Wolne-dziennikarstwo.pl - Bitwa polsko-polska, polsko-bałkańska czy tylko zabawa?
wolne dziennikarstwo


 Dokładnie rok temu został opublikowany mój tekst o stereotypach w sporcie i mediach (http://www.wolne-dziennikarstwo.pl/-75,Stereotypy_a_edukacja_(III_cz.)), widać gołym okiem, że te sprawy – z biegiem czasu i zakończeniem obecnych mistrzostw Polski w piłce nożnej – nadal są aktualne. Mało tego, jeszcze przybierają na sile, a głównie za sprawą sobotnich derbów „o Polskę”, jak przeczytałem na jakimś portalu, pomiędzy warszawską Legią a poznańskim Lechem.

Sportowym akcentem derbów się nie zajmę, ponieważ sam kilkakrotnie, nawet publicznie, określałem się jako „kibic salonowy krakowskiej Wisły”, pierwszej drużyny której przyglądałem się na żywo co dwa tygodnie zaraz po moim przybyciu do Polski w roku 1989. Chodzenie przez dobre kilka lat na te mecze, jeszcze na starym obiekcie przy Reymonta 22 na krakowskich Błoniach, spowodowały iż tą drużynę nadal sympatyzowałem niezależnie od mojego późniejszego miejsca zamieszkiwania.

Mnie interesuje bałkański wątek w tych dwóch drużynach i o tym jest ten tekst. Z czasem do polskiej Ekstraklasy w dużej liczbie zaczęto sprowadzać piłkarzy z innych krajów i to w znacznej mierze powiększyło popularność tej „najważniejszej drugoplanowej rzeczy” w życiu. Do tego media sprytnie nakręcały opinię publiczną na to, by w końcu opuścić wygodne fotele po sobotnich i niedzielnych obiadach rodzinnych i udać się na stadiony, by wspierać swoje drużyny. Canal+ od jakiegoś czasu zaczął transmitować wszystkie mecze polskiej ligi, też fachowo rozkładając plan gier aż na 4 dni, od piątku do poniedziałku. Miało to doprowadzić do większej popularyzacji piłki nożnej, walki z chuligaństwem, wzmocnienia dochodów finansowych klubów oraz samej stacji, a na ile im się to udało – pozostaje kwestią do omówienia przy innej okazji. Stadiony w Polsce – prawie wszystkie – zostały albo zmodernizowane, albo zbudowane na EURO 2012, a niektóre nadal są w (od)budowie. Piłkarze więc z Bałkanów, w tej mieszance dużych pieniędzy z zabawą, mieli odgrywać kluczową rolę. W międzyczasie tym tropem ruszyła i krakowska Wisła, projekt ten u niej jednak nie cieszył się takim powodzeniem, jak w Legii lub Lechu.

Punktem kulminacyjnym w tej machinie biznesowej miały być wspomniane Mistrzostwa Europy rozgrywane w naszym kraju w ubiegłym roku oraz sprowadzenie jeszcze droższych, bardziej wyróżniających się piłkarzy z zachodnio-europejskich lig piłkarskich. Pierwszy krok w tym kierunku dokonała warszawska Legia kontraktując kontrowersyjnego piłkarza rodem z Serbii, ale mającego paszport francuski, Danijela Ljuboję, z samej ligi francuskiej Ligue 1. Piłkarz ten w swojej karierze grał w takich drużynach, jak PSG, Stuttgart lub Hamburger SV, był także parokrotnym reprezentantem swojego rodzimego kraju słynącego z wielkiej liczby talentów i nazywanym kiedyś „europejską Brazylią” (nie ze względu na wyniki, lecz na ten nadmiernie wysoki odpływ piłkarzy w młodym wieku do znanych drużyn europejskich). Legia, zawsze mierząca po najwyższe cele, po ostatnich zmianach organizacyjnych już w pierwszym roku po zakontraktowaniu Ljuboi przeszła do grup pucharowych Ligi Europejskiej, przeszła nawet i etap dalej, nieszczęśliwie przegrywając w dwumeczu z późniejszym finalistą tych rozgrywek. U boku swojego rodaka Radovicia, Ljuboja – owszem nie minimalizując wkładu innych piłkarzy, przede wszystkim młodych niezwykle utalentowanych młodych chłopaków – stał się zatem główną postacią tego zespołu. Nie tylko przez decydujące bramki, które strzelał lub asystował innym, ale również na podstawie swojego często ekscentrycznego zachowania na boisku i poza nim. W tym pomagał mu dawno już wykreowany image piłkarza, który ze swoimi włosami robi pewnego rodzaju PR mający na celu skupienie uwagi i zrobienie wrażenia zarówno u kibiców, jak i u przeciwników. My, którzy go znaliśmy z naszych bałkańskich realiów, jakoś nie byliśmy zaskoczeni taką jego postawą. Po prostu na jego temat mówiliśmy przez śmiech „oto ten sam, stary dobry Ljubo z naszych czasów”, wskazując mimo wszystko na jego trudny charakter, ale także to że on był gwiazdą, że ma charakter, a tego to nikt dziś nie zaprzeczy.

