Wolne-dziennikarstwo.pl - Świr czy bohater?
wolne dziennikarstwo


Street Art. Z dnia na dzień staje się coraz bardziej popularny wśród luksusowych marek. Przeciwnikiem zjawiska jest Kidult, paryski artysta grafficiarz, nie znoszący wszechogarniającego, bezmyślnego konsumpcjonizmu oraz nieprzemyślanych kampanii reklamowych. Swoją niechęć manifestuje, przechadzając się nocą po ulicach Paryża, czy Nowego Jorku z gaśnicą…

wypełnioną farbą. I zostawia swój podpis. Albo hasła w stylu: Pieniądz to twój bóg, Boże, zabij królową. Najczęściej obrywa się witrynom sklepów znanych projektantów, którzy coraz częściej wykorzystują w swoich projektach Street Art. Artysta-wandal uważa, że: Wszystkie te sklepy i marki używają graffiti, żeby zwiększyć swoją sprzedaż i być cool, nie wiedząc tak naprawdę nic na temat tej kultury (…) Skoro naprawdę lubią graffiti, to daje im to co kochają. Ale na pewno nie kochają tego sprzedawcy, którzy cały następny dzień biegają ze szmatą w celu zmycia dość dziwacznej twórczości, którą autor uważa za połączenie poezji z malarstwem.

 

(www.hypebeast.com) 

(click to play a movie)

Jego ofiarami zostały już sklepy Supreme, Hermes, Celine, Christian Louboutin, Louis Vuitton, Agnes B. Większość wybryków Kidulta przechodzi bez echa. Jednak Marc Jacobs, niczym Barney Stinson z serialu Jak poznałem Waszą matkę, zdecydował Challenge accepted! Zrobił zdjęcie swojego butiku z różowym napisem ART (made by Kidult) i zamieścił je na swojej koszulce ART by Art Jacobs, która kosztowała jedyne 630 dolarów. Nie musiał długo czekać na odpowiedź Kidulta, który też zrobił t-shirt (nawet bardziej podoba mi się jego kolor, myślę, że ma szansę wziąć udział w kolejnej edycji programu Misja: Moda). Zamieścił jednak nieco inny napis: Not ART by Kidult. I sprzedaje na swojej stronie internetowej za 10 dolarów. Ciekawe, która była chętniej kupowana… Jednak historia na tym się nie kończy. Panowie prowadzą wojnę za pośrednictwem Twittera, brakuje jeszcze wojny na błędy ortograficzne. Inni twierdzą, że wszystko zostało zaplanowane i Jacobs z Kidultem zaczęli współpracować. Nie zdziwiłabym się. W końcu projektant nie musi zmywać napisów z witryn, ma od tego ludzi, więc czemu nie skorzystać? A bazgrol sobie! +10 do lansu. I +10 do reklamy dla Kidulta.

 

(www.artobserved.com)

(www.highsnobiety.com)

(www.vanishingnewyork.blogspot.com)

Ataki przeprowadzane są dość często. Ostatni miał miejsce kilka dni temu w Belgii, na sklep Maisona Martina Margieli. Tym razem Kidult nieco więcej się namęczył, być może się zakochał (żart), bo na budynku nie pojawiło się ani słowo ART, ani też podpis, ale LOVE na różowym tle! A obok hasło: Nasza nędza, nie twoja/wasza, które jest nawiązaniem do przywłaszczenia sobie przez luksusowe marki kultury street artu, będącej sposobem wyrażania buntu przez biedniejszych i sprzeciwu przeciwko władzy. 

(www.theillest.pl).

Jednak nawet on nie potrafi całkowicie odciąć się od konsumpcjonizmu i nakręca spiralę. Wcześniej na jego stronie można było kupić koszulkę: jedną z napisem YES pozostawionym na witrynie sklepu Louis Vuitton, drugą z KID – ślad pozostawiony przez artystę na salonie Supreme. Teraz pojawił się całkiem nowy wzór – tym razem z logiem Chanel wokół kołnierzyka, przez które przebija się czaszka. 100% bawełny najwyższej jakości. Pożyczył materiał od Marca Jacobsa, czy sam wyprodukował?

(click to play a movie)

Moim zdaniem wszystko to prezentuje się nieco śmieszne. Być może Kidult naprawdę ma dość projektantów zagarniających sobie kulturę Street Artu. Z drugiej strony może liczy na dobrą reklamę i już za kilka lat jego koszulki będą jednymi z najbardziej pożądanych przez celebrytów, za dużo wyższą cenę.

Ok, facet pomyka sobie z gaśnicą pełną farby i maluje po witrynach. Jednak jego manifest przybiera na sile – wystarczy obejrzeć krótki filmik, w którym przedstawia swoje poglądy i sposoby działania. Jego działalność zyskuje wielu zwolenników. Można nawet dołączyć do „armii” na jego stronie internetowej http://kidultone.com/.

A co Wy o tym myślicie?

Wyświetlenia: 4314
Proponowane artykuły