Wolne-dziennikarstwo.pl - Kosmici obywatela Kane'a
wolne dziennikarstwo


Wszyscy pamiętamy przykład podawany na lekcjach przez nauczycieli jako prowokację idealną. Najazd Marsjan w latach 30'. Audycja „Wojna światów” w ramach słuchowisk Wellsa. Transmitując na żywo rzekomą inwazję przyczynia się do fali paniki w New Jersey. Orson Welles wraca po trzech latach. Tym razem figuruje jako reżyser.

W filmowym dodatku do Gazety Wyborczej (Filmowy magazyn do czytania) artykuł. O Obywatelu Kane'ie. Od wielu lat uważanym za najważniejsze dzieło filmowe XX wieku (według zestawienia Amerykańskiego Instytutu Filmowego). Artykuł. Właśnie – czemu by nie napisać o Obywatelu?  

Obraz - wyostrzenia, które pomagają nam, współczesnym, nie zmęczyć oka. Przełknąć wszechobecne odcienie szarości. Czarno-biały obraz rekompensują nam ujęcia bez widocznego pierwszego planu. Sięgamy okiem w dal, a przestrzeń przybliża się do nas. Z tła bije swing. Hollywoodzki szyk lat 30 i 40.

Zamek Xanadu ulokowany jak posiadłość Edwarda Nożycorękiego czy Frankensteina. I jak w obu tych przypadkach, bohater, choć nie jest niedokończonym wymysłem szalonego naukowca, czy monstrum będącym wypadkową nieudolnej próby stworzenia człowieka idealnego, to jest równie samotny jak wspomniane twory. Dobre chęci Kane'a psuje nieudolne wykonanie. Edward pociął twarz Kim, chcąc jej dotknąć. Kane rani ukochaną, chcąc z niej zrobić diwę operową. By spełnić jej marzenia. Później – już tylko swoje. Dążąc do celu za wszelką cenę (która nie gra dla niego zbyt wielkiej roli). Jest przekonany, że może wykupić jej względy. Tymczasem kończy na torturowaniu żony kolejnymi ćwiczeniami partii wokalnych. Kane to amant (jak na tamte czasy). Imponuje swoją pozycją. I nie posiada za grosz wyczucia.

Podobał mi się, nie wiem czym mnie ujął. Dynamika równa zeru. Przypomina mi oskarowy Good Night and Good Luck z Clooneyem i Robertem Downeyem Jr. I o ile nad aparycją Clooneya się rozpływam (chyba, że jest karykaturą samego siebie, co zdarzyło mu się w najgorszym z długometrażowych Batmanów), o Downeyu już nawet nie wspomnę (rozpływam się podwójnie), to w tym przypadku nawet obaj panowie nie powstrzymali mnie przed przerwaniem seansu po piętnastu minutach. Co dalej nie pozwala mi wyjaśnić co w tym Kane'ie takiego niezwykłego, że dotrwałam do końca. Co w tym Kane'ie takiego niezwykłego, że pretenduje do miana arcydzieła.

Wyświetlenia: 1170
Proponowane artykuły