Wolne-dziennikarstwo.pl - „Poradnik pozytywnego myślenia” – czyli jak negatywy przekuć na pozytywy.
wolne dziennikarstwo


Kto z nas nie chciałby myśleć pozytywnie pomimo tego, że świat wali nam się dookoła? Pat Solitano (Bradley Cooper) nie ułatwia życia sobie, ani bliskim. Los niejako może go usprawiedliwiać gdyż stracił pracę, żonę, dom, a ostatnie 8 miesięcy odsiedział w szpitalu psychiatrycznym. Nie oczekujmy jednak nawrócenia w stylu Soplicy. Pat nie jest złym człowiekiem, on jest po prostu trudny. Biega w worku na śmieci, nie umie powstrzymać się od najbardziej niewygodnych pytań i potrafi wszcząć awanturę w środku nocy z powodu niezadowalającego zakończenia książki, którą właśnie przeczytał. Przy tym wszystkim jest bohaterem do którego poczujemy sympatię, zwyczajnie pozytywnie zakręcona postać. W niczym nie ustępuje mu Tiffany (Jennifer Lawrence), młoda wdowa i uzależniona od seksu tancerka. Mieszanka wybuchowa, która nieraz się pokłóci, ale koniec końców oboje sobie pomagają.

Do filmu podchodziłem jak do komedii. Z czasem okazało się, że to jednak dramat z humorystycznymi momentami. Pozytywny dramat? Jak to możliwe? Otóż sposób przedstawienia historii zmusza do refleksji, uczy, wzrusza, ale przy tym jest lekki i chłoniemy go ze smakiem. Scenariusz filmu Davida O. Russela („Figter”, „Złoto Pustyni”) nie jest może fabularnie zakręconym thrillerem, który trzyma w napięciu przez cały seans. Pomimo to film ogląda się miło i przyjemnie. Nie jest to przy tym żadna głupawa historyjka romantyczna jakich wiele czy rozwałka w stylu „Maczeta”. To dzieło zrobione przez ludzi o ludzkich ludziach, dla ludzi. Tak określiłby je Pat wariat.

Właśnie ludzie są największą siłą „Poradnika pozytywnego myślenia”. Zarówno Jennifer Lawrence jak i Bradley Cooper zagrali postacie wielowymiarowe i pokazali, że drzemie w nich wielki potencjał. Powiem szczerze, że dotychczas Cooper wydawał mi się typowym przystojniaczkiem jakich w Hollywood wiele. Natomiast Panna Lawrence wydała mi się kolejnym ładnym produktem amerykańskiego kina, która przykuwa moją uwagę tylko ładną buzią. Cóż, jestem facetem i taka wola natury. Jednak po obejrzeniu „Poradnika pozytywnego myślenia”… Wciąż uznaję ją za piękną kobietę, z tym, że teraz nabrałem szacunku do aktorskich umiejętności. Nominacja do Oskara całkiem zasłużona. Cooper zagrał chyba najlepszą rolę w karierze i także wróżę mu świetlaną przyszłość. To nie jedyni wariaci w filmie, choć nie każdy z nich ma za sobą psychiatryk.

Pojawia się Robert De Niro w roli przesądnego ojca, który uparł się, że zarobi na restaurację parając się bukmacherką. Do tego dodajmy Chrisa Tuckera (przytyło mu się), czy terapeutę Pata, kończąc na „powściągliwie szalonym” kumplu Pata, Ronnim.

Ktoś zapyta – po co taki film? Co w nim wartego obejrzenia? To lekkość pozytywnego dramatu, co porównałbym do jedzenia ciężkostrawnego jedzenia bez przygód żołądkowych. „Poradnik…” ma jednak największą misję. Pokazuje, że nigdy nie jest tak źle by nie mogło być lepiej, a dramat może okazać się po prostu złem koniecznym by zmienić nasze życie na lepsze.

Wyświetlenia: 2698
Proponowane artykuły