Wcześniej jeszcze, pierwszy z serbskich piłkarzy, który w ostatnich czasach grał konsekwentnie w Legii i niewątpliwie stał się jedną z ikon bałkańskiej, zarazem i polskiej piłki nożnej, Aleksandar Vuković, odszedł ze stołecznego klubu i po krótkich dwukrotnych przygodach w Grecji znów trafił na polskie boiska zawodowe. Najpierw z powrotem do Legii, a potem i do Korony Kielce, gdzie niedawno ogłosił koniec swojej bogatej kariery. Popularny Vuko w koszulce Legii zdobył dwa tytuły mistrzowskie, po jeden raz pucharu Polski, pucharu ligi oraz Superpuchar, przy tym stał się najbardziej wyróżniającym się i utytułowanym piłkarzem rodem z Bałkanów w Polsce. Fenomen piłki nożnej jest taki, że zawsze trzeba znaleźć pewną medialną gwiazdę, wokół której ta symbioza biznesu z zabawą miałaby jeszcze większy sens. W międzyczasie na główną gwiazdę „wojskowych”, która absolutnie swoją grą i bramkami zasłużyła na takie miano, wykreowano Miroslava Radovicia, również byłego piłkarza Partizana Belgrad. Także po przyjściu z chorwackiego Dinama Zagrzeb wielką popularnością szybko od reszty odróżnił się skromny kapitan Legii, Ivica Vrdoljak. Warto też przypomnieć, że opaskę kapitańską przez wiele lat w Legii zakładał sam Vuković. Przez pewien czas grał tam i kolejny Chorwat Marijan Antolović, jak i Serb Srđa Knežević, ale po czasie podziękowano im za usługi. Znaczącą rolę w stołecznym klubie odgrywał i Macedończyk Panče K’umbev, ostoja formacji obronnej dawnego Groclina Dyskopolia i od 2008-2010 samej warszawskiej Legii.

Z drugiej strony, po zdobytym mistrzostwie w roku 2010 i stracie z tego samego lata swojej największej gwiazdy ostatnich lat (Roberta Lewandowskiego), Lech Poznań postawił na kontynuację już wcześniej ustalonej polityki w zakresie skautingu, czyli by poszukiwać wzmocnienia w nietypowych ligach. I trop nadal prowadził na: Bałkanów, Węgry (odnalezienie np. Artjoma Rudniewa ostatecznie sprzedanego do niemieckiego Hamburgera SV oraz ostatnio Gergő Lovrencsics’aokazały się strzałem w 10-kę), aż po Szwecję (skąd zimą do Lecha przybył w tej chwili jeden z najlepszych pomocników polskiej ekstraklasy, Fin Kasper Hämäläinen). Z mojego rodzimego regionu, pamiętam że w pewnym momencie 5-6 lat temu w Lechu grało aż 9 lub 10 bałkańskich piłkarzy, praktycznie nie było kraju skąd nie byłoby choć jednego przedstawiciela (Macedonia, Serbia, BiH, Chorwacja, Bułgaria, w pewnym okresie w treningach brał udział także piłkarz z Czarnogóry). I jak i w Legii, na stadionie przy ul. Bułgarskiej w Poznaniu również nikt nie zwracał uwagi na ten fakt. Ani polscy, ani inni zagraniczni piłkarze się nie sprzeciwiali tej koncepcji, ani media. Tytuł mistrza z 2010 był po prostu konsekwencją dobrze wykonanej roboty w klubie i na murawie, a kibicom nie dość że nie przeszkadzały te transfery, lecz Štilić, Injac, Đurđević, Tanevski, Micanski, niedawno zmarły bramkarz Turina czy obecnie grający Burić, Tonev i Ubiparip, stali się prawdziwymi filarami gry poznańskiej „Lokomotywy”. Sam wiem, jaką sympatią i szacunkiem cieszyli się i nadal cieszą wśród kibiców nie tylko popularnego „kotła”, ale i całego piłkarskiego środowiska. Również, jak Vuko, Rado, Ljubo (ksywy w/w piłkarzy) i Ivica wśród „Żylety” i szerzej.

Wszyscy jednak pamiętamy co stało się w minioną środę. Po wygranym pucharze Polski, dwaj wspomniani najlepsi gracze Legii do późna w nocy zabalowali w pewnym warszawskim klubie nocnym, i w konsekwencji Danijel Ljuboja został odsunięty od składu, a Miroslav Radović po publicznych przeprosinach za swoje nietaktowne zachowanie skierowanych do władz oraz kibiców Legii otrzymał tylko karę pieniężną, by po kilku dniach ponownie jednak znaleźć się w składzie Legii. I zaczęło się: ogólnie w mediach i na portalach społecznościowych odbywały się gorące dyskusję na temat tego czy słusznie takiego zasłużonego piłkarza, jak Ljuboja, odsuniętego od składu (pojawiły się informacje, że prezes Legii – który tej feralnej nocy również znalazł się w tym samym klubie co i ci dwaj – nie chciał przedłużyć z nim kontraktu i czekał tylko na pretekst). Nie ukrywam, że sam na swoim profilu na Facebook’u prowadziłem zawziętą, ale kulturalną dyskusję z moją znajomą, redaktorką jednego z legionistycznych portali oraz byłego piłkarza Legii rodem z Macedonii, jednego z moich najlepszych przyjaciół w życiu prywatnym, wspomnianego K’umbeva. Akcenty były różne, głównie skupiało się na tym, że „przesadzili z tym karami, szczególnie odsunięciem Ljuboji od składu drużyny dla której tak dużo dał i to w przeddzień najważniejszych potyczek przed zakończeniem obecnego sezonu”, że „polscy piłkarze również piją po meczach i to nic strasznego nie jest”, po to, że „trener Urban nie lubi piłkarzy z Bałkanów” i że „ten incydent z udziałem przede wszystkim Ljuboji idzie na korzyść jego przekonań”.

