Wolne-dziennikarstwo.pl - Przejście przez sklep z pracami Street Artowców
wolne dziennikarstwo


Gdzie tkwi żart? Nawet nie wiem czy to był żart. Trudno mi było określić, które elementy filmu „Wyjście przez sklep z pamiątkami” były dokumentalne (nawet po końcowych napisach wyjaśniających - trudno wierzyć, bo to przecież Banksy, a to może być kolejna jego prowokacja), które quasi-dokumentalne, czy zwykłym wymysłem (bo to przecież Banksy). Trudno mi nadal wypowiedzieć pseudo Banksy\'iego (wciąż łamie na nim język, tak, jak kiedyś łamałam na sylabilizo... sylabizowaniu). Za to w filmie, jak w każdej z jego prac, widzę aluzję na aluzji w drodze do kolejnej. Posłużmy się więc nią!

Krótkie streszczenie. Tak na marginesie. Tekst właściwy kontynuowany będzie niżej.

Dokument przedstawia francuskiego sklepikarza, który zapragnął odnaleźć i zaprzyjaźnić się z Banksym, ulicznym artystą o nikomu nieznanej tożsamości. Zaczerpnięte z Filmwebu. Bo ujawniać więcej to grzech. A już na pewno spoiler.

Pokrótce – film o tym, jak łatwo zostać rozpoznawalnym, ucząc się na cudzych błędach. Zamiast na własnych. Idąc na najzwyklejszą łatwiznę (co zrobił MBW), nie wymyślając nic nowego. Kopiując to, czego mimochodem się nauczył, podglądając znajomych przy pracy. Jak łatwo zatem naśladować (żeby nie powiedzieć plagiatować). Jak łatwo wysługiwać się drabiną z ludzkich rąk w drodze do osiągnięcia własnego celu. Przywołuje na myśl ten, który uświęca środki Machiavellego albo inne po trupach do nich. Na szczęście pod koniec filmu pojawiają się wypowiedzi Sheparda Faireya (o którym później) i Banksyiego (o którym później) podtrzymujące przy jakichkolwiek moralach. Mówiące o szacunku, który jesteśmy w stanie otrzymać. Robiąc coś dobrze, nie szybko. I nie zawsze dla pieniędzy. Dzięki niemu - bez strachu, że szczeble naszej drabiny, które depczemy, wyłamią się jako szczeble i przed szereg.

Tym samym prace Mr.Brainwasha (MBW) odkładam w kąt. O wiele lepiej przyjrzeć się postaci Sheparda Faireya. To fajne logo Obeya, które znałam wcześniej okazało się być podobizną wrestlera (Andre the Giant). Uproszczoną przez Sheparda. A te plakaty z Obamą, którymi demokraci tak żwawo wymachiwali w 2008 roku, jest też jego autorstwa. A Banksy? Do niego odsyłam tutaj. Warto poświęcić niecałe dwie godziny na dokument nominowany do Oscara w kategorii najlepszy pełnometrażowy film dokumentalny za rok 2010. Warto. Gwarantuję, że po seansie przejrzycie kilka galerii z pracami ulicznej sztuki. Co i ja zrobiłam po.

 
Wyświetlenia: 1171
Proponowane artykuły