Wolne-dziennikarstwo.pl - Cyrk na kółkach – czyli jak ”Koksu” zbił Najmana
wolne dziennikarstwo


Tragikomedia, żenada, katastrofa, profanacja - to tylko niektóre zwroty jakimi można określić pojedynek Roberta Burneiki i Marcina Najmana podczas gali MMA Attack 2, która odbyła się 27 kwietnia w katowickim Spodku.

Dużo więcej działo się wokół tej walki niż w samym oktagonie(ośmioboczna klatka). Smutne, że większość kibiców, których było swoją drogą bardzo dużo, przybyło do Spodka przede wszystkim, aby zobaczyć walkę ”Hardkorowego Koksa” z Marcinem ”El Testosteronem” Najmanem, mimo iż w poprzednich pojedynkach jak i w następnym występowali niezłej klasy zawodnicy, na pewno o niebo lepsi od wymienionych powyżej. Niestety tak to jest, że celebryci wkraczają we wszystkie sfery życia. Jedni jak chociażby niejaka Frytka zasiadają na trybunach ”fascynując” się galą MMA, a inni jak chociażby Najman, biorą w takiej gali udział jako zawodnicy, każdy robi to co lubi, szkoda jednak, że nie to co potrafi najlepiej. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że w takim wypadku, ”El Testosteron” nudziłby się niezmiernie.

Teraz parę słów o samej walce. Już. To by było na tyle, bo z akcji czysto sportowych, nie było niemal nic, poza szalonymi front kickami w korpus i słabymi atakami pięściami, bo spacer po ringu nie wywodzi się z żadnej dyscypliny sztuk walki. Chociaż trzeba przyznać, że Burneika spacerował znacznie lepiej od Najmana, uchronił się też przed zbytnim zasapaniem, co przy 124 kilogramach mięśni nie jest takie proste.

Dyscyplina, w której obaj panowie się starli, w prostym tłumaczeniu z angielskiego brzmi ni mniej ni więcej – mieszane sztuki walki. Tutaj następuje jeden z wielu paradoksów podczas owego spotkania, bowiem Robert Burneika wywodzi się z... kulturystyki, a to sztuka walki żadna. Natomiast dyscypliną macierzystą jego przeciwnika jest szlachetny boks. W oktagonie nie miało to jednak żadnego urzeczywistnienia, bo walka przypominała trochę bijatykę na przerwie w podstawówce i to pomiędzy dosyć bojaźliwymi chłopcami. Koniec końców wygrał kulturysta, całkowicie obnażając brak jakichkolwiek umiejętności walki Najmana i po raz kolejny ośmieszając go w obliczu ludzi na trybunach i milionów telewidzów. Jednak nie tylko przeciwnik owego wieczoru jechał, mówiąc kolokwialnie, po Najmanie. Rozpoczął to Przemysław Saleta, podczas rozmowy z redaktorem Borkiem przed walką, twierdząc, że z dwóch walczących sportowcem jest jedynie ”Hardkorowy Koksu”. Ale jak wiadomo Saleta i Najman nie pałają do siebie zbytnią sympatią, co by nie powiedzieć, że się nie cierpią. Jechała po ”El Testosteronie” też publiczność, najpierw witając go gromkimi gwizdami, następnie żegnając wymownym "wypi****laj". W końcu pojechał po sobie sam zainteresowany najpierw decydując się na walkę, potem wygadując głupoty, a po porażce uciekając ukradkiem z pola walki, nie odbierając nawet symbolicznego pucharu.

Jedynym plusem wynikającym z całego tego cyrku może być to, że Marcin Najman dotrzyma swojej obietnicy i po trzeciej porażce w formule MMA zejdzie ze sceny. Jednak znając ”El Testorsterona” jest to raczej wątpliwe, w końcu parę dni temu obiecał, że wygra, a jak było - każdy wie. O honor tego pana nie ma co podejrzewać. Istnieje duże prawdopodobieństwo znalezienia kolejnego godnego przeciwnika, a wtedy Najman na pewno rękawice podejmie. Podobno w kolejce ustawiają się już: Krzysiu z Mielna, Henio od ”mięsnego jeża”, a nawet ksiądz Natanek. Cóż, pożyjemy zobaczymy, ale miejmy nadzieję, że się tak nie stanie, bo nie widzę najmniejszego sensu oglądać w ringu człowieka, którego najczęściej używanym ciosem jest uderzanie otwartą dłonią o podłogę.

Wyświetlenia: 2523
Proponowane artykuły
obrazek

Sport

Kornel Radecki

17.4.2012

PlusLiga na finiszu

Kornel Radecki

Za oknami coraz jaśniej, coraz cieplej, nieubłaganie, a może i ubłaganie nadchodzi wiosna. Naturalną więc koleją rzeczy, wszelkie inicjatywy sportowe przenoszą się spod dachu na świeże powi