Wolne-dziennikarstwo.pl - Europa a seriale tureckie
wolne dziennikarstwo


Mój ostatni tekst dotyczył programów muzycznych w krajach dawnej Jugosławii i ich dzisiejszego znaczenia, reinterpretacji. Nawiązałem w nim do przeszłości tych narodów, często pozostających we wzajemnych konfliktach, które jednak potrafią wznieść się ponad istniejącymi podziałami i ponownie się połączyć, mimo iż szybko nie zapominają o doznanych urazach.

Dzisiejszy tekst nawiązywał będzie, jak sam jego tytuł wskazuje, do seriali. Nie jestem wielkim fanem oglądania telewizji. Wyjątek stanowią ważniejsze mecze sportowe oraz programy historyczno-dokumentalne, niektóre z nich rzeczywiście oglądam z pasją. Natomiast, jeśli chodzi o seriale, to zawsze do tego typu zabawy miałem niezwykły dystans, być może dlatego, że gdy byłem w wojsku starzy żołnierze sarkastycznie witali nas – a było to w połowie lat 80-tych, czyli parę lat przed rozpadem Jugosławii – słowami: „Szczury (tak mówiono do rekrutów), ile jeszcze ‘Dynastii’ macie do końca służby wojskowej”?

Niedługo potem, z tego co odnotowałem, pojawiły się długie never-ending, jak to się mówi, seriale latynoskie rodem z Brazylii, Argentyny czy Meksyku, które u pań z nadmiarem emocji doprowadzały do wylewania hektolitrów łez i utożsamianie się z bohater(k)ami tych seriali. Potem pojawiły się produkcje z Bollywoodu, proszę mnie poprawić, jeśli o czymś zapomniałem, no i na sam koniec na bałkański rynek telewizyjny trafiły te, które pobiły oglądalność i popularność wyżej wymienionych, czyli seriale rodem z Turcji. Kobiety ciągle są zapatrzone w przystojnych brodatych bohaterów oraz w bogato wyposażone wnętrza, a mężczyźni w cudnie tańczące brunetki, odziane w orientalne stroje, o urodzie nierzadko poza-osmańskiej, czyli słowiańskiej, tatarskiej, itd. Pomimo faktu, że dominują seriale o tematyce współczesnej, pojawił się jednak jeden zupełnie odmienny od reszty, który pobił swą oglądalnością wszystkie pozostałe. No i nieco wzbudził moją ciekawość. Chodzi o serial o sułtanie Sulejmanie Wspaniałym, jednym z największych władców wszechczasów, nie tylko potężnego Imperium Osmańskiego, lecz i Europy. To władca, który opanował Imperium, i zarazem Europę Południowo-Wschodnią, w pierwszej połowie XVI wieku (od 1520-1566 r.), za czasów największego rozkwitu tego mocarstwa. Niedługo zatem doszło do – dla Polaków – znanej bitwy pod Wiedniem w roku 1683, gdzie zjednoczone siły Rzeczypospolitej Obojgu Narodów, Austrii, Saksonii, pod wodzą polskiego znakomitego króla Jana III Sobieskiego, starły się z Turkami dowodzonymi przez wielkiego wezyra Kara Mustafę. Sułtanem wówczas był wnuk Sulejmana Wspaniałego, Murat III, a wskutek tej bitwy Imperium Osmańskie nigdy już nie rościło sobie aspiracji terytorialnych do zachodnio-europejskiego świata chrześcijańskiego.

