Wolne-dziennikarstwo.pl - Póki My żyjemy...
wolne dziennikarstwo


Charakter misyjny mediów jest dość śliskim tematem. Większość ludzi już nawet bez grymasu przytakuje na czyjeś żale, mówiące o tym jak musi pisać pod publikę lub pod wydawcę, ze względu na słupki, tłumacząc, że to jedynie interes. Gościu - siądź pod mym liściem i słuchaj uważnie, jeśli przyszedłeś tutaj robić interes lub jedynie zarabiać, to znajdź sobie inny zawód, w którym śmiało możesz to robić. Jest to swego rodzaju zawód zaufania społecznego – nie dajmy go zniszczyć sceptykom.

SPIEPRZAJ DZIADU OD NASZEGO ZAWODU!

Błędnie wrzuca się do jednego worka dziennikarstwo i PR, zapominając, że to dwie skrajnie różniące się od siebie bajki. Podstawowa zasada:

-DZIENNIKARZ MA USTALIĆ ILE TO JEST 2+2 ?
-PRowiec przedstawia Ci równanie i PYTA "ILE MA WYJŚĆ"!

Mieszając te profesje lub dopuszczając do nich niekompetentnych ludzi niszczymy ten zawód, zapominając jaki wpływ media mają na odbiorców. To odpowiedzialność równa doktorowi pochylającemu się nad stołem operacyjnym. Tutaj każdy ruch ma znaczenie.

Dlatego uczmy się pokory, ale nie róbmy z siebie tuby propagandowej redakcji. Nie sprowadzajmy swojej roli do maszynki produkującej newsy. Trzeba kłócić się z szefem i wydawcą, nie można dać sobie wejść na głowę. Demokracja na tym polega: na ciągłych konfliktach, docieraniu się i dyskutowaniu. Niestety biznes jest nieubłagany, a kasa musi się zgadzać. Nie znaczy to jednak, że mamy się tak szybko poddać.

Jak mówił Jacek Żakowski - "musisz stać się najlepszy, by móc się stawiać". Bądźmy najlepsi, bądźmy krytyczni i nie dajmy doszczętnie zniszczyć tego zawodu. To właśnie te rady próbowano nam wpoić na Letniej Akademii dziennikarskiej, z której niedawno powróciłem. Były to 6 dniowe spotkania, warsztaty itp. organizowane przy współpracy domu Polsko-Niemieckiego. Nauczyłem się tego, że to ja mam wpływ na to, co zobaczą ludzie - ja i mój upór, wydawca nie wywali Cię za byle co. Już na pewno nie za rzetelne informowanie.

DZIENNIKARSTWO TO BAGNO

Niedawno Grzegorz Miecugow w wywiadzie dla Gazety Wyborczej powiedział, że "Gdy mówimy o tabloidyzacji mediów, to mówimy właśnie o tabloidyzacji odbiorców"Jeden ze internautów wysłał z tego tytułu list do redakcji, w którym napisał :

"To Pan decyduje kto pracuje w stacji. Niejako wpływa Pan na jakość prezentowaną na antenie przez całą dobę.Dlaczego przez kilka miesięcy muszę dostawać po twarzy zmarłym niemowlakiem i oglądać hucpę, która wokół wypadku została wytworzona (...)Pokazujecie nam prawdę o świecie. Dwóch pracowników tokijskiego zoo przebranych za nosorożca przegania gości ogrodu. Dlaczego uważacie, że to jest ważne?(...)To wasza praca, przywilej, a przede wszystkim odpowiedzialność. Pamiętajcie o tym, że to od Was zależy jak MY TŁUMACZYMY SOBIE PEWNE ZJAWISKA, JAKICH WYBORÓW DOKONUJEMY, CZY I JAK OCENIAMY ZDARZENIA I RZECZYWISTOŚC, KTÓRE NAS OTACZAJĄ.Pytanie na koniec. Nie o pieniądze. Nie o zdrowie. Mam to gdzieś. Dla kogo Pan to robi? Dla siebie? Dla szefa? Czy dla widzów? "

Gdy koncerny z zawodu, który nie jest z definicji dobrze płatny, próbują zrobić maszynkę do zarabiania pieniędzy efekt może być jeden: papka i zaniżanie standardów na rzecz oglądalności. Dodatkowo, dziennikarzem może zostać każdy. Boję się, co się zacznie dziać, gdy ktoś zwęszy interes na muzeach czy wystawach sztuki.

