Wolne-dziennikarstwo.pl - Wracam z niejednym bagażem wspomnień. Erasmus - lo que no se olvida
wolne dziennikarstwo


Rzeki płyną, czas mija. Rok upłynął... Ciężko napisać na zakończenie coś o Erasmusie, coś o programie... Ciężko, bo czuję, że zapuściłam tu małe korzenie, które mogłyby się rozrosnąć w mgnieniu oka. Czuję, że teraz, w tym momencie, mój dom jest bardziej tutaj niż w Polsce. To mocne zdania i po części wynikają one z mojej natury. Kiedyś nauczyłam się szybko adaptować do nowych warunków, ale tutaj nastąpił pewnego rodzaju komensalizm czy może nawet protokooperacja...

Jest wiele miejsc w sieci traktujących o doświadczeniach erasmusowych, ale wszystkie łączy jedna  konkluzja: warto. Nie na pół roku, bo wtedy jest inaczej. Warto sobie tak po prostu pomieszkać przez rok i dłużej w innym kraju, zachłysnąć się inna kulturą. Warto zamienić się w gąbkę i chłonąć, z resztą, której ze sfer życia  to nie dotyczy...

„Por qué España?”

Corrida, flamenco, gazpacho; to oczywiste. Ale dlaczego jeszcze Hiszpania?  Bo można się nauczyć zdrowego balansu między pracą a czasem przeznaczonym na odpoczynek. Sjesta, obyczaj tak charakterystyczny na tym półwyspie, warunkuje specyficzny tryb życia. Jest bardziej koniecznością niż wyborem. W środku dnia świat zamiera na dwie, trzy godziny. Bez wyrzutów sumienia, w czasie przerwy, można wyskoczyć na małą cañe; (tak Hiszpanie nazywają małą szklaneczkę piwa) jest to wręcz pożądane, niemiłosiernie upalne i suche dni zsyłane są chyba przez samego diabla... Upały uwarunkowały również wyobrażenie ciemnookiej kobiety z wachlarzem w dłoni i koronkowym nakryciu głowy, mantylką. Chociaż oryginalnie wachlarze pochodzą z Chin, przy panujących tutaj temperaturach, wachlarz jest małym, osobistym zbawieniem. A jego subtelność wodzi na pokuszenie...

Hiszpania, bo to kraj hymnu bez słów, jest ewenement na skalę światową. Bo to kraj ciekawych i dzikich tradycji: Guerra Roja (czerwona wojna) to wojna na tony pomidorów, która pod koniec każdego sierpnia odbywa się w małym miasteczku Bunol, nieopodal Walencji. Święto jest znane także pod nazwą La Tomatina (jak uroczo) i przyciąga rok rocznie kilkadziesiąt tysięcy ludzi z całego świata. Kto nie chciałby sobie porzucać pomidorem... Zresztą wszelkie fiesty uliczne czy prywatne, państwowe czy regionalne są żywe i dynamiczne. El Botellon (gorączka hiszpańskiej nocy), który posiada różne nazwy w różnych częściach Hiszpanii, to zjawisko dawno zdeterminowane socjologicznie i kulturowo. La botella to butelka i to właśnie ona gra główną rolę podczas takich nocy, brnąc głębiej tym tokiem myśleniowym, można Hiszpanów nazwać królami ulicy, to tam zawiera się znajomości i łączy z ludźmi. Guapa!

 

Hiszpania, bo żaden inny kraj tak gorliwie i prawdziwie nie wierzy w piłkę nożną, to kraj, z którego pochodzą równie świetni kierowcy Formuły 1. Wreszcie dlatego, bo można wsiąknąć kawał pięknej historii, dać się urzec nieczystej stylowo mieszance wpływów architektonicznych: kościołom, zamkom, pałacom, ogrodom. Grube mury chroniące przed upałami, z małą ilością okien. Kraj historycznie przeniknięty katolicyzmem ze szlakami pielgrzymkowymi, najbardziej znany prowadzi do Santiago de Compostela. Kraj słynnych białych wiosek porozrzucanych po całej Andaluzji, kraj zjawiskowych wybrzeż; Costa Brava – Dzikie Wybrzeże, Costa del Sol – Słoneczne Wybrzeże, Costa de Oro – Wybrzeże Złota. Kraj języka, który tak prosto wszystko nazywa, co w moim odczuciu jest niebywale dostojne i takie prawdziwe, bez dziwactw. Hiszpania, w której duma to cecha narodowo wysoko ceniona, duma i silne poczucie przynależności.

 Hiszpania, bo to kraj całorocznych pomarańczy i truskawek, którymi rozkoszować się można już wczesnym marcem...