Czym nas te seriale łączą z tamtą przeszłością? Pewnie każdy, by odpowiedział że niczym, albo że raczej są to tylko reminiscencje i takie zabawne wspomnienia dziejów z tureckich dworów i haremów, niezliczonych spisków oraz intryg, których często dopuszczali się członkowie i służba wielkiej rodziny sułtana. W bałkańskim stylu zaczęły się mnożyć żarty, że „znów potrzeba Turkom towarów do haremów”, „za długo opowiadasz, jesteś jak turecki serial” lub „tyle jest tych seriali, że boję się nawet lodówkę otworzyć, by mi i stąd jakiś Turek do salonu nie trafił”, tak jak udało mi się przeczytać na portalach społecznościowych. Owszem, według mnie, historia ta jest o wiele ważniejsza, a sułtan ów (Sulejman) jest ciekawą postacią również dla Polaków z tego względu, że biografowie podający sylwetkę jego czwartej i ostatniej żony Hürem (do której mówiono i Roksolana) twierdzą, iż jest ona z pochodzenia – Polką! Imię tej niezwykle uroczej kobiety, zanim przyjęła wiarę Mahometa, to Aleksandra Lisowska i notuje się, że pochodziła z dawnej Rusi Czerwonej (Podole), czyli częściowo z dawnych terytoriów Rzeczypospolitej. Hürem obdarzona była niebywałą miłością przez swego władcę, wywierała również wielki wpływ nawet na decyzje administracyjne, które podejmował jej mąż Sułtan Sulejman. Urodziła mu – co dla Osmanów było niezwykle ważne w sensie kontynuacji dynastii i objęcia tronu – czterech synów i tylko jedną córkę Mihrimah. Jednym z synów był Selim II, zwany Pijakiem, który nieudolnie sprawował urząd sułtana przez niecałe 10 lat, zastąpił go wspomniany już wielki sułtan, jego syn Murat III. O ile Hürem miała autorytet i wielki wpływ na samego Sulejmana, o tyle jej pozycja wśród pozostałych członków rodziny pozostawiała wiele do życzenia, z prostego względu, iż jej największym przeciwnikiem oraz osobą, która za wszelką cenę ignorowała jej pozycję w hierarchii rodzinno-państwowej był nie kto inny, jak matka Sułtana, czyli osoba bezkompromisowa, o wielkiej charyzmie, kierująca zwyczajowo haremem w pałacu, Aișa Hafisa Valide, córka chana krymskiego. Aleksandra Lisowska, czyli Hürem, prócz urody zasłynęła również i z bardzo charytatywnej roli, którą pełniła. Zbudowała świątynię m.in. w Jerozolimie, na czym pewnie jej bardzo zależało z tego względu, iż urodziła się jako córką prawosławnego duchownego, zanim przeszła na islam. Jedno ze źródeł opowiada, iż Sulejman do Polski odnosił się z szacunkiem, bowiem sama Hürem miała kontakty z ówczesnym polskim królem Zygmuntem Augustem.

Ten proeuropejski nurt w polityce tureckiej był widoczny i w wiekach późniejszych, szczególnie podczas wojen rusko-tureckich. Turcja nigdy nie uznała zaborów Polski i często na salonach stawała w obronie jej granic. W Europie Południowo-Wschodniej, czyli na Bałkanach, rola Turków sprowadzała się do administrowania terytoriami oraz pobierania tzw. daniny we krwi, czyli werbowanie za sprawą przemocy we własne szeregi najlepszych i najzdolniejszych synów z biednych rodzin z Chorwacji, Bośni, Serbii, Macedonii i Bułgarii, których w historii nazywamy janczarami. Jednym z największych wielkich wezyrów w dziejach Osmanów był nawrócony na islam Serb Mehmed Pasza Sokolović, twórca osmańskiej potęgi militarnej, zapoczątkowanej przez sułtana Sulejmana, osoba, która na Bałkanach zbudowała wiele świątyń, mostów, dróg i innych zabytków dziś odwiedzanych przez zagranicznych turystów.

Więc, ta europeizacja Turcji, albo inaczej – odwieczne pragnienie Turków, by się do procesów europejskich jakoś dostosować lub przyłączyć, zauważalna jest od dłuższego czasu. Ja ją widzę jednak inaczej, niż to inni próbują zrozumieć lub zinterpretować. Moim skromnym zdaniem te seriale nie powstały przypadkowo, ponieważ Turcja ostatnio staje się nie lokalnym, a raczej globalnym wielkim graczem na obszarze wschodniego Mediterraneum, co udowadnia nam dzisiejsza sytuacja polityczna w Syrii (i nie tylko). A kultura w tym procesie ma stanowić tylko taki jeden pierwszy próbny kroczek. Do tego i niedawna wypowiedź tureckiego ministra spraw zagranicznych Ahmeta Davutoglu, iż „Turcja na Bałkanach posiada 61 prowincji”, a która to nawiązała do jego jeszcze bardziej kontrowersyjnej wypowiedzi z Sarajeva z roku 2010, iż „[…] okupacja Bośni ze strony Turcji jest czymś, co trzeba byłoby odnowić”. Nawet niektóre europejskie media zdążyły odnotować to, jako „odrodzenie aspiracji starego/nowego imperializmu osmańskiego”, a co zgodnie pewne – szczególnie serbskie i macedońskie – źródła nazwały wprost neo-osmanizmem!

