Wolne-dziennikarstwo.pl - O SEKSIE w tym tekście (nie będzie)...
wolne dziennikarstwo


Jeśli dam już w tytule słowo seks, to z pewnością dużo więcej osób się tym zainteresuje. Pewnie nawet nie doczyta do końca, kiedy zorientuje się, że tekst traktuje o tańcu (Boże! Znowu..?!). Jednak może część czytelników zostanie, kiedy dodam, że to tekst o TAŃCU NA RURZE.

Problem w tym, że taniec na rurze (pole dance) nie ma nic wspólnego z seksem. Dlatego, po co mam pisać od razu seks? Nagości i lubieżności jest taki przesyt, że już dawno przestało nas to wszystko szokować i interesować. Chociaż połączenie seksu i kasy wciąż każe nam odwrócić głowę, zerknąć ukradkiem i się zarumienić. No dobrze, wróćmy jednak do tematu.

Na lekcje pole dance\'u trafiłam będąc przez miesiąc w Warszawie. Wszelkie znaki na ziemi i niebie wskazywały na to, że pewnego dnia po prostu będę musiała sobie zawisnąć na jakiejś rurze - inaczej umrę z przeświadczeniem, że czegoś zapomniałam, coś zgubiłam i znów się gdzieś spóźniłam. Na stronie Belly Opole co tydzień pisałam szczegółową notatkę z relacją właśnie zakończonego treningu. Tam odsyłam ciekawych moich wzlotów (wspinaczek po rurze) i upadków (zjazdów z rury), wylanego potu i naciągniętego barku oraz wielu innych, dobrze znanych tancerzom i sportowcom, kwiatków. Tutaj skupię się na tym cholernym seksie, którego NIE MA.

Pole dance wcale nie jest wymysłem najnowszym. Taniec przecież towarzyszy człowiekowi od zawsze wraz z różnymi swoimi "odnogami". Pierwsze "rurki" zagościły w Afryce. Tamtejsze plemiona często wykorzystywały pale nie tylko jako centrum odprawianego rytuału, ale także punktu, wokół którego tańczyły kobiety. Był to o tyle ważny element, że spośród "tancerek" dzielni wojowie szukali sobie żony - skoro taka ma silne uda, silne ramiona i jest gibka, będzie idealna! Przejdzie wiele kilometrów, by nabrać wodę, przyniesie tę wodę, a jeśli zacznie ją gonić dziki zwierz, z pewnością nie padnie jego ofiarą, gdyż prędziutko wdrapie się na drzewo. Ot, prosta logika. Dalej był 12 wiek naszej ery, z którym powiązany jest termin "Maypole". Mowa o pogańskim obrządku "płodności". Samo słówko maypole oznacza gaik, czyli malowany i ukwiecony słup. Coś jak te nasze wianki w Noc Świętojańską. Na filmiku możecie się przekonać, że jest to kompletnie aseksualny taniec...

Na stronie www.pole-dancing-tricks.com znalazłam wzmiankę, że podczas tego święta kochankowie byli zachęcani do publicznego uprawiania seksu. Niestety, znalazłam taką informację tylko na tej stronie, dlatego wciąż twardo stoję za tym, że rura/pal nie jest elementem seksualnym w tańcu.

Gorzej z moją teorią, kiedy dochodzimy do 18. i 19. wieku. Zarówno na starym, jak i nowym kontynencie popularne stały się objazdowe cyrki. W małych namiotach, podpieranych na wbitym w ziemię palu, swoje pokazy dawały tancerki-akrobatki. Im bardziej atrakcyjny pokaz, tym więcej widzów - znów prosta logika. Bardzo pruderyjne społeczeństwo w nocnych szafkach chowało swoje "uniesienia" i zamiast pójść do szynku, gdzie kelnerka przysiądzie podchmielonemu mężczyźnie na kolanach, bardziej elegancko było pójść do cyrku. A, że były tam pokazy, jakie były... Cóż.

