Wolne-dziennikarstwo.pl - Zawód: perkusista
wolne dziennikarstwo


„Jakiego perkusistę można nazwać muzykiem? Takiego, który gra na gitarze.” - w ten sposób można podsumować obraz bębniarzy, który utkwił w umysłach społeczeństwa. No właśnie, jak to jest z tymi perkusistami? Czy to rzeczywiście istoty, których jedyną rolą jest nawalanie w bębny i blachy? Jako garotłuk, pałker czy, jak kto woli, bębniarz, postaram się przybliżyć temat i rozwiać wszelkie wątpliwości dotyczące tej cudownej funkcji w każdym zespole.

Perkusista – kto to taki?

Stereotypowy perkusista to z reguły najgłupszy członek kapeli, w dodatku głuchy i odizolowany od świata swoim zestawem. Zawsze siedzi gdzieś z tyłu, nie zna nut, a harmonia, skale i inne fachowe definicje są mu tak samo obce jak kąpiel.

Skąd więc wziął się taki, a nie inny wizerunek perkusisty? Czy Michał Dąbrówka, jeden z najlepszych polskich bębniarzy, wygląda jakby się nie mył? A może Benny Greb, niemiecki perkusista i kompozytor, nie ma pojęcia o tworzeniu muzyki i bezmyślnie „odklepuje” to, co mu przyjdzie do głowy? Z pewnością jest zupełnie inaczej, niż wszystkim się wydaje.

Prawdą jest jednak, że perkusista nie musi znać nut, żeby być dobrym muzykiem. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, żeby grać na pianinie, gitarze albo innym instrumencie. To uczy m.in. sztuki improwizacji i aranżacji, która jest tak samo ważna jak samo granie. Do perkusisty niejednokrotnie należy właśnie kwestia aranżacji utworu. Trzeba wiedzieć kiedy uspokoić numer, a kiedy zagrać forte (nazewnictwo się kłania, warto wiedzieć, co oznacza piano, a co forte). W końcu najlepsi perkusiści to ci z wyobraźnią.

Instrument czy zestaw instrumentów?

Dla tłumu na koncercie to po prostu perkusja. Dodatkowy talerz czy bęben nie robi różnicy, bo przecież „on i tak tylko napieprza”. Okazuje się jednak, że każdy element zestawu perkusyjnego to niezależny instrument. Każdy tak samo ważny. A wszystkie razem tworzą integralną całość. Bez bębna basowego (czyli potocznie centrali), werbla, czy hi-hatu nie ma zestawu perkusyjnego. To podstawowe elementy, konieczne do stworzenia groove'u (mówiąc po ludzku, rytmiczna harmonia). Każdy kolejny element to dodatek. A wiadomo – im więcej zabawek, tym lepsza zabawa. W związku z tym zazwyczaj korzysta się z dodatkowych bębnów i blach. Dla zabawy i urozmaicenia gry. A trzeba to wszystko jeszcze skoordynować. Ale o tym za moment.

Bezmyślne nawalanie czy sztuka?

Zdarzyło Ci się kiedyś robić dwie czynności jednocześnie? Dziewczyny pewnie nie mają wątpliwości, co do twierdzącej odpowiedzi, panowie pewnie też. A teraz wyobraź sobie, że Twoje ręce i nogi robią coś zupełnie innego. W dodatku często w bardzo skomplikowanej sekwencji. Dla niektórych ludzi to bariera nie do przeskoczenia, coś zupełnie surrealistycznego. A dla perkusisty chleb powszedni.

I to jest chyba najtrudniejsza, a zarazem najmniej doceniana umiejętność, którą bębniarz MUSI posiadać. Niezależność kończyn – rzecz niezbędna. Samo ogarnianie sprzętu i tych wszystkich zabawek to nie wszystko. Trzeba przecież jeszcze grać równo i słuchać całej reszty (no chyba, że jestem artystą solowym). Tak jest, to wszystko należy do podstawowych obowiązków każdego perkusisty. A publika widzi to jedynie jako bezmyślną chałturę. Ciężkie jest życie pałkera.

À propos koordynacji, wspomniany wcześniej Benny Greb. Kwintesencja gry na perkusji. Absolutnie niesamowity muzyk. Polecam:

Coś jeszcze?

Oczywiście. Żeby móc grać, musisz mieć swój sprzęt. O ile gitarzysta ma w miarę łatwo, bo kupi gitarę, kable i wzmacniacz (opcjonalnie efekty i inne bajery), o tyle perkusista musi zaopatrzyć się w bębny, werbel (lub werble), statywy, talerze, pałki, naciągi i mnóstwo innych rzeczy, bez których nie ma grania. Poza tym trzeba słuchać dużo różnej muzyki (żeby stale się rozwijać), ćwiczyć samemu i z zespołem, spędzać godziny na próbach, ciągle poszukiwać swojego stylu, znowu ćwiczyć, kupować nowe pałki (bo poprzednie się zużyły) i tak dalej. W zasadzie, granie na jakimkolwiek instrumencie wymaga ciągłego doskonalenia swoich umiejętności, ale w przypadku perkusji jest to zdecydowanie bardzo istotna sprawa.

Najbardziej lubię jednak momenty, kiedy osoby, którym ta cała zabawa wydaje się niezmiernie prosta, mają okazję usiąść za zestawem i próbują zagrać najprostszy rytm. Jak myślisz, udaje się? ;)

Wyświetlenia: 1558
Proponowane artykuły

Disco oPolo

Krzysiek Humeniuk

Sobota, 20 października 2012 roku, kilka minut po 22. Pod główną sceną opolskiego klubu K-60 tłum dziwnie ubranych ludzi czeka na koncert gwiazdy wieczoru, skandując trzy magiczne słowa