Na czym, by on polegał? Moim zdaniem przede wszystkim na gospodarczym uzależnieniu oraz zdobywaniu potencjalnego rynku, gdzie wyroby tureckie mogłyby się sprzedawać w dowolnej ilości i w ten sposób walczyć z konkurencją. Owszem, na planie edukacji, nauki czy współpracy wojskowej te relacje wyglądają zupełnie inaczej, niż do roku 1991, gdy dochodziło do rozpadu państw post-jugosłowiańskich, bowiem dotychczas miały one charakter marginalny. Żeby być szczerym do końca, te tendencje osobiście odnotowałem jeszcze na początku lat 90-tych XX wieku, gdy kraje pozostające pod embargiem lub objęte wojną, jak np. Macedonia lub Bośnia, czyli te z wielką liczbą mieszkańców wyznających islam, masowo kupowały tanie produkty spożywcze, artykuły gospodarstwa domowego lub przemysłowe właśnie z Turcji. Nadszedł czas, gdy te inwestycje widoczne są dzisiaj i w innych dziedzinach, przede wszystkim w budownictwie (np. budowa nowoczesnego portu lotniczego w Skopje im. Aleksandra Wielkiego została wykonana przez firmę turecką, która zarządza także sektorem tanich linii lotniczych), również i w handlu międzynarodowym, transporcie, itp. Dla Macedonii – w świetle obecnie prowadzonej przez rząd polityki– jest to o tyle komfortowym rozwiązaniem z punktu widzenia polityczno-strategicznego oraz pragmatycznego, głównie w oparciu o aktualny spór z Grecją (również niekończący się niczym serial turecki). A wiadomo, że Grecja i Turcja, mimo iż to NATO sojusznicy, jednak za bardzo za sobą nie przepadają. I interes jest, obopólny.

Serbowie są jeszcze bardziej uczuleni na kwestie „pojawienia się neo-osmanizmu”, z prostego powodu, iż traktują oni Bośniaków muzułmańskich jako ‘odszczepieńców od wiary i krwi’, owszem powołując się na wyżej wspomniane daniny we krwi właśnie podczas panowania Imperium Osmańskiego, których najbardziej bolesnym skutkiem były zbiorowe przejścia prawosławnych Serbów na islam. Dzisiejsze reinterpretacje idą nawet w tą stronę, iż „Turcja takim imperialnym zachowaniem tylko przyspiesza wbijanie gwoździa do trumny nad serbskim uznaniem Kosova”, jako niepodległego państwa, co dzisiejszym serbskim politykom spędza sen z powiek. Z kolei Bośnia o tyle czuje się komfortowo, że spokojnie może sobie wybierać tutora, ponieważ federacja BiH do wczoraj była odbierana, jako pogodne tło do przeprowadzenia kulturowego managementu (i nie tylko) bardziej ze strony Saudyjczyków, niż Turków.

Z jedną różnicą. Turcja i Arabia Saudyjska również za sobą nie przepadają, a co niedawno było szczególnie zauważalne podczas obchodów wielkiego święta muzułmańskiego – Kurban Bayram. Islamskie wspólnoty wyznaniowe w Macedonii i Albanii obchodziły go w czwartek 25 października b.r., a wspólnoty w Kosovie, Serbii, Bośni i Chorwacji dzień później. Ponieważ okazało się, iż Turcja obchodziła to święto, tak jak pierwsze dwa kraje, a Arabia Saudyjska dzień później, sygnały o strefach wpływu dla mieszkańców tego regionu były już bardzo czytelne. Widzimy, że łagodniejszy neo-osmanizm ściera się nie tylko z prawosławiem, ale i z twardym saudyjskim wahabizmem, który do tej pory przez bałkańskich chrześcijan odnotowywany był, jako największe zagrożenie dla ich bytu.

Seriali nie zawsze trzeba oglądać z pasją, poza tym zawsze można zmienić kanał, lub spoglądać na nie z dystansem, z przymrużeniem oka. Autor tego tekstu, autentyczny odbiorca i osoba zawodowo zajmująca się historią, kulturą i duchowością Europy Południowo-Wschodniej, radzi jednak spoglądać na te produkcji tureckiej (owszem bez zbędnej nadinterpretacji) z szeroko otwartymi oczami. Wystarczy, że pojawi się inna współczesna Hürem czy dowolny odtwórca mitu Sulejmana, a bieg historii znów będzie miał identyczne oblicze, jak i przed stuleci.

Wyświetlenia: 3666
Proponowane artykuły