Wolne-dziennikarstwo.pl - Wyprzedaże czas zacząć
wolne dziennikarstwo


Święta za nami, a choinki i bombki na wystawach zostały zastąpione obniżkami do -70%. Nagle sweter w renifery, którego w życiu byśmy nie założyli, uważamy za krzyk mody. Czemu nie kupić, skoro kosztuje tylko 30 złotych? Przecież nigdy nie trafię swetra za tak śmieszną cenę! Do tego dochodzą jeszcze góralskie kapcie z bąblami za 10 złotych i szalik z głową lisa za jedyne 15 złotych. Mieliśmy kupić tylko skarpety, a dajemy się wciągnąć w szał wyprzedaży.

Co roku większość ludzi czeka na pojawiający się w witrynie sklepowej napis: WYPRZEDAŻ. Przygotowuje portfele, łokcie ułatwiające przepychanie i ćwiczy palce, żeby z łatwością wyrwać przeciwnikowi upatrzony wcześniej towar. Chociaż rzecz nie do końca nam się podoba, to cena sprawia, że zaczynamy uważać, iż głupotą byłoby wypuścić z rąk taką okazję. Co z tego, że później jedynie będzie oglądać czeluście naszej szafy. Opłaca się, kupię.

Co ma wpływ na nasze decyzje? Według brytyjskiego psychologa, Tima Denisona, znaczenie ma nawet tło na jakim znajduje się napis WYPRZEDAŻ. Jak magnez przyciągają barwy biało-czerwone (i bynajmniej nie chodzi o barwy narodowe). Kojarzą się z ciepłem, ze świętami. Tim radzi jednak byśmy nie dali się na to nabrać, gdyż nie każdy taki napis świadczy o niepowtarzalnych okazjach.

Wydawałoby się, że tylko kobiety tracą głowę podczas wyprzedaży. Błąd. Chociaż większość uważa, że mamy skłonności do zakupoholizmu (lepsze to niż inne nałogi), to kobiety umieją lepiej przekalkulować czy opłaca się daną rzecz kupić. Mężczyźni po prostu popatrzą na cenę, która jest przekreślona i nie zastanawia się, ile koszula czy spodnie kosztowały wcześniej (a różnica wynosi 5 złotych). Kupuje. Kobiety natomiast potrafią wywęszyć niepowtarzalną okazję. Jednak zwykle kończy się to tak, że wychodzimy z centrum handlowego z wielkimi siatami wielkości worków na śmieci i rzeczami, których i tak nigdy nie włożymy. Psycholog biznesu, Leszek Malibruda mówi, iż Polacy kupują coraz więcej nie z powodu większej ilości pieniędzy, ale dlatego, że odczuwają satysfakcję. 20% Polaków kupuje spontanicznie, pod wpływem impulsu, nie zastanawiając się, czy dana rzecz jest im potrzebna. Dodatkowo działają na nas niekończące się kolejki. Widząc taką, w naszej głowie przepala się bezpiecznik i niczym drapieżnik rzucamy się na wieszaki, bo jeśli nie udamy się na polowanie jak najszybciej, to nic dla nas nie zostanie. „Poziom stresu podczas styczniowych wyprzedaży jest porównywalny do tego przeżywanego przez pilotów wlatujących w strefę walk” – mówi Tim Denison.

Jak można zauważyć, w Polsce to zjawisko nie nabrało jeszcze aż takiej mocy. Sieci sklepów nie rozumieją słowa wyprzedaż i tego, że przecena towaru o 5 złotych to żadna okazja. Zwykle za niską cenę możemy kupić rzecz, która jest kompletnym niewypałem, nikomu się nie podoba i zalega w magazynie. Stopniowo jednak sytuacja zaczyna się zmieniać. Wystarczy wejść do któregoś z centrów handlowych w większych miastach. Sklepy dosłownie prześcigają się w zdobywaniu klientów. Chociaż obniżki o -50% są zachęcające, nie widać kolejek i scen walk niczym z filmów akcji. A szkoda.

Z dość interesującą sytuacją miałam do czynienia, gdy obok Biedronki został postawiony namiot, gdzie można było po okazyjnej cenie zakupić sprzęt elektroniczny. Jedna z ekspedientek wjeżdżała z towarem, mając strach w oczach i obawę, że może zostać znokautowana. Po chwili usłyszałam tylko okrzyk: Hura! Jest! A następnie odgłosy przypominające rozwścieczone małpy w dżungli. Walkom nie było końca, aż w końcu musiała przyjechać policja.

Jednak i to jest niczym w porównaniu do tego, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych. „Black Friday”, dzień po Święcie Dziękczynienia, to trwające 24 godziny zakupowe szaleństwo. Tradycja ma już około 70 lat i wciąż jest dniem, w którym sklepy mogą odrobić swoje straty. Już na kilka dni przed tym, podobnie jak w czasach PRL-u, przed sklepami ustawiają się tłumy ludzi. W końcu drzwi się otwierają i zaczyna się safari. Bójki, stosowanie gazu pieprzowego czy nawet strzały z pistoletu – czego się nie robi, żeby kupić 42-calowy telewizor, czy konsolę Xbox za 199$? Z roku na rok jest coraz więcej poszkodowanych, jednak nawet to nie jest w stanie zniechęcić Amerykanów do uczestnictwa w zakupowym szaleństwie. Jak bezmózgie zombie rzucają się na towar. Co tam, że być może zostaną poniesieni przez tłum i wylądują na pogotowiu z połamanymi nogami – z Xboxem w ręce świat od razu wydaje się piękniejszy.

Co zatem zrobić, żeby nie dać się zwariować i nie kupować wszystkiego, co nam wpadnie w ręce?

  1. Jeśli chodzi o kobiety, lepiej kiedy będą się wybierały na zakupy z mężczyzną, niż z przyjaciółką. Faceci szybciej tracą cierpliwość i po 70 minutach łażenia po sklepach mają dość. Z nimi też kobieta spędzi w sklepie mniej czasu, bo średnio 4 minuty, z koleżanką – 9.

  2. Podczas zakupów przemieszczaj się po sklepach z kartką, na której zapisuj ceny i nazwę rzeczy, która ci się spodobała. Po 10 minutach wróć do danego miejsca i przyjrzyj się towarowi jeszcze raz. Jeśli nadal ci się podoba, możesz spokojnie kupować.

  3. Raz na jakiś czas zrób w szafie porządek i powyrzucaj lub pooddawaj rzeczy, których już nie używasz. Jak twierdzi psycholog Leszek Malibruda, gromadzenie rzeczy budzi w nas poczucie winy.

  4. Jeśli możemy kupić 3 rzeczy w cenie 2 zastanówmy się, czy ta 3 jest nam naprawdę niezbędna.

  5. Podczas zakupów lepiej płacić gotówką. Kiedy nasz portfel robi się coraz szczuplejszy, banknotów ubywa, wtedy zdajemy sobie sprawę z tego, ile już wydaliśmy.

Udanych zakupów! ;)

Wyświetlenia: 3023
Proponowane artykuły