Wolne-dziennikarstwo.pl - Odpowiednie dać rzeczy słowo
wolne dziennikarstwo


Kolejny raz powracam do pamiętnego fragmentu z pism Norwida. Od siebie dodam: „... i formę”. Ryszard Kapuściński nie żyje od pięciu lat. W tym roku ukazała się niezmiernie istotna pozycja książkowa – jego Wiersze zebrane (dwujęzyczna edycja w tłumaczeniu Marka Kusiby i Diany Kuprel, pierwszy zbiór wszystkich wierszy pisarza). Dlaczego poezja? Dlaczego pierwszy tom opublikował w wieku 54 lat?

Niewielu podejrzewałoby autora Hebana o działalność poetycką, podczas gdy ten w rozmowach z przyjaciółmi, zwierzał się, iż zawsze pragnął zostać poetą. Pociągał go mistycyzm owej braci, możliwość odświeżenia języka, organizacji myślenia. Reporter za nic miał sobie opinię znajomych, którzy odwodzili go od tego pomysłu, uważali, iż genialny pisarz narazi się na śmieszność. Kapuścińskiwyznał, iż powodowała nim chęć wyrażenia tego, co może przekazać jedynie za pomocą liryki („pewnych nastrojów i stanów po prostu nie da się wypowiedzieć inaczej) . Marek Kosiba podkreślił, iż autor Wojny futbolowej od początku był poetą – „poetą z ducha”. Słowa: „Ja od poezji zaczynam dzień i kładę się do łóżka z tomikiem wierszy” zdają się ów osąd potwierdzać. Z wyjazdów przywoził walizki pełne książek i kamieni.

Jeden z najczęściej tłumaczonych polskich literatów dość późno debiutował jako liryk. Bez wątpienia przyczynił się do tego brak czasu... Potem przyszedł stan wojenny... Paradoksalnie – dzięki niemożności wyjazdu w kolejną podróż, rozpoczął intensywną pracę, owocem której stał się wydany w kilka lat później Notes (oczywiście w tomie znalazło swe miejsce również wiele utworów napisanych przed 1981 rokiem).

Na okładce Wierszy zebranych zamieszczono zdjęcie wykonane przez Kapuścińskiego, przedstawiające dwa źdźbła trawy, które wystają spod śniegu. W tekście zatytułowanym Dałem głos ubogim „cesarz reportażu” zdradza, iż owa fotografia miała dla niego dużą wartość: „Zrobiłem ją w czasie podróży do Rosji. Nic prawie na niej nie ma, ale niczego więcej nie potrzeba. Tu jest wszystko”. Prostota wyrazu i bezpośredniość wprost biją z kart tomu. W książce zamieszczono wiersze z tomu Notes, Prawa natury oraz Wiersze ostatnie.

Wejście w świat jego poezji elektryzuje. Już sama świadomość, tego że dzieła zgromadzone w owej pozycji wyrosły na podstawie wieloletnich przemyśleń – sprawia, iż na nowo odkrywamy jego poetycką prozę. Jedno staje się dopełnieniem drugiego. Zdaniem Claudio Magris\'a „Poezja Kapuścińskiego jest przesiąknięta melancholią, a równocześnie gorączką życia”. W tomie przeważają wiersze osobiste, autor nie zapomina jednak o autodyscyplinie i powściągliwości. W dalszym ciągu cechami charakteryzującymi to, co wychodzi spod jego pióra, są umiar i lapidarność. 

Kapuściński znany był z tego, iż kolekcjonował długopisy. Szczególnie wartościowe były dla niego te, na których znajdowała się informacja o tym, kto je wyprodukował. Podobną pasję posiadał Henryk Bereza. Z tym, że historyk literatury zbierał jedynie wypisane długopisy. Trofea? Rupiecie pozwalające znaleźć oparcie, wywołać uśmiech? Z pewnością nie dorównują oni kontrowersyjnością upodobań choćby Lewisowi Carrollowi lubiącemu się w fotografowaniu kilkuletnich nagich dziewczynek.

Dziwaczne hobby i natręctwa to temat rzeka, nad którym z pewnością za jakiś czas się pochylę. W tym momencie (po raz kolejny!) wyłania się z mej pamięci obraz naszkicowany przez Cortazara w pierwszym rozdziale Gry w klasy – Horacio, któremu spada na podłogę kostka cukru („Od dzieciństwa, kiedy mi coś upadło, musiałem to podnieść za wszelką cenę, bo jeżeli bym nie podniósł, spotkałoby nieszczęście nie mnie, lecz kogoś, kogo kocham, a czyje imię zaczyna się na taką samą literę, jak nazwa upuszczonego przedmiotu. Kiedy coś spada mi na podłogę, zupełnie nie mogę się opanować, w dodatku nic nie pomaga, jeżeli podniesie to ktoś inny, zły czar bowiem będzie działał nadal. Z tego powodu wielokrotnie brano mnie za wariata, zresztą rzeczywiście jestem wariatem, kiedy to robię, kiedy pospiesznie podnoszę ołówek albo kawałeczek papieru, które wypadły mi z ręki. [...] I wszyscy wściekli, nawet ja, z cukrem w zaciśniętej pięści, czując jak topnieje, jak ohydnie rozłazi się w coś w rodzaju lepkiej mazi. I codziennie zdarzenia w tym stylu). I chyba nie pozostaje mi nic innego, jak powrócić do magicznego świata cytowanego przed chwilą tekstu (który jest z kolei moją obsesją), przesiąkniętego aurą metafizycznych paryskich uliczek-labiryntów... i znów pojawi się pytanie: czego tak właściwie szukam na Pont des Arts?

Wyświetlenia: 2641
Proponowane artykuły