Wolne-dziennikarstwo.pl - Kto da więcej?
wolne dziennikarstwo


Coraz to większe nakłady finansowe. Wielomilionowe kontrakty z klubami i sponsorami. Reklamy maszynek do golenia, napoju czy firmy sportowej. Wypasione samochody, domy i żony. W ten sposób można by opisać zawód piłkarza. Tak, zawód, bo piłka nożna to zawód.

Kilkanaście tysięcy miesięcznej pensji. Reklamy oglądane w telewizorze. Na dodatek mieszkanie o powierzchni 80m2 w kredycie i żona poznana jeszcze w szkole. To taki polski przedstawiciel tego zawodu. Wiadomo, że chodzi przecież o klub. Wiadomo, że polski klub nie przeznacza na transfery 200 milionów euro. Jednak czy współczesny football to nie jeden wielki komercyjny biznes, gdzie główną atrakcją są piłkarze? Gdzie się podziały czasy, kiedy wielcy zawodnicy spędzali swoje kariery w jednym klubie, najczęściej ukochanym? Nie mówię, że teraz takich nie brakuje, ale ilu ich jest. Czy ku temu zmierza współczesny football? Chcący pozbawić jego filozofii takich elementów jak chociażby tradycja i przywiązanie do barw klubowych? Mnie osobiście taka wizja trochę przeraża.

Najlepsi piłkarze wcale nie grają w najlepszych klubach. Kto jeszcze kilka lat temu kojarzył Manchester City w kategorii jeden z najlepszych klubów Europy? O Chelsea już nawet nie będę wspominał. W ten model ewidentnie wchodzi PSG – Paris Saint Germanin. Przez niektórych zwane już P$G. Mamy również Chel$ea i Manche$ter City. Jednak, który klub, chcący się liczyć, nie wydaje kupę kasy na piłkarzy, nie kusi ich ogromnymi kontraktami? W sumie można się zgodzić, ale to nie są gry Football Manager czy tam FIFA Manager, żeby nakupować całą pulę najlepszych piłkarzy. Bo wydaje mi się, że nie ma to prawa bytu potem na boisku. W drużynie są gwiazdy i rzemieślnicy – taka jest prawda. Real Madryt świetnie to pokazał. Kiedy era Galactiocs jednak pękła.

Można zatem powiedzieć, że wielu piłkarzy to zwykle dziwki, które lecą na kasę. Ilu z nich można wymienić, którzy zostali znienawidzeni przez swoich kibiców za zdradę. Za zdradę, która w wielu wypadkach, jest po prostu niewybaczalna.

  • Można jednak przyczepić się do chęci gry w lepszym klubie po prostu.

  • Można. Ale można się też przyczepić, że w następnym klubie dostaniesz zamiast 4 milionów kontrakt trzy albo cztery razy wyższy.

Różnie to z tymi transferami do lepszych klubów bywało. Nie mówię, że każdy transfer jest spowodowany aspektem finansowym. Absolutnie nie! Wielu piłkarzy ze słabszego klubu przechodząc do lepszego, stało się prawdziwymi gwiazdami i tego nie można kwestionować. Jednak zobaczmy na drugą stronę medalu. Zawodnik ewidentnie wyróżnia się w jakimś średnim klubie, gdzie określany jest już mianem gwiazdy zespołu. Transfer do mistrza kraju. Transfer marzenie. Mija sezon przygotowawczy, kilka spotkań w lidze i dupa. Totalna porażka. Następnie przesiaduje pół rundy na ławie, by w okienku zimowym wypożyczyć go do innego klubu – celem dojścia do formy. Na koniec sezonu transfer do słabszego klubu za parę milionów. Traci klub, traci przede wszystkim zawodnik. Traci na wartości, ale traci przede wszystkim w aspekcie psychicznym. Oczywiście są tacy, którzy dochodzą do formy i znów brylują. Mając oczywiście jakiś tam czas – krótko mówiąc w dupę. Zastanawia mnie, czy zawodnicy nie potrafią się racjonalnie określić. Czy menadżerowie naciskają, a może po prostu co niektórych ponosi fantazja.

Zawodnicy, którzy właśnie kończą z europejskim footballem to dopiero meksyk. Kluby z USA, Kataru, Chin czy Dagestańska Anży Machaczkała. I można tutaj wymieniać masę wybitnych piłkarzy, którzy przenieśli się do klubów tak naprawdę nic nieznaczących. Więc po co? Żeby rozwinąć, promować piłkę nożną w tamtym kraju. Tak bodajże mówił David Beckham, kiedy podpisywał kontrakt z Los Angeles Galaxy. To może niech promuje MLS pro publico bono, a nie za jakieś 250 milionów (5-letni kontrakt, który podpisał, kiedy przybył do klubu). Horrendalne sumy proponowane piłkarzom jednak kuszą. A mnie się wydaje, że taki Beckham pograłby w jakimś klubie na Starym Kontynencie. Wydaje mi się, że wielu z tych gości mogłoby jeszcze coś pokazać.

Z drugiej strony można spytać po co. Swoje zrobił. Istnieje też chyba jakaś kultura pieniądza. Tak, jak w aktorstwie małe epizody za duże pieniądze. Tak w piłce słaby klub w tym wypadku za ogromne pieniądze. Trudno tak jednoznacznie oceniać. Ale mnie po prostu brakuje piłki nożnej opartej na przywiązaniu do barw klubowych i jakiemuś tam rodzajowi tradycji. Może to staromodne myślenie, ale jeśli chodzi o te aspekty jestem zagorzałym piłkarskim konserwatystą. Ot co.  

Wyświetlenia: 1938
Proponowane artykuły