. Nie kierując się śmiechem czy zakłopotaniem prowadzącego bądź gościa.

Bardzo modne staje się w zasadzie opowiadanie w gazetach o każdym aspekcie swojego życia. Publikowanie prywatnych zdjęć, w których królują zdjęcia z wakacji i rzecz jasna nowonarodzonych dzieci. I tak od brukowców zaczynając, a kończąc na pismach dla kobiet możemy rozkoszować się zagorzałymi dyskusjami polskich celebrytek i celebrytów, którzy to swoją postawą udowadniają, że nie ma w życiu nic ciekawszego niż wiedza, że pani X czwarty raz pojawia się na pokazie kolekcji znanego projektanta mody. Albo znana aktorka kupiła sobie sukienkę światowej mody projektantki, którą potem opyliła na Allegro, żeby następnie powiedzieć w mediach, jak to pławi się w luksusie i korzysta z życia. I już mamy melodramat na kolejne trzy tygodnie w czasie których, nie schodzi ze stron gazet.

W ogóle odnoszę teraz wrażenie, że wywiady przeprowadzane są w zasadzie z każdą nadarzającą się osobą. Każdy temat jest dobry do rozmowy byleby zapełnić strony i dać do druku. Gazeta kupiona i przeczytana od dechy do dechy. To, co z tego wynieśliśmy, to jest nieważne. Najważniejsze jest spełnienie misji, jaką jest przeczytana gazeta. To, czego mi brakuje to wywiadów z osobami specjalizującymi się w danej dziedzinie. Z naukowcami, artystami niebiegającymi od programu do programu i od redakcji do redakcji, by opowiedzieć, że znów zagrają piętnaście sekund w filmie amerykańskiej produkcji. Odnoszę czasem wrażenie, że przeciętna dziennikarka czy dziennikarz pozbawiony jest jakiejkolwiek wolności. Wpisując się sztywno w politykę gazety, poprawność polityczną. Odbębnić i do widzenia. Brakuje mi po prostu więcej swobodny i jakiejś tam brawury. A nie spinania się, że muszę przeprowadzić dobry wywiad i tak kogoś przepytać, że spadnie z krzesła. A jak już trafia się osoba, która w powszechnej opinii uchodzi za taką, co to potrafi dopiec, wtedy dopiero rozpoczyna się bój. Następnie czytamy sobie wywiad średnio inteligentnej dziennikarki ze znanym aktorem, którego to chciała tak przepytać, że wypadłby na półgłówka. Efekt. Inteligentne odpowiedzi i jeszcze bardziej inteligentne pytania. Ona się spina, a on udzielając odpowiedzi nabija się z jej poczucia misji, którą to jest przeprowadzenie wywiadu życia. I tak można by mnożyć przykłady polskich wywiadów i jak się okazuje nie-wywiadów też.

Wyświetlenia: 2344
Proponowane artykuły