Wolne-dziennikarstwo.pl - „Smoleński Matrix”
wolne dziennikarstwo


Budzik - 6.50. Dla studentów, warszawskich yuppie oraz ludzi gastronomii zasłużony czas na odpoczynek i krótką drzemkę, wbrew naturze i zaglądającemu zza okna słońcu. Dla mnie rutynowa pora wysłuchania budzika, przez który zdążyłem znienawidzić kilka moich osobistych „the best of” z iTunes. Krótka chwila użalania się nad sobą: winna jest pogoda, pracodawca, Facebook, korki czy zbyt długa uczta kinomana wczorajszego wieczora. Każdy kto wstaje zimą jeszcze o zmroku, zna to specyficzne uczucie, kiedy przez około minutę po otwarciu oczu w nasz mózg wwierca się potworne zmęczenie i niepokojąca nienawiść do otaczającej rzeczywistości. To uczucie ma się jednak do „zmęczenia smoleńskiego” mniej więcej tak, jak wyjście do Żabki po Red Bulla do olimpijskiego maratonu. Dlaczego? Zmęczenie smoleńskie nie mija po minucie. Co więcej, ono nie mija nigdy.

Stało się. To był zamach. Bomba wybuchła 30.10.2012 r. w godzinach porannych. Obrażenia odnieśli wszyscy. Lekko ranni zostali polski rząd, prokuratura oraz reputacja Polski jako poważnego kraju na arenie międzynarodowej. W stanie krytycznym znalazł się natomiast PIS oraz przede wszystkim polskie media. Pikująca w górę w sondażach partia Kaczyńskiego szybko podchwyciła trotylowy wątek wydrukowany na łamach „Rzeczpospolitej”, pokazując po raz kolejny, iż merytoryczna retoryka spod znaku wyjętego przez prezesa z kapelusza profesora Glińskiego to wyłącznie tani chwyt PR-owski, na który nabrać się mogą wyłącznie ludzie oddaleni o lata świetlne od wątpliwych standardów polskiego życia politycznego. Jak się okazuje wyłącznie Bielan i Kamiński byli w stanie przemówić Kaczyńskiemu do rozsądku. Otoczony Macierewiczem, Hofmanem i Fotygą zawsze będzie dryfował gdzieś w okolicy 20-25% poparcia. A będzie je czerpał jedynie z teorii spiskowych spod znaku Roswell i podsycania ognistej nienawiści zbudowanej na grobach tragiczne zmarłych pasażerów TU-154.

Bardziej od co kilkutygodniowej porcji bzdur Smoleńskich niepokoi mnie jednak stosowana przez Kaczyńskiego nomenklatura, który bez opamiętania szkaluje dobre imię polskiego państwa nazywając rzeszę niewinnych ludzi zdrajcami i co najbardziej bulwersujące - mordercami. Tymi słowami prezes PIS permanentnie wystawia się na śmieszność, w moim mniemaniu powinien przede wszystkim ponieść konsekwencje prawne (o pomówieniu innych osób za pomocą środków masowego komunikowania stanowi art. 212 §2 Kodeksu Karnego). Całe szczęście nikt z wyżyn PIS nie przeczyta mojego artykułu. W innym przypadku prawdopodobnie dowiedziałbym się z czasem, że 10.04.2010 r. wykręcałem żarówki na lotnisku w Smoleńsku, pomagałem podkładać trotyl, a może i wytwarzałem sztuczną mgłę lub wspólnie z Rosjanami dobijałem szczęśliwie ocalonych.

O ile PIS niesiony na skrzydłach wyznawców teorii o „kłamstwie Smoleńskim” ( które notabene nieświadomie sami głoszą w imię przenajświętszej i objawionej „Gazety Polskiej Codziennie”) niczym feniks powstanie jeszcze ze smoleńskich popiołów, o tyle ciężko przewidzieć jak długo skutki publikacji w „Rzeczpospolitej” odczuwać będą polskie media. I nie zmienią tego spóźnione zmiany personalne, które zamiast prasowego katharsis stały się czymś w rodzaju dramatycznej próby ratowania sponiewieranego trotylem wizerunku firmy. Ogromny problem ma jednak nie tylko linczowana na medialnym pręgierzu „Rzepa”, ale także pozostałe opiniotwórcze dzienniki, którym coraz bliżej do tabloidowego dziennikarstwa nastawionego na inwigilację biustu księżnej Kate, niż intelektualnego zacięcia w stylu nieodżałowanego Jana Nowaka - Jeziorańskiego. Rachunek jest prosty: im media będą głupsze, tym głupsi będziemy i my, natomiast im głupsi będziemy, tym medialna papka serwowana nam codziennie będzie równać do poziomu bezmózgiej ameby, a zjawisko powszechnego medialnego eskapizmu będzie się dramatycznie pogłębiać. Aż do momentu, kiedy to pewnego dnia obudzimy się rano w smoleńskim Matrixie. A może już tam jesteśmy? I stąd to potworne zmęczenie…     

Wyświetlenia: 2734
Proponowane artykuły