Wolne-dziennikarstwo.pl - Nowy stary mistrz
wolne dziennikarstwo



 Dzisiaj znów o siatkówce. W weekend poznaliśmy mistrza Polski, po raz pierwszy od siedmiu lat nie była to Skra Bełchatów. Zwycięzca o tyle nowy, iż pewnie niewiele osób pamięta, że w polskiej siatkówce mistrzem był kto inny niż Bełchatowianie, a stary dlatego, że ostatnie swoje mistrzostwo zdobył 37 lat temu, a w latach 70 byli potęgą. Resovia Rzeszów – bo o niej mowa – przerwała hegemonię Skry.

 Niby normalne, bo wszędzie tak się dzieje, że zespoły na przemian wiodą prym w krajowych rozgrywkach i tak jest we wszystkich niemal sportach, ale jednak nie tak do końca normalnie. Wspierana przez państwową spółkę drużyna z Bełchatowa z roku na rok była murowanym faworytem do złota. Na ich korzyść przemawiały finanse, doświadczenie, zgranie, psychika. W tym sezonie również tak było, a może nawet bardziej niż w poprzednich. Zespół zasilony przez zagranicznych zawodników, środkowym Wytze Kooistrą i młodymi siatkarzami z Bałkanów – Konstantinem Cupkovicem i Aleksandarem Anastasijevicem, miał wygrać zarówno Ligę Mistrzów jak i puchar i mistrzostwo Polski. Ale się tak nie stało i z tych trzech trofeów zdobyli tylko Puchar Polski. Nowi zawiedli, a przede wszystkim typowany na podstawowego zawodnika holender Kooistra, który koniec końców nie łapał się nawet do ”meczowej” dwunastki”.

 Zawiodła również psychika, która wydawała się największym atutem obrońców tytułu. Widać to było przede wszystkim w meczach finałowych, a zwłaszcza w spotkaniu numer dwa w Bełchatowie, kiedy to nerwy puściły zawodnikom, trenerowi, prezesowi i kibicom. Kulminacja miała miejsce w secie trzecim przy stanie 14:13 dla Resovii. Po ataku Lotmana w aut sędzia przyznał punkt Skrze, ale przyjezdni poprosili o sprawdzenie powtórek, czy czasem piłka nie otarła się o blok, no i tutaj powstał problem. Sędzia przy monitorze stwierdził, że piłka otarła się o rękę blokującego Kurka i punkt powędrował na konto Resovii. Gospodarze rozpoczęli kłótnię z sędziami, a trener Nawrocki za swoje zachowanie dostał żółtą kartkę i kolejny punkt wpadł na konto Rzeszowian. Siatkarze jeszcze długo nie mogli pogodzić się z decyzją arbitrów, ale czy blok był czy nie, może powiedzieć chyba tylko Kurek, lecz jak wiadomo sportowcy nie są skorzy do przyznawania się w takich sytuacjach.

 W tym momencie możemy płynnie przejść do Resovii, która po przerwie technicznej wypunktowała przeciwników wygrywając 25:15 i w całym meczu 3:1. Po spotkaniu zawodnicy i trener Skry okupowali jeszcze przez długi czas stoliki sędziowskie, komentując decyzję arbitrów w niezbyt kulturalny sposób. Tylko czy było o co robić ten cały cyrk? Kiedy seta przegrywa się do 15, to chyba nie jest wina sędziego, który jakiej decyzji by nie podjął, nie wiedziałby czy postąpił dobrze. W momencie gry na przewagi, przy rozstrzygających piłkach taka decyzja może być krzywdząca, ale nie sądzę, że w połowie seta, ten incydent miał aż tak kolosalne znaczenie. Jest pewna maksyma która mówi, że przegrywać też trzeba umieć i chyba tutaj jest jak najbardziej na miejscu.

 Pora jednak poświęcić uwagę mistrzom, którym na pewno należy się szacunek za to czego dokonali. Ten pojedynek nie był określany jako starcie Dawida z Goliatem, ale niewiele osób dawało jakieś szanse zespołowi z Podkarpacia. Po dwukrotnym pokonaniu Bełchatowian na ich terenie, jechali pełni optymizmu na mecze do swojej hali. Tam tylko w pierwszym spotkaniu dali się pokonać, ale w niedzielnym meczu pokazali się ze świetnej strony i nie dali złudzeń obrońcom tytułu, pokonując ich 3:0. Pokazali, że ten tytuł należał im się, a w meczach finałowych zaprezentowali siatkówkę w najlepszym wydaniu. Wszystko zaskoczyło w odpowiednim momencie, tryby zaczęły pracować jak należy. Zawodnicy, którzy dołączyli do zespołu przed sezonem wnieśli nową jakość. Spokój na rozegraniu zapewnił Lukas Tichacek. Bardzo dobrze wtopił się do składu również Amerykanin Lotman, który razem z Olegiem Achremem tworzył bardzo solidną parę przyjmujących. Świetnym ruchem okazało się też sprowadzenie Piotra Nowakowskiego z częstochowskiego AZS-u, który idealnie uzupełnił drużynę, a piłki jakie dostawał od rozgrywającego, łapał na wysokości nieosiągalnej dla blokujących przeciwnika. Po powrocie do najwyższej klasy rozgrywkowej, pomimo wielkich pieniędzy i dużej ilości transferów nie potrafili osiągnąć celu jakim było mistrzostwo Polski. Po kilku latach im się to jednak udało i to w wielkim stylu. Osiągnął go cały zespół, jednak głównym architektem był niemiecki bombardier – Gieorgij Grozer. To jego fantastyczne zagrywki i atomowe ataki pozwoliły pokonać Skrę i to w takim, a nie innym rozmiarze. Na pewno był to bohater finału i osoba bez której odebranie korony Bełchatowianom mogło by się nie wydarzyć. Szkoda tylko, że odchodzi z polskiej ligi, do Rosji, a konkretnie do Lokomotiva Bielgorod podpisując kontrakt jeszcze w trakcie meczów finałowych.

 Mistrza już poznaliśmy, ale do końca sezonu pozostały jeszcze dwa spotkania, decydujący o brązowym medalu mecz Zaksy Kędzierzyn z Jastrzębskim Węglem i o piątym miejscu pomiędzy Delectą Bydgoszcz i Tytatem AZS-em Częstochową. Ale jeszcze przed tymi spotkaniami można powiedzieć, że był to najciekawszy od lat sezon w PlusLidze i w jakimś sensie przełomowy. Brawa dla wszystkich zespołów i gratulacje dla Resovii Rzeszów za mistrzostwo.

Wyświetlenia: 1565
Proponowane artykuły
obrazek

Sport

Kornel Radecki

17.4.2012

PlusLiga na finiszu

Kornel Radecki

Za oknami coraz jaśniej, coraz cieplej, nieubłaganie, a może i ubłaganie nadchodzi wiosna. Naturalną więc koleją rzeczy, wszelkie inicjatywy sportowe przenoszą się spod dachu na świeże powi