Spędzając długie popołudnia u dziadków często oglądaliśmy w telewizji pokazy cyrkowe. Oprócz tresowanych piesków i kucyków najbardziej zapadła mi w pamięć dyscyplina "Chinese pole". I kompletnie nie miała nic wspólnego z tańcem erotycznym. Zobaczcie sami:

Wiek 20. przeżył falę pokazów Burleski, potem taniec na rurze, a dokładniej chodzenie dookoła niej i wypinanie pośladków przeniosło się do powszechnie dostępnych i otwartych całą noc klubów dla panów. Najlepsza jest poczta pantoflowa - jednak nie w tym wypadku, gdyż przekazywane z ust do ust opowieści o panience przy rurce utrwaliły ciężki stereotyp tańca na rurze, jako tańca erotycznego.

Pole dance to przede wszystkim akrobatyka, o czym miałam okazję przekonać się na swoich treningach. Pierwsze lekcje polegały na szpagatach, mostkach, świecach, przewrotach, czyli podstawie gimnastyki! Siniaki to rzecz normalna, wręcz chluba tancerki, gdyż poświadczają o ciężkim treningu i pracy włożonej w choreografię. Pole dance jest dla wszystkich - podobno. Z pewnością jest dla tych, którzy nie czują się pewnie ze swoim ciałem, są wiecznie wystraszeni i chowają się w cień. Kiedy wdrapiesz się na szczyt drążka (pole z angielskiego to drążek, słup, a nie RURA), kiedy utrzymasz się na rękach, kiedy zawiśniesz głową w dół, kiedy zjedziesz z gracją, odkrywasz, co w stanie jest zrobić Twoje ciało! To niesamowite uczucie, bo po kilku treningach idziesz wyprostowana/ny po ulicy, przeskakujesz kałużę, zeskakujesz z krawężnika... O pewności siebie zapewnia chociażby filmik z amerykańskiego "Mam Talent":

OK, dobrnęliśmy aż do tej części artykułu - spokojnie, zostało już niewiele!

Jesteście pewni, że pole dance nie jest dla mężczyzn? Sieć zalewa coraz więcej filmików z udziałem panów przy drążku. Na swoich zajęciach również spotkałam Tomka, młodego chłopaka, fana reggae i rocka, zaciekle trenującego pole dance. Pomimo, że mieliśmy wspólne treningi instruktorka podawała mu inne ćwiczenia - bardziej siłowe niż taneczne. Więcej było unoszeń na rękach, wytrzymywania w jednej pozycji oraz wolnego i precyzyjnego przechodzenia z jednej do drugiej figury. Myślicie, że niemęsko w tym wyglądał? W takim razie kolejny filmik:

Na sam koniec podrzucę kilka perełek. Przede wszystkim artykuł z portalu Makbet.pl - cieszę się, że autor podpisał się samymi inicjałami, chyba lepiej czasami żyć w błogiej nieświadomości, kto wypisuje takie bzdury! Polecam, jeśli macie wolną chwilę i lubicie prychać z oburzenia.

Dalej mam jeszcze jeden filmik z afrykańskim pole dance. Jednym z najbardziej wypunktowanych komentarzy pod nim jest: He\'s obviously not African at all! He\'s Polish. Piękne! Czyżby w dalekim świecie mieli nas za wariatów? Ale za to jakich zdolnych!

Do typowo erotycznych tańców należy przede wszystkim Lap Dance. Taniec otulanka, przytulanka, lepianka - TUTAJ jest filmik pokazowy. I nie, nie ma tam rury. Inny taniec, który nosi znamiona erotyki to właśnie burleska. W kasowym przeboju o tymże tytule "Burleska" (z Cher i Christiną Aguilerą) mało jest tego seksu. Polecam za to pokazy diwy burleskowej Dity Von Teeese oraz tancerek z paryskiego Crazy Horse. Na YouTube możecie znaleźć godzinne show. Dużo nagości, baaaardzo dużo nagości, ale przede wszystkim dużo techniki, treningów i skomplikowanych układów choreograficznych.

Nadeszły takie czasy, że seks sam w sobie stał się nudny. Teraz trzeba go uatrakcyjnić. Można też go podać w bardzo eleganckiej i niemniej pociągającej formie. A można wcale nie podawać, bo najbardziej atrakcyjne jest to czego nie widać, co możemy sobie wyobrazić.

Wyświetlenia: 2422
Proponowane artykuły