Wolne-dziennikarstwo.pl - Jesteś Bogiem - lepiej być nie mogło
wolne dziennikarstwo


Do niedawna moje wieczory przedłużały się do 2-3 w nocy, czasem 4-5 nad ranem. Urok wakacji – powiecie. Ja nazwałabym to bardziej.. urokiem wakacji. W tym czasie pochłaniałam kilka dobrych (czasem i niedobrych) filmów. Do znudzenia. Do zaśnięcia.

Okazjonalnie udało się kogoś wyciągnąć do kina. Dyktator mnie śmieszył. Jako fanka Batmana z ciężkim sercem zrezygnowałam z recenzji Mroczny rycerz powstaje (ostatniego dzieła Nolana o Batmanie, bo jeżeli dane będzie nam zobaczyć Batmana i Robina albo inną kombinacje z Batmanem w roli głównej, to spod ręki innego reżysera, niestety lub na szczęście), którą ktoś tam miał napisać na wolnym dziennikarstwie, której w końcu ktoś tam nie napisał. Z Jesteś bogiem już nie odpuszczę – pomyślałam. I wychodząc z sali z telefonem w dłoni, zaczęłam zapisywać pierwsze spostrzeżenia. Żeby przekaz był jak najświeższy.

Na (przed)premierowym seansie, 18 września w Złotych Tarasach u boku Dody, Natalii Siwiec albo Weroniki Rosati pojawić się mi – zwykłemu śmiertelnikowi – dane nie było. Zresztą, pierwszej towarzyszył Fokus, o czym nie zapomniano wspomnieć w fakcie: „Doda z Fokusem pod rękę. Co ich łączy?”. Tak, Fokusem.

Ja, zwykły śmiertelnik, miałam za to wgląd do scenariusza na długo przed premierą, na długo przed podjęciem decyzji, że taki, a nie inny film powstanie. I nie trzeba było mieć koneksji u dystrybutora, a wystarczyło sięgnąć po książkę wydaną w 2008 roku przez Macieja Pisuka. W formie scenariusza. Jak się później okazało – bardziej scenariusz w formie książki.

„Pierwszy od czasów Blokersów film o hip hopie” rozpisywano się przed premierą. Bzdura. Przecież to ani dokument, ani pokroju Blokersów, którzy byli słabi, nawet jak na tamte czasy. „Jesteś bogiem” to dramat ze sporą ilością fikcji. Film, który nie szuka winnych samobójstwa, nie zadaje pytania parafrazującego Popek, czemu skoczył (rozmawialiście z nim o tym?). Film, który obchodzi łukiem jakiekolwiek dokumentalne wstawki. Tylko przed samymi napisami końcowymi, na ekranie wyświetlają się cztery zdjęcia Magika. Tylko pod koniec widzimy twarz prawdziwego Fokusa i Rahima (co możemy zobaczyć też w klipie promującym). Twórcy darowali sobie „Wojciech Alszer i Sebastian Salbert obecnie...”, ograniczając się do rzeczy najistotniejszych dla fabuły. Tym samym w wątkach pobocznych nie znajdziemy konfliktu w Kalibrze, Jajonasza, który pojawia się pod blokiem Magika (domyślnie, tu widzimy go w roli bezimiennego kumpla Magika).

Za to jest dbałość o detale w największym stopniu. Muszka na ślubie. Identyczna kurtka Magika. Ta sama bluza. Ogrodniczki Justyny. To wszystko pamiętam ze zdjęć zamieszczonych w książce. Dodatkowo plakaty w idealnym odwzorowaniu, jednak z twarzami aktorów. Chód Fokusa. Akcentowanie i emocje Marcina Kowalczyka w wykonaniu +/-. Szybkość Tomasza Schuchardta w Powierzchniach Tnących acapella. I samo fizyczne podobieństwo aktorów - uderzające Abradaba, którego na żadnym zwiastunie wcześniej zobaczyć nie mogliśmy, a w filmie to zaledwie krótki epizod w mieszkaniu.

Historia zespołu czy Magika? Całość objęta jest klamrą. Zaczyna się przed koncertem w Spodku i tym samym kończy. Pojawia się główny wątek Magika, potraktowany jednak bardzo delikatnie. Schizofrenia nie jest nigdzie nazywana po imieniu. Tego musimy domyślić się sami – są osaczające plakaty, jest fobia obserwowania. Są wartości. Jest życie na przełomie wieków. Na szarym Śląsku.

„Film o Paktofonice opowiedziany przez pryzmat Magika”, jak określa reżyser Leszek Dawid. Film o głosie pokolenia, jak powiem ja.

Nie nazwałabym go wzruszającym. Bardziej poruszającym. Co widać było po reakcji sali (pękającej w szwach sali), która na początku filmu robiła taki szum, że trudno było usłyszeć jakąkolwiek reklamę. Po seansie – prawie, że symboliczna minuta absolutnej ciszy. Kierowanie się w stronę wyjścia bez rozmów. W wykonaniu młodzieży w wieku 16-18 (takich ludzi zauważalnie było najwięcej), czyli tej wyprutej z jakichkolwiek uczuć. Nie płakali na filmach o papieżu i Katyniach. Tu możliwe, że zaszkliły im się oczy.

Niestety, wszystko ma swe priorytety. Priorytetem w piątek 21 września było bezzwłocznie udać się na pierwszy możliwy seans w kinie. Everest moich marzeń? Trudno powiedzieć, że mogło być lepiej. Opowiadać o 3xKlan, Kalibrze i Kwadrat Składzie dla pełnej rzetelności, byłoby jak kontynuowanie po czasy Pokahontaz, Brak2sensu i Pijanych Powietrzem.

Wyświetlenia: 3196
Proponowane artykuły
obrazek

Justyna Murawska

16.9.2012

Kiczowate lata 90.

Justyna Murawska

Mamy lata 90. W głośnikach (dzisiaj oldskulowy, wtedy co najwyżej truskulowy) rap. Choć nie nazywamy tego w ten sposób. Przecież nie znamy języków. Kulejemy z angielskim, bo zaczyn