Punktem kulminacyjnym był tekst, który przeczytałem w Internecie, gdzie autor (trudno jednak go tak nazwać po tym, jak określił całą tą sprawę) publicznie nawoływał do zakończenia „dyktatury serbskiej” w Legii, a także wywołały kontrowersje jego ‘refleksje’ na temat fryzury Ljuboji określając ją jako „idiotyczną”. Pod pretekstem rzekomego „dyktatu” oraz „terroryzowaniu kolegów” w szatni, autor pisze dalej, że „[…] o tym, że Ljuboja i Radović rządzą w szatni lidera Ekstraklasy słyszeliśmy już od dłuższego czasu. Obaj mieli być aroganccy, trzymać się razem, wyśmiewać młodszych zawodników, stroić fochy i lenić się na treningach”. A w jaki sposób zbudowali ten poprzedni wizerunek i tyle osiągnęli wraz z kolegami na boisku? Na koniec pisze, że czas najwyższy odciąć „pępowinę”, która Ljuboję utwierdza w przekonaniu, iż jest „niezastąpiony” i proponuje skupić się m.in. na etosie pracy i hierarchii w klubie (pełna zgoda, ale czy to wszystko?). Jeszcze wulgarnie kończy słowami, że „[…] jeśli młodzież w Legii ma tę prawdę zrozumieć, trzeba pokazać im to palcem. I czynem, słowa nie wystarczą. Nie jeśli w szatni dalej panoszyć się będzie pewien podstarzały Serb z idiotyczną fryzurą”. Czyli wątki pozasportowe (fryzura, zachowanie, wiek) jednak okazały się ważniejszym elementem w postrzeganiu jego osobowości, umiejętności i charakteru, a nie przez to, że w 55 meczach do tej pory strzelił aż 23 gole i asystował tyle samo razy przy bramkach strzelonych przez kolegów? Nie ukrywam, że odebrałem kilka telefonów wykonanych do mnie przez moich znajomych z Bałkanów mieszkających w różnych zakątkach Polski i wszystkich (niezależnie z którego kraju pochodzą) łączyło jedno – wielkie oburzenie.

Owszem, za swoje ostatnie bezsensowne wyczyny popularni Ljubo i Rado mają odpowiadać, tzn. obaj piłkarze już ponieśli konsekwencje!W sobotę jednak są derby wspomnianych drużyn, które mają przesądzić o mistrzostwie Polski. Z piłkarzami z Bałkanów w składach czy bez, nieważne. Legia i Lech ciężko i cierpliwie budowali swoje kariery o wiele wcześniej, niż do nich zaczęła docierać młodzież z tego regionu Europy. Dlatego nie wolno ani w Internecie, ani w prywatnych rozmowach przez pryzmat tego ostatniego nieprzemyślanego epizodu budować wizerunku o piłkarzach bałkańskich. Co by było, gdyby tak reagowano w Anglii na wyczyny Cantony, Keane’a, Rooney’a, Defoe czy ostatnio Suareza? O ile wiem, nadal są gwiazdami. Owszem, aspekty edukacyjne zawsze trzeba w tych sprawach uwzględniać, ale nie wymagajmy od piłkarzy – jak ktoś słusznie napisał – by oni wszyscy byli papieżami. Są tacy sami jak i my, ludzie z krwi i kości, są po prostu normalnymi ludźmi. Do tego bardzo przyjaznymi i tolerancyjnymi wobec innych, obcych. Tacy są również polscy piłkarze, sam wiem że między jednymi a drugimi zawsze tworzył się świetny klimat polegający na wspólnej pracy, poszanowaniu odmiennych kultur, a jeszcze częściej i na żartach. I nikt tego nie zmieni, nawet najbardziej nawiedzony autor czy portal. Bo zawsze znajdzie się ktoś, kto temu będzie mocno przeciwstawiać. Wielkie derby w sobotę to okazja do przyjemności sportowej dla nas wszystkich, do zabawy transnarodowej i – jak przystało o takich wydarzeń mówić – niech wygra lepszy. A nie „polska”, „bałkańska” czy „europejska” opcja w Lechu czy Legii.   

Wyświetlenia: 2163
Proponowane artykuły