Wolne-dziennikarstwo.pl - Film o niepamięci zapadający w pamięci – „Memento” – Christopher Nolan
wolne dziennikarstwo


Dziś chyba nie ma na świecie szanującego się kinomaniaka, który nie słyszałby o trylogii o Batmanie („Batman Początek”, „Mroczny Rycerz”, „Mroczny Rycerz powstaje”), stworzonej przez Christophera Nolana. Nim jednak reżyser ten zajął się adaptacją filmową wyżej wspomnianej komiksowej postaci, w 2000 roku stworzył inne interesujące dzieło.

Bez peleryny, bez szalonego makijażu Jokera. Nie tak kasowe, nie tak komercyjne, bez ogromnej ilości wybuchów, kaskaderów czy eksplozji.
„Memento” bowiem mogłoby istnieć także jako przedstawienie teatralne.
Co wyróżnia ten obraz spośród setek innych kryminałów? Najważniejszym wyznacznikiem jakości (nie jedynym na szczęście) i oryginalności jest tutaj montaż. Film bowiem opowiadany jest „od tyłu”. Poznajemy zakończenie historii, a następnie płynnie cofamy się w czasie. Ułatwia to błyskawiczną identyfikację z głównym bohaterem, Leonardem Shelbym (Guy Pierce). Razem z nim odkrywamy kolejne karty w zawiłej układance jego umysłu. Co ciekawego jest w labiryncie wspomnień Leonarda? Otóż ich częściowy brak. Brzmi dziwnie? Być może, ale nieraz zdarza się nam zjeść dziwnie wyglądającą potrawę, która okazuje się smaczniejsza niż mogłyby na to wskazywać oczy. Leonard to były detektyw, który na skutek obrażeń w czasie napadu nie potrafi zapamiętać zdarzeń sprzed mniej więcej 15-20 minut. To tak zwany brak pamięci krótkotrwałej. Nie przeszkadza mu to jednak tropić człowieka, który zgwałcił i zamordował żonę Leonarda. Śledztwo ułatwia sobie notatkami, zdjęciami i tatuażami na ciele. Tak sporządzana mapa prowadzi go do rozwiązania, które… Wolałby zapomnieć. 

Charakterystyczną rzeczą dla Christophera Nolana jest dbałość o szczegóły i detale. Głównie dlatego, że lubi być „Panem wszystkiego” w czasie realizacji filmu. Jest on nie tylko reżyserem „Memento”, ale i autorem scenariusza, który powstał na podstawie opowiadania „Memento Mori”, napisanego przez brata Christophera, Jonathana Nolana. 
W „Memento” nie uświadczymy dłużyzn, niepotrzebnych scen czy dialogów, którymi wypycha się niektóre filmy. Jest za to klimat. Wszystko do czegoś popycha i do czegoś służy. Dzięki temu dzieło Nolana można oglądać wiele razy i zawsze odkryjemy coś nowego. Czasami bywamy zagubieni niczym główny bohater filmu, ale nie za sprawą nieudolności gry jakiegoś aktora, ale złożoności i zmienności występujących postaci. Nolan bawi się widzem jak kukiełką, podobnie zresztą jak Leonardem.

Jest to przy tym film, którego raczej nie polecam oglądać ze znajomymi czy z sympatią. „Memento” wymaga skupienia, analizowania, jasności umysłu i tylko tak na godzinę i 53 minuty staniemy się Leonardem Shelbym, upartym detektywem, którego największym pragnieniem jest zemsta.
Największą zaletą omawianego filmu jest sam pomysł. To tak jakby ktoś otworzył okno w zatęchłym i cierpiącym na brak pomysłów pomieszczeniu zwanym „Hollywood”. Choć od premiery minęło już 12 lat to wciąż miło się ten świeży powiew wącha. Oryginalność – to właśnie przyciągnęło mnie najbardziej. Gdyby „Memento” nakręcone było normalnym,  chronologicznym ciągiem, to z pewnością byłby po prostu solidnie nakręconym kryminałem. A tak?

Oceń sam, ale nie zapomnij obejrzeć.

Wyświetlenia: 2968
Proponowane artykuły