NONEWS

Efektem powyższego jest to, co Piotr Semka nazywa NONEWSem. Codziennie telewizja, internet i prasa bombardują nas masą informacji. My oglądamy dwa wieczorne wydania wiadomości, słuchamy radia i czytamy masę artykułów - i co ? I nic - żadnych informacji. Emocje, krew, sensacja, plotki, komentarze - NIC. Pięknie spuentował to opuszczający progi TOK FM Łukasz Grass - "Bardzo często, po powrocie (z wakacji) mam wrażenie, że nic nie straciłem. Bo albo politycy rozmawiają w kółko o tym samym, albo my dziennikarze popełniamy błąd, wałkując w kółko te same tematy". Właśnie, za czym tak na prawdę gonimy? Poświęcamy jakość na rzecz szybkości - Mamy podać newsa pierwsi? ale PO CO? Ile informacji "z ostatniej chwili" na wpływ na moje życie? To nie dziennikarstwo to paparazzi.

PO STUDIACH NIC NIE MA

Słuchaj, startujemy z tego samego pułapu - WSZYSCY! No dobra - jedni mają bonusy w postaci bogatych rodziców; lecz poza nielicznymi tragediami, na które nie mamy wpływu w życiu, wszyscy się uczymy, edukujemy, pijemy i poznajemy uroki dorosłości. Jedni jednak nie idą na łatwiznę i się pilnują, rozwijają, coś pielęgnują. Więc jeśli żeś się rozpił, nie upilnowałeś używania gumki i nie chciało Ci się nic na tych studiach robić i teraz wymachujesz papierkiem, marudząc, że masz kawalerkę z żoną i dwójką dzieci do utrzymania i nikt Ci nie chce dać roboty - to sam sobie na to zapracowałeś.

Wracając do letniej szkoły

Warsztaty były bardzo owocne, mogliśmy poznać erotyczne uniesienia jednego z redaktorów z Dziennika Gazety Prawnej, od zastępcy szefa programowego TVP dowiedzieć się, że misja mediów publicznych nie istnieje - bo to jest tylko kasa i biznes, a od publicysty Uważam Rze - sztuki przetrwania w trudnych warunkach żywieniowych.

Najważniejsi na takich wyjazdach są przede wszystkim ludzie. Ci, którzy organizowali, jak i Ci, którzy uczestniczyli. Dla nas, młodych adeptów sztuki dziennikarskiej (tak, nasłuchaliśmy się tego typu określeń) najważniejszy jest cel. Taki, który wykonujemy zgodnie ze sobą, licząc, że nikt w nas nie zabije poczucia misji i rzetelności rzucając nam pod nogi dzień w dzień wyniki i słupki. Osobą, która jasno mogła wskazać nam ten cel był szef Radia Katowice, Jacek Filus - niesamowity człowiek. Tylko kto o tym wie. Moim zdaniem to On powinien dostać nagrodę mediatorów - zamiast Moniki Olejnik, która została wylosowana jedynie ze względu na to, że 70% studentów dziennikarstwa potrafi wymienić 3 dziennikarzy w tym Lisa i Durczoka. Jednego z kontrowersji, drugiego z faktu, że stół mu się ubrudził; nie wiedzą nawet, kto czym się aktualnie zajmuje.

Podczas wyjazdu miałem okazję wiele razy dyskutować na temat uprzedzeń narodowych Polaków, Niemców czy Rosjan. Mogliśmy poznać historię radiostacji w Gliwicach, jak i poznać historię przygranicznej przyjaźni polsko - niemieckiej, która zaprzeczałaby niemieckiej jak i polskiej propagandzie w tamtych czasach. Dla ludzi przy granicy nic się nie zmieniło. To nadal był jego sąsiad, teraz tylko inaczej go nazwali. Polecam te historię.

Walka z Wiatrakami

Jak powiedział Andrzej Golewski, zastępca szefa programowego TVP - "My już tego nie nazywamy misją, to tylko biznes, kasa". Ja jednak uparcie będę brnął w to, że można walczyć z tendencją "słupkową",naciskaniem na treści i manipulacją w postaci "noNewsów". Nie zawsze trzeba się podkładać. Udowodnili to Ewa Wanat, Łukasz Grass, Lis i inni, którzy gdy czuli się ograniczani powiedzieli "dziękuje, to już nie moja bajka, do widzenia" - jeśli ktoś jest dobry to nie boi się postawić. Podczas tej Akademii, często debatowaliśmy. Wiele razy nieugięcie broniłem własnego zdania. Po czym wchodziłem na sale, gdzie mogłem poznać takich ludzi jak Jacek Żakowski czy Piotr Semka, lub znana w Niemczech (Polka z pochodzenia) Bascha Mika - i słyszeć, że myślą podobnie jak ja. Nic tak nie podbudowuje walki z wiatrakami, jak wieść, że Camelot stoi za Tobą murem.

BĄDŹMY NIE UGIĘCI - BĄDŹMY NAJLEPSI!

Wyświetlenia: 3738
Proponowane artykuły
obrazek

Opole

Michał Kosel

13.9.2012

NIC O NAS – BEZ NAS!

Michał Kosel

Przed kilkoma dniami fotel rektorski na Uniwersytecie Opolskim przejął profesor Stanisław Nicieja wraz z nowymi rektorskimi władzami - profesor Wiesławą Piątkowską-Stepaniak w roli prorektora