Wolne-dziennikarstwo.pl - Znów czas się zatrzyma
wolne dziennikarstwo


 Gran Derbi, Derby Europy, El Clasico, wielkie święto wszystkich kibiców. Dla niewielkiej liczby ludzi tylko kolejny mecz hiszpańskich drużyn. Ale dla większości z nas 90 minut życia pełnych emocji związanych z kibicowaniem ulubionemu zespołowi. Starcie pomiędzy Realem Madryt I FC Barceloną.

Zdaję sobie sprawę, że nie każdy jest zagorzałym fanem Realu lub Barcelony. Jednak prawdopodobnie nie ma kibica, który będzie obojętny i nie opowie się po jednej ze stron. Dzień starcia jest określany w światowych mediach jako wielka wojna – zderzenie odmiennych stylów gry, taktyki czy wreszcie trenerów i samych piłkarzy. Ideologia prowadzenia klubu także zachęca do rywalizacji. Oparta na wychowankach Barca i naszpikowany gwiazdami Real. Tutaj, może większość kibiców Blaugrany się ze mną nie zgodzi, bo jak to w ich zespole nie ma gwiazd? Ano są, ale piłkarskie i raczej nic więcej. Nie możemy nazwać ich mianem celebrytów. Zgoła inaczej niż w Realu, gdzie bryluje światowa gwiazda reklam (m.in. szamponu) Cristiano Ronaldo a trener Jose Mourinho znany jest z kontrowersji.

W ogóle, zespół z Madrytu zawsze miał skłonności do wydawania kosmicznych pieniędzy na transfery. Jedynym wychowankiem, który pozostał z galaktycznej drużyny z początków XXI w. jest Iker Casillas. Piłkarsko nie można im niczego odmówić, jednakże filozofia prezesa Realu, Florentino Pereza, narzuca piłkarzom rolę związaną nie tylko z boiskiem. Przywdziewają oni jedyny w swoim rodzaju status produktu marketingowego. Bo przecież piłka nożna to nie tylko sport i kibice – to przede wszystkim pieniądze. To także pojedynek dwóch trenerów – geniuszów w swojej dziedzinie. Pep Guardiola „nauczył” swoich podopiecznych stylu, który określa się mianem „tiki taki”. Bezustannej chęci utrzymywania się przy piłce, wymieniając niezliczoną ilość podań, by w momencie przyspieszyć i strzelić bramkę. Z kolei taktyka Jose Mourinho opiera się na futbolu siłowym, z najszybszym przejściem do kontrataku na świecie – bramka pada po bagatela 11 sekundach.

Z socjologicznego punktu widzenia mamy do czynienia z fenomenem na skalę światową. Żadne inne derby nie wywołują takich emocji, zarówno na samym boisku jak i poza nim. W Hiszpanii niemożliwa wydaje się sytuacja kiedy w jednej rodzinie znajdzie się kibic Realu i Barcelony. Tam sympatia przechodzi z pokolenia na pokolenie. Dodatkowo pikanterii dodaje fakt rywalizowania pomiędzy regionami etnicznymi – Hiszpanie z Madrytu kontra Katalończycy z Barcelony. Rywalizacja nabiera więc również wymiaru politycznego. Nawet sami politycy są częścią tego podziału. Obecny premier Mariano Rajoy jest zapalonym madridistą, natomiast, jego poprzednik, Jose Luis Zapatero nie krył się z tym, że sympatyzuje z Barceloną.

Zbliżający się mecz jest okazją dla mediów do zapełnienia swoich ramówek. Już od tygodnia możemy zaobserwować zwiększającą się ilość artykułów i felietonów dotyczących tego spotkania. W sobotę o 20.00 emocję sięgną zenitu. Każdy kibic bez wyjątku zasiądzie przed telewizorem czy to w domu, z rodziną, czy w pubie, przy piwie, w towarzystwie znajomych. Nieważne gdzie, połączy ich jedno - dla nich czas zatrzyma się w momencie pierwszego gwizdka i ruszy dopiero kiedy zabrzmi ostatni, kończący rywalizację. Przez te nieco ponad 90 minut staniemy się niewolnikami piłkarskiej wojny dwóch sportowych hegemonów naszego kontynentu. O wyniku zadecydują niuanse ale z przeżyć związanych z tym wydarzeniem nikt nas nie okradnie. Nazajutrz wynik pójdzie w świat i pozostanie nam czekać do następnego starcia. Kto wie, być może jeszcze bardziej prestiżowego, bo w finale Champions League? Czas pokaże…

To mój pierwszy wpis, nie ukrywam, będący o tematyce nieco lżejszej gatunkowo niż zazwyczaj się zajmuję. Niemniej jednak, sport łączący się z wymiarem polityczno-społecznym będzie tym czym chciałbym Was, Czytelników, zainteresować i ukazać pewne mechanizmy rządzące tym światem.

PS
Będąc zapalonym kibicem Liverpoolu nie ukrywam, że bardziej odpowiada mi styl gry Realu. Jednak w sobotę zasiądę przed telewizorem w gronie kibiców Barcelony jako osamotnione ogniwo. Mam nadzieję, że przeżyję i będę miał przyjemność podzielić się kolejnymi przemyśleniami.

 

Wyświetlenia: 1573
Proponowane artykuły