Wolne-dziennikarstwo.pl - Nie jesteś jak Marcin P.
wolne dziennikarstwo


Co bulwersuje najbardziej w sprawie Amber Gold? Ciężko się zdecydować. Wątków jest kilka – działanie (lub niedziałanie) organów państwa w stosunku do Marcina P., powiązanie z aferą syna premiera polskiego rządu, łamanie prawa w przypadku firmy OLT Express i niejasne powiązania samego biznesmena z politykami Platformy Obywatelskiej. Ale największą bombą, która powinna Polakom otworzyć oczy na kształt III RP jest opieszałość polskiego państwa. Oczywiście nie w stosunku do prostych ludzi, ale w stosunku do 28-letniego naciągacza w czerwonym sweterku. Naciągacza, który najprawdopodobniej, jeśli zostanie skazany, wyjdzie na wolność po kilku latach i będzie pławił się w luksusie.

Co robi z Tobą państwo?

Polska maszyna jest bezwzględna. Proszę spróbować następującej rzeczy: nie zapłacić podatku dochodowego, pomylić się w zeznaniu podatkowym lub po prostu spóźnić się z jego doniesieniem do Urzędu Skarbowego. Wiesz co się stanie? Zostaniesz mocno poturbowany przez państwo, które w teorii powinno dbać o obywatela. Oczywiście mówimy o sytuacji, w której powyższe rzeczy zrobi się nieumyślnie. Owo poturbowanie przejawi się karami finansowymi, niekończącymi się kontrolami Urzędu Skarbowego w Twojej firmie i postępowaniami sądowymi, które w starciu z maszyną polskiego państwa i tak przegrasz. W dodatku pokryjesz koszty postępowania sądowego. W ten właśnie sposób wykończono już w Polsce tysiące przedsiębiorców, którzy czasem po 10 lub 15 latach zostają „rozgrzeszeni”, gdyż nagle okazuje się, iż zawinił nie przedsiębiorca, a urzędnik. Niestety często jest zbyt późno na odwrócenie sytuacji, bo pokrzywdzone osoby tracą całe majątki i zamykają swoje firmy. Stąd też powstają różne stowarzyszenia, które już dziś zrzeszają tysiące ludzi poszkodowanych przez polską biurokrację.

Mandat za chrust

W 2010 roku mieliśmy nieco inny przypadek, ale bardzo wymowny. Starsze małżeństwo z Podkarpacia wybrało się do lasu. Nie mając pieniędzy na opał w środku zimy, chcieli zebrać chrust i gałęzie – aby dotrwać do wiosny. Pech był taki, że las był… państwowy i zostali oskarżeni o kradzież. Czemu? Bo wzięli chrust, który zamiast gnić w lesie mógł dać ciepło dwójce staruszków. Straty, które wyceniono na bagatela 11 złotych z groszem tak uderzyły biurokratyczną maszynę polskiego państwa, że dostali 100 złotych mandatu. Z racji tego, że nie było ich stać na jego pokrycie, sprawą zajął się komornik i zajął ich rentę i emeryturę. Pozbawieni środków do życia, nie mając na chleb – dzięki determinacji urzędników głodowali dalej.

Dzień dobry, chciałbym skserować legitymację

Z kolei w 2009 roku jedna z łódzkich kioskarek wykonała zlecenie mężczyzny, który pojawił się w jej kiosku. Skserowała legitymację, zainkasowała za usługę porażającą sumę 30-stu groszy i… zaczęły się jej problemy, bo nie nabiła owej sumy na kasę fiskalną. Student, który przyszedł kserować legitymację okazał się kontrolerem skarbowym i wyciągnął swoją prawdziwą legitymację. Kara? Poza kosztami sądowymi, 500 złotych, bo kobieta naraziła Skarb Państwa na stratę 5-ciu groszy, jakie otrzymałoby z podatków. Jest determinacja? Jest.

Ćwierć miliarda złotych

Czy myślisz, że dwa powyższe przypadki to tylko wyjątki? Nie. To polska codzienność. W naszym kraju żyją tysiące ludzi, którzy właśnie w ten sposób są wyniszczani przez państwo – najpierw finansowo, później tracą zdrowie. Jak to jednak możliwe, że za 30 groszy można mieć problemy, a za kradzież w biały dzień 280 milionów złotych nie ponosi się konsekwencji?

Powyższe sytuacje pokazały determinację, z jaką polskie państwo ściga „oszustów”. Jak to więc możliwe, że podany jak na tacy oszust, który przez dwa lata nie złożył zeznania podatkowego, nie spotkał się z żadnymi problemami? Że człowiek, który mając 28 lat mógł kupić linie lotnicze, a gdy je kupił łamał przepisy narzucone przez Urząd Lotnictwa Cywilnego? I wreszcie, jak to się stało, że jedyną osobą, która dostała wynagrodzenie za swoją pracę był syn polskiego premiera, a pracownicy Amber Gold i OLT Express do dziś nie otrzymali należnych im pieniędzy?

Oczywiście można wierzyć w szereg przypadków. Problem w tym, że racjonalnie rzecz ujmując – to nie jest możliwe. Ktoś, kto w jawny sposób łamie prawo i nie spotyka się z reakcją polskich organów ścigania całkowicie zależnych od władzy – musi mieć na nią przełożenie. Nie wiem, czy pan P. znał osobiście pana Adamowicza, prezydenta Gdańska z PO. Wiem jednak, że pan Adamowicz zamiast mobilizować kontrolerów gdańskiego urzędu skarbowego, wolał w żółtej kurtce ciągnąć samolot OLT Express po płycie gdańskiego lotniska.

Państwo zawiodło. Nie działała ani prokuratura (tak fantastycznie zreformowana przez obecną władzę), ani urzędy skarbowe, ani służby specjalne, ani nawet najwyżsi rangą polscy urzędnicy – z premierem na czele, który już w maju miał odpowiednią notatkę ABW na swoim biurku. Właśnie ta sprawa, sprawa Amber Gold, do cna obnażyła obraz dzisiejszej Polski, tej której z taką skrupulatnością dziś bronią politycy PO.

By obraz był pełniejszy, przytoczę jeszcze tok myślenia jednego z urzędników kancelarii prezydenta, jakby nie było – prezydenta z PO. Chodzi o pana Olgierda Dziekońskiego, który w radiowej „Trójce” podczas audycji 1-go września 2012 r. zabłysnął swoim intelektem i de facto dziwił się całemu szumowi wokół sprawy. Uznał wszak, że ludzie inwestujący pieniądze w Amber Gold nie byli ludźmi biednymi, bo przecież kto z nas chodzi z trzydziestoma tysiącami złotych w kieszeni? Problem w tym, że szanowny pan Dziekoński nie zwrócił uwagi na to, że zdecydowana większość „inwestorów” była w podeszłym wieku, a owe „trzydzieści tysięcy” były często oszczędnościami całego życia, inwestowanymi z myślą o dzieciach i wnukach. Determinacja w przypadku Amber Gold? Chyba śnicie.

Wyświetlenia: 2046
Proponowane artykuły