Wolne-dziennikarstwo.pl - Demokracja bezpośrednia w poważaniu
wolne dziennikarstwo


Demokracja bezpośrednia przejawia się w takich formach, jak referendum, czy inicjatywa ustawodawcza. Te rarytasy, które proponuje nam Konstytucja, nijak napawają w optymizm. Tym bardziej, jeśli przeanalizujemy kilka suchych faktów.

Kiedy premier Donald Tusk ujawnił swój plan na temat podwyższenia wieku emerytalnego, w polskim społeczeństwie zawrzało. Tych, których ekonomiści z Gazety Wyborczej nie przekonali do rządowego pomysłu, reprezentowała NSZZ Solidarność, z Piotrem Dudą na czele. Ogólnokrajowa akcja, która miała na celu ukazanie skali niechęci Polaków do zrównania i wydłużenia wieku emerytalnego do 67 roku życia, skończyła się niewiarygodnym sukcesem. Pod petycją w sprawie referendum podpisało się niemal 2 miliony obywateli. Mówiąc wprost i za przeproszeniem, Donald Tusk miał ich wszystkich w poważaniu.

Solidarna Polska z niemałym rozgłosem, zaprotestowała przeciwko rozporządzeniu ograniczającym lekcje historii w szkołach średnich. Akcja społeczna Przywracamy lekcje historii do szkół! uzyskała liczny komitet honorowy, w skład którego weszli między innymi Rafał A. Ziemkiewicz, Paweł Kukiz, Robert Winnicki, czy ks. Isakowicz – Zaleski, a także liczne grono profesorów. Działacze SP wychodząc naprzeciw ludziom, zbierali podpisy „na ulicy”. W efekcie liczba zwolenników wyniosła 150 tysięcy. Wszystkich tych, koalicja PO – PSL okazała się mieć w poważaniu, ponieważ projekt został odrzucony już w pierwszym czytaniu.

Członkostwo w Unii Europejskiej niesie za sobą różne konsekwencje. Jedną z nich jest GMO, czyli żywność genetycznie modyfikowana. W protesty włączyły się opozycyjne partie polityczne, NSZZ Solidarność, tzw. celebryci. Mimo apeli i protestów, prezydent Bronisław Komorowski złożył stosowny podpis, który skutkuje rejestracją i obrotem w Polsce nasionami genetycznie zmodyfikowanymi. I nie pomogła nawet piękna Dorota Rabczewska, która okazała się być naczelnym ekspertem ds. GMO. Przynajmniej w mediach. Jednak patrząc na Pierwszą Damę, prezydent Komorowski nie gustuje w blondynkach. To mogłoby wyjaśniać, dlaczego taki komitet mógł mieć w poważaniu.

Niektórzy śmiali się lub co najmniej dziwili, kiedy w 2011 roku powstawało nowe Ministerstwo Cyfryzacji i Administracji. Kiedy dzisiaj mamy do czynienia z cyfryzacją telewizji naziemnej, pewne kwestie okazały się bardziej jasne. KRRiT oświadczyła, że fundacja Lux Veritatis nie otrzyma koncesji na nadawanie programu na cyfrowym multipleksie. Decyzja wywołała lawinę skarg i protestów. Na ulicę w wielu polskich miastach wyszło tysiące Polaków. „Napływ listów w tej sprawie można określić jako masowy” takie słowa wypowiedział dyrektor jednego z biur Rzecznika Praw Obywatelskich. A jeśli wierzyć Naszemu Dziennikowi, do KRRiT wpłynęło około 2 miliony protestów. Wszystko to na nic, wszystkie inicjatywy w poważaniu, wszystkie prośby i zażalenia. Jednak ten temat prędko nie ucichnie i będzie najtwardszym orzechem do zgryzienia dla obecnego establishmentu.

Zatem przeciętnemu Kowalskiemu zostaje jedynie możliwość skreślenia Nowaka w wyborach powszechnych, jako formie demokracji pośredniej. A później zostają już tylko modły. Licząc na to, że ani pierwszego, ani drugiego, nikt nie będzie miał w poważaniu.

Wyświetlenia: 2349
Proponowane artykuły