Wolne-dziennikarstwo.pl - O płodach słów kilka...
wolne dziennikarstwo


Czasem jest tak, że niektóre sprawy nam ewidentnie nie leżą, odwlekamy je wtedy i mamy nadzieję, iż ktoś inny będzie się musiał nimi później zająć. Niestety, nie zawsze jest taka możliwość i „zgniłe jaja” wracają ze zdwojoną mocą. Pół biedy, jeśli chodzi tu o kąpanie psa czy porządki w ogródku; gorzej, jeżeli problem dotyczy całego społeczeństwa.

       Problemy, które wracają jak bumerang i dotyczą praktycznie wszystkich obywateli danego kraju, przez polityków opozycji nazywane są tematami zastępczymi. Nie trudno się dziwić; w większości przypadków nad sprawami tego typu wisi niemal antyczne fatum, które (obojętnie jaką drogę by się wybrało) prowadzi do nieszczęśliwego końca. Skoro mamy fatum, mamy też media drążące temat, powodując, że o temacie potrafi wypowiedzieć się każdy. Każdy ma też własne zdanie - zdanie, które nieraz wcale nie jest gorsze od tego jakie posiada polityk X czy Y w Warszawie.

Jakiś czas temu na polską scenę polityczną wróciły dwa takie, dobrze znane wątki. Aborcja i In Vitro. Jako że jak wspomniałem, każdy ma na ten temat własne zdanie, to i ja postanowiłem się wypowiedzieć.

Na początek coś, co powinno predefiniować moje podejście do tematu. Jestem praktykującym katolikiem. Z punktu widzenia mojej wiary powinienem od razu skreślić zapłodnienie pozaustrojowe i przyklasnąć pomysłowi Solidarnej Polski.   

Mam jednak w tej sprawie zupełnie inne zdanie niż większość duchownych. Projekt wycofania aborcji dla płodów nieuleczalnie chorych i zdeformowanych jest pomysłem moim zdaniem chybionym. Czemu? Politycy krzyczą, że to eutanazja, że to zabijanie, że kobieta ma urodzić to dziecko. Problem w tym, że z ust żadnego z polityków nie słyszałem, co z tym dzieckiem ma stać się dalej. Ciężkie choroby, uszkodzenia wiążą się niewątpliwie z ogromnymi kosztami spadającymi na rodzinę. Kosztami, które w sytuacji problemów budżetowych i stałego obcinania ulg wydają się pomysłem po prostu dziwnym. „Musisz urodzić to dziecko, bo MY ci KAŻEMY, ale dzieckiem tym zajmiesz się sama, bo MY umywamy ręce, bo MY nie mamy pieniędzy na pomoc”. Nie jest to zachęcająca polityka prorodzinna, prawda?

Kolejna nieścisłość. Zaostrzenie prawa antyaborcyjnego ma chronić kobiety, które chcą powić dzieci. Moim zdaniem kobieta, która chce urodzić – urodzi, nawet jeśli malec miałby żyć tylko kilka chwil. Sytuacja, gdy trzymamy owoc swojego życia w rękach jest chwilą naprawdę magiczną i jedyną w swoim rodzaju. Dla rodziców oczekujących potomstwa, dziecko, obojętnie jakie by nie było, będzie ich dzieckiem. Tym najważniejszym i kochanym.

Co jednak, gdy kobieta nie chce urodzić? W takim przypadku prawo antyaborcyjne też nie ma najmniejszego sensu. Znamy przecież naszą rzeczywistość i wiemy, że aborcja to nie problem. Zaczynając od zakupu przez Internet środków poronnych po skrobankę - wszystko to jest łatwo dostępne i w zasięgu kobiet. Problem tylko w tym, iż podziemie często dysponuje gorszym zapleczem medycznym, co stanowi zagrożenie dla ciężarnej.

Zawsze można urodzić i wywalić dziecko na śmietnik, spalić w piecu, czy oddać do okna życia. Szczególnie ten ostatni pomysł jest najbardziej godny zaufania, gdyż dzięki temu ktoś inny może poczuć się ojcem lub matką. Niestety, nawet na tym polu jest wiele problemów, takich jak przepisy adopcyjne czy standardowy brak środków.

Argumenty za i przeciw - można by je mnożyć (co zresztą dzieje się od wielu lat). Dlatego trzeba sięgnąć dalej. Trzeba zadać sobie pytanie o samą istotę człowieczeństwa. Kiedy to kilka komórek staje się człowiekiem? Bowiem na pewnym etapie rozwoju, płód nie różni się wiele od kawałka mięsa, które codziennie smażymy na patelni. Nie myśli, nie oddycha, jest po prostu zbiorem komórek, tkanką. A może człowiekiem zostajemy w momencie połączenia komórki jajowej z plemnikiem?

Ciężko mi jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Tutaj wracam do początku mojego tekstu. Religia i nauka - wojna na newralgicznych polach. Moralność, etyka, wolność, życie… Nie odpowiem, bowiem na takie pytania każdy odpowiedź musi znaleźć sam. Niemniej jednak cieszę się, że pomysł zaostrzenia prawa aborcyjnego upadł/upadnie. Bo znów nasi politycy potrafili powiedzieć tylko A, ale już nie B.

Na koniec, by nie było tak nudno, pewna grafika. Może da komuś do myślenia, może kogoś rozbawi…



Wyświetlenia: 2057
Proponowane artykuły