Wolne-dziennikarstwo.pl - Wszyscy jesteśmy hipsterami
wolne dziennikarstwo


Szkoda mi hipsterów. Wyśmiani przez innych, wrzuceni do jednego worka razem z EMO, wciąż parodiowani, zagubili się gdzieś. Wydaje mi się, że teraz podejrzliwie spoglądają jeden na drugiego, szukając wśród swoich Brutusa.

Kto ich wkopał? Przez kogo stracili w oczach innych? I na litość boską, kiedy stali się na tyle mainstreamowi, że ktoś w końcu przyczepił metkę do tego kolażu kapeluszy, zerówek Ray-Ban, tekturowych kubków ze Starbucks, wąsów, tatuaży, koszulek „w serek”, spodni tak ciasnych, że skupiają wzrok bynajmniej nie na kolanach, winyli i Lucky Strike'ów?

Według tych parametrów, dorzucając jeszcze np. koszule w kratę czy Indie Rock dałoby się opisać pół świata, od kanadyjskich drwali (znanych wielbicieli kratki) począwszy, na motocyklistach skończywszy (tatuaże są, ciasne spodnie i wąsy też, ale nikt ich „pedałami”, jak hipsterów nie nazwie. Chociaż w sumie chciałabym to zobaczy.ć). Na kim więc powinniśmy wieszać psy? Czy na faktycznych hipsterach, których tak naprawdę nie da się zlokalizować, a co dopiero zdefiniować, bo unikają metek, a przede wszystkim rozgłosu (to dopiero mainstream!)? A gdyby tak spojrzeć od drugiej strony, na tych, co na hipsterów usilnie się kreują? I tu chyba leży sedno problemu.

Zapominamy przecież, że hipster to nie wynalazek ostatnich kilku lat. Funkcjonują sobie już od dobrych paru dekad – wspomina o nich w swojej autobiografii nawet Keith Richards, opisując przełom lat 60 i 70, a wszechwiedząca Wikipedia określa ich początkowo jako fanów jazzu z lat 40. Możemy więc stwierdzić, że to kolejna moda, która podobnie do dzwonów czy sukienek w kropki, w którymś momencie powróciła. Tym razem jednak została w dosyć brutalny sposób potraktowana.

Nie twierdzę, że hipsterzy nie są trochę sami sobie winni. Jeżeli tworzymy jakieś ekskluzywne koło własnej adoracji, bo tak spokojnie mogą się określać, to prędzej czy później znajdą się nie tylko hejterzy, ale i tani naśladowcy, niezaznajomieni z tajnikami bycia hipsterem. I potem wychodzą takie niuanse jak oczywiste, ale jakże „celne” prawdy życiowe pisane Helveticą na prześwietlonych, trochę zbyt żółtych lub pomarańczowych zdjęciach, czy szukanie sensu istnienia u Paulo Coelho.

Wyświetlenia: 1594
Proponowane artykuły