Wolne-dziennikarstwo.pl - Nierówność medialna, czyli dlaczego popieram TV Trwam
wolne dziennikarstwo



 Od kilku miesięcy w Polsce rozgrzewa się konflikt, który coraz bardziej przybiera na sile i w ostatnich tygodniach mogliśmy obserwować momenty kulminacyjne. Podpisywanie list poparcia, apele do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, marsze poparcia i głośne przemówienia – wszystko to w obronie TV Trwam.

U wielu już w tym momencie rozpostarł się szeroki uśmiech. Wszak TV Trwam i Radio Maryja, media dla prawicowych oszołomów i katolików zawsze podlegały marginalizacji. Podlegały też jej w momencie, gdy KRRiT przyznawała miejsca na tzw. multipleksach i pominęła przy tym wspomnianą telewizję. Sprzeciw kościelnych środowisk i prawicowego elektoratu urósł do niebotycznych rozmiarów, gdyż zostało to odebrane jako ograniczanie wolności słowa w Polsce. I temu wcale się nie dziwię.

Ostatnie lata pokazały, że Platforma Obywatelska ze strony polskich mediów (mediów tzw. głównego nurtu) nie podlegała należytej kontroli. Decyzje władzy nie były wyjaśniane i przedstawiane polskiemu społeczeństwu od A do Z, aby Polacy mogli jasno ocenić, czy dane posunięcia są dobre, czy złe. Inaczej było w przypadku TV Trwam, która od lat punktuje w swoich programach potknięcia i niekorzystne dla Polaków decyzje rządu. Toczyły się w niej rozmowy na tematy, których większość głównych mediów w ogóle nie poruszała. Była zatem i jest niewygodna dla rządzącej obecnie Platformy, która nauczyła już nas, że wszystko co niekorzystne – woli zamiatać pod dywan.

Aby jednak zrozumieć w całości decyzję o nieprzyznaniu TV Trwam koncesji na nadawanie na multipleksie trzeba znać podstawowe fakty. Wspomniana wyżej KRRiT, która owe koncesje przyznawała, jest jak najbardziej upolitycznionym ciałem. Jej szef, Jan Dworak, sam przez długi czas związany był z polityką i działał również w Platformie Obywatelskiej. W jej szeregach zasiada również Krzysztof Luft, były rzecznik prasowy Jerzego Buzka i również… były członek Platformy Obywatelskiej, z której swego czasu startował nawet w wyborach parlamentarnych. By było tego mało, oboje zostali desygnowani na swoje stanowiska przez ówczesnego marszałka Sejmu, Bronisława Komorowskiego, który w 2010 r. korzystając ze swoich uprawnień jako osoba po. prezydenta RP, postanowił ulokować w KRRiT swoich dawnych kolegów partyjnych.

Jak zatem miejsce na multipleksie mogła dostać telewizja bardzo mocno kontrolująca Platformę Obywatelską? Ano nie mogła, bo przecież rząd nie podkopie taką decyzją swojego wizerunku. TV Trwam stałaby się bowiem lepiej dostępna dla większości społeczeństwa. Problem w tym, że Polaków chce się skazać tylko i wyłącznie na oglądanie programów publicystycznych, w których dziennikarze niespecjalnie ukrywają swoją sympatię do władzy (w końcu Ci, którzy owej sympatii nie okazywali, już dawno zostali wyrzuceni z mediów publicznych – swoje programy stracili Rafał Ziemkiewicz, Bronisław Wildstein, Joanna Lichocka czy też Jan Pospieszalski).

Oczywiście samą TV Trwam można różnie oceniać. Nie każdy musi ją wszak oglądać, każdy ma pilota w ręce. Jednak elementarną zasadą demokracji jest wolność mediów i pełny pluralizm. Jeżeli ktoś woli oglądać TVN, czy TVP – powinien mieć ku temu prawo. Ale osoba chcąca oglądać TV Trwam – również powinna swoje prawa mieć. Oczywiście zawsze znajdą się Ci, którzy znienawidzoną przez nich telewizję dla moherów będą krytykować i umniejszać jej rolę. Problem w tym, że prawdopodobnie nigdy jej nie włączyli i nie oglądnęli jakiegokolwiek programu, którego gościem był polityk, dziennikarz lub naukowiec.

To wszystko, złączone w jedną całość, wytwarza w społeczeństwie sprzeciw. Ludzie się organizują, protestują, przeprowadzają marsze – w Opolu, kilka dni temu przeszła manifestacja licząca ponad 1000 osób, w dużej części złożona z ludzi młodych. Nie wspominając już o innych miastach i największej, wczorajszej manifestacji, na której pojawiło się kilkadziesiąt tysięcy ludzi w Warszawie.

Po wielokroć wyrażałem już zdanie, że dla spokoju obecnej władzy chętnie manipuluje się polskim społeczeństwem. W tym przypadku również nie jest inaczej. Pamiętacie Państwo z pewnością wszystkie te opowieści o sławnym o. Rydzyku – że milioner, że jeździ Maybachem, że okrada staruszki, że ma helikoptery i prywatne lotniska. A jaki argument podaje się uzasadniając marginalizację TV Trwam na multipleksie? Ano, że za biedna. Że pieniędzy nie ma. Jak się zatem mają wszystkie te wieloletnie opowieści o niekończącym się bogactwie najpopularniejszego w Polsce redemptorysty? Na to pytanie każdy może sobie sam odpowiedzieć.

Wyświetlenia: 3771
Proponowane artykuły