Wolne-dziennikarstwo.pl - Śnieżna katastrofa
wolne dziennikarstwo


21 punktów – tyle po trzech konkursach Pucharu Świata zdołali uciułać polscy skoczkowie narciarscy. Dla porównania w zeszłym sezonie - pierwszym po zakończeniu kariery przez Adama Małysza – na tym samym etapie sezonu reprezentanci Polski mieli na koncie 194 punkty. Ostatni raz gorzej było w sezonie 1998-1999, wtedy „nasi” przed czwartymi zawodami mieli... 2 punkty. Trzeba przypomnieć, że te blisko 15 lat temu najlepszym polskim zawodnikiem był Robert Mateja, a Adam Małysz dopiero raczkował w dorosłym sporcie.

W pierwszy weekend skoków mogliśmy po raz pierwszy oglądać rywalizację mikstów. Niestety polskiej pary nie było, bowiem dziewczyny u nas skaczą, ale jeszcze nie za dobrze. W drugi weekend rywalizację rozpoczęły drużyny. Ta z orzełkiem na piersi nigdy do grona faworytów nie należała, ale miejsce w drugiej serii w ramach przyzwoitości sobie zapewniała. Tym razem było inaczej, 11 miejsce oznaczało ostatnie w konkursie. Tak więc wróciliśmy do punktu wyjścia. Po latach wielkiego „bumu” na skoki narciarskie, przyszła posucha. Pod względem oglądalności tego sportu, ale przede wszystkim na płaszczyźnie wynikowej. Drobna wpadka? Spadek formy? Nie, KATASTROFA!

Coś się ewidentnie zacięło, a sami skoczkowie nie wypowiadają się w optymistycznym tonie. Maciej Kot dla TVP mówił, że atmosfera w kadrze nie jest kolorowa i prędzej czy później może wybuchnąć bomba. Dawid Kubacki twierdzi, że świat nam odjechał. Krzysztof Miętus natomiast, prosi kibiców o cierpliwość. Treningi nie wyglądają najgorzej, kwalifikacje również, jednak gdy przychodzi konkurs zawodnicy nie wyglądają tak jak powinni. Również w poprzednich latach skoki treningowe nie przekładały się na te konkursowe, ale nie było aż tak słabo. Do konkursu awansuje czterech lub sześciu zawodników, a punktuje jeden lub dwóch. To nie jest normalne. Lider kadry Kamil Stoch dotychczas tylko raz wszedł do „trzydziestki” i zdobył zaledwie 1 punkt do klasyfikacji generalnej. Zawodnik, który zeszły sezon zakończył na 5 miejscu w Pucharze Świata, a na podium stawał siedem razy, miał być realną siłą w światowych skokach. Powinien nie tylko rywalizować z najlepszymi, ale po prostu najlepszym być. Najgorzej, że zła forma i problemy przyszły w sezonie Mistrzostw Świata i na rok przed Igrzyskami Olimpijskimi. Z powodu słabej dyspozycji i w celu regeneracji po upadku, Kamil Stoch nie pojedzie na przyszłotygodniowe zawody do Soczi. Niestety, nie będzie mógł skakać na obiektach, które w przyszłym roku będą arenami najważniejszej imprezy czterolecia.

Już trzeci rok z rzędu powtarza się sytuacja, gdzie podczas Letniej Grand Prix Polacy spisują się bardzo dobrze, co by nie powiedzieć świetnie, a w zimie wyniki są marne. Tak było w 2010 roku. Kamil Stoch zajął drugie miejsce w generalnej klasyfikacji, Adam Małysz był trzeci, a piątą lokatę zajął świetnie debiutujący Dawid Kubacki. Wysoko byli również Maciej Kot i Rafał Śliż. Stoch nie zawiódł gdy spadł śnieg i mimo średniego początku sezonu ostatecznie był 10, Małysz oczywiście też nie zawiódł (tutaj ukłon w stronę mistrza) i w „generalce” był trzeci. Reszta gdzieś się zatraciła. Kubacki i Kot nie zdobyli nawet punktu w pucharze, a reszta ledwo je kolekcjonowała. Rok później sytuacja niemal bliźniacza. Ponownie trzech Polaków w dziesiątce klasyfikacji generalnej Grand Prix i ponownie pół roku później te wyniki nie wyglądały tak dobrze. Znów tylko Stoch utrzymał formę, ale nie mogło być inaczej, stał się przecież liderem kadry. W tym roku Stoch w lato był oszczędzany, ale Kot i Kubacki znów pokazali się z bardzo dobrej strony. Zaczął się sezon zimowy i historia znów się powtarza. Wiadomo, że zawody letnie nie są traktowane na 100 % przez zawodników, ale też nie jest tak, że zupełnie nie przywiązują do nich wagi, a te zawody nie odzwierciedlają umiejętności skoczków. W latach 2005-2010 zwycięzca Letniego Grand Prix triumfował w kolejnym sezonie w zimowym Pucharze Świata.

Przyczyn takiego obrotu sprawy jest wiele i na pewno nie wszystkie zostały znalezione. Problemem bez wątpienia jest psychika. Widać to właśnie w różnicy między skokami treningowymi i konkursowymi. Na luzie z zimną głową Polacy skaczą znacznie lepiej, gdy przychodzi stres - zacinają się. Podobnie z zawodami podczas Letniej Grand Prix. Zawody nie o tak dużej randze co zimowy Puchar Świata, odbywające się przy mniejszym udziale publiczności, nie paraliżują polskich zawodników. Widać, że umiejętności są, ale słaba psychika daje o sobie znać. Inną przyczyną, często przytaczaną przez fachowców jest też problem juniorskiej drogi zawodnika. Widzimy to doskonale w przypadku polskich skoków. Od czasu kiedy Adam Małysz zdobywał sukcesy i wypromował ten sport w kraju, powstało dużo szkółek i programów przygotowujących młodzież. Od kilku lat widać duże sukcesy w niskich grupach wiekowych. Mamy medalistów mistrzostw świata różnych kategorii wiekowych indywidualnych i drużynowych. Warto zwrócić uwagę na to, że nie przekłada się to na dorosły sport, a przecież ma to być przedsionek a nie punkt docelowy. Trzeba prowadzić juniora dobrze, nie nastawiając go na sukcesy tu i teraz, ale przede wszystkim na karierę seniorską. Widoczne było to w przypadku Mateusza Rutkowskiego, który nie poradził sobie z presją. Były mistrz świata juniorów po ogromnych sukcesach juniorskich, pogubił się. Uciekł w alkohol i nigdy nie pokaże jak wielki potencjał w nim drzemał. Jest to oczywiście skrajny przypadek, ale bardzo obrazowy.

W Polsce talentów nie brakuje. Chociażby Klemens Murańka, który w wieku 10 lat, skoczył 135,5 metra na Wielkiej Krokwi w Zakopanem. Teraz ma już 18 lat, a w dorosłych skokach nie może sobie na razie poradzić. W jego wieku Gregor Schlierenzauer rozpoczynał sezon, w którym zdobył kryształową kulę za wygraną w Pucharze Świata. Świat nam ucieka, a my jak na razie nie potrafimy go dogonić, albo chociaż dotrzymać mu kroku. Nie jest na pewno rozwiązaniem rewolucja polegająca na zwolnieniu trenera. Zwłaszcza, że Kamil Stoch mówi, że jeśli zwolnią trenera, on też odejdzie. Trzeba się jak najszybciej pozbierać, bo powrót z zupełnego niebytu jest bardzo trudny i wymaga czasu (przykład Niemców) a świat na Polskę czekać nie będzie.  

Wyświetlenia: 2326
Proponowane artykuły
obrazek

Sport

Kornel Radecki

5.11.2012

Młoda Dama

Kornel Radecki

Piłka nożna w Italii od jakiegoś czasu przebywa w kryzysie. Dobitnie obrazuje to ranking UEFA, gdzie Serie A leci na łeb na szyję, a w zeszłym sezonie straciła jedno miejsce w Lidze Mistrz&oacu