„Por qué Castilla La-Mancha

Pokryta czerwoną ziemią, polami uprawnymi, licznymi wiatrakami i ruinami zamków. Jeden z głównych regionów produkcji wina i szafranu. Brzmi nieźle, prawda? Stolicą jest Toledo, gdzie wyrabia się skóry gatunkowo lepsze niż te w Maroku. Inne, większe miasta to Ciudad Real, Albacete, Guadalajara, Cuenca. Średniowieczna aura miast sprawia, że można poczuć doskonale ducha tamtych czasów. Z książką o Don Kichocie w dłoni, by spojrzeć na cechy narodowe Hiszpanów trochę z innej perspektywy, by odnaleźć ukojenie w sercu La Manczy – jaskini Montesinos, o której pisał Cervantes, tam pozwalając na wytchnienie swojemu bohaterowi. Obecnie jest to największe siedlisko nietoperzy w Hiszpanii (ich skrzydła były ponoć pierwotną inspiracją do stworzenia wachlarzy... Uwielbiam odnajdywać aluzje). Turyści nie przybywają tu aż tak tłumnie, ale ten, kto podąża za legendami, tu ich znajdzie pod dostatkiem.

„Por qué Cuenca?”

O Cuence napisałam już całkiem sporo, chociaż bardziej pod względem walorów pięknej flory. Jeśli ktoś chciałby wybrać się tutaj na Erasmusa, musi być jednak przygotowany na kilka faktów. Po pierwsze: Cuenca jest inna. Wszystko, z czego można tu czerpać radość to bliskość natury, staromodne barki i cafeterie, z których można zdmuchiwać kurz, i ludzie, rzecz jasna. Jako, że ulokowany jest tutaj drugi (tuż po Madrycie) najlepszy fakultet Sztuk Pięknych, do Cuenci zjeżdża się specyficzna bohema z obrazami pod pachą i innym nieodłącznym atrybutem; paczką tytoniu skręcanego przy każdej okazji. Wystawy, ekspozycje, instalacje, dużo wolności i swobody. Cuenca jest przyzwyczajona do jej 'naznaczania'; bezkarne malowanie murów, ulic, ławek, zawieszania przedmiotów na drzewach, nie tylko huśtawek, nad rzeką. Wszędzie jakieś ślady obecności aktywnych studentów, którzy lubują się tu w stylu 'z odzysku', czyli każdy śmieć ma jakąś wartość i można go wykorzystać. Cuenca, bo można zostać świadkiem nierównej walki młodych ludzi wkraczających w nieżyczliwą ekonomicznie strefę, w starciu z politycznymi przedstawicielami ich kraju, którzy z kolei są w starciu z przedstawicielami innych narodów, co już tylko napisane tworzy niemały chaos. Manifestacje i rożnego rodzaju akcje tworzone przez studentów są tutaj dominantą, oni nie chcą spać... W Cuence dobrze się mają również muzycy, kto by się tutaj przejmował Zaiksem i tego tam typu instytucjami... Jeśli potrafisz się dogadać, możesz tu zrobić legalnie wszystko to, co nielegalne. Radzę jednak przygotować się na srogą (jak na Hiszpanie) zimę i dosyć długi okres oczekiwania lata... Ten rok był wyjątkowo pod względem pogody nieprzyjemny... Brr.

Ważne są też fundusze. Niestety, z przykrością muszę stwierdzić, ze nasze opolskie stypendium nie jest w żadnym wypadku wystarczające, studenci z wszystkich innych krajów pod tym względem byli co najmniej dwa razy lepiej zabezpieczeni. Na miesiąc studentowi z Opola przypadało w tym roku akademickim 260 euro (w tej grupie krajów) w pierwszym semestrze, 200 euro w drugim (tylko szczęśliwcy). Dla kontrastu, koleżanka z Grecji co miesiąc otrzymywała 440 euro. Ale oczywiście należy się cieszyć, ze w ogóle COŚ się ma, przynajmniej ja się cieszyłam. Skoro już jesteśmy na takich beznadziejnych tematach... Mieszkanie w jednoosobowym pokoju to miesięczny wydatek rzędu 130-250 euro, tu zależy jak bardzo jest się obrotnym. Jeśli ktoś faktycznie będzie się tu wybierał, polecam się we wszystkich kwestiach. Również nieco inaczej wygląda tok studiów. Rok akademicki zaczyna się wcześniej – w pierwszej połowie września, dzięki temu już w maju można pomału zmierzać ku końcowi. System ocen – bardzo indywidualny, jak zawsze. W skali od 1-10, przy czym 5 to minimum, żeby zaliczyć. Profesorzy... Naprawdę będę ich miło wspominać, bardziej jak przyjaciele, pomocne i ciekawe dusze, nie trzymają tak wściekle dystansu.

Biologiczne terminy mają tu sens

Wracając do poczucia pewnego rodzaju symbiozy; mam wrażenie, że dzięki temu, że spędziłam swój erasmusowy czas właśnie w takiej małej miejscowości, (na początku to plaża i wielkie miasto były moimi priorytetami, gdzie tam uczelnia, plaża!) dzięki temu, przy tej populacji, ja również dałam coś z siebie. Dałam odczuć Cuence, że była tu taka jedna Polaca, jedna rubia. I to sprawia, że bilans jest grubo dodatni. życzyłabym sobie tylko zostać tu jeszcze chwilę dłużej, wyjeżdżam akurat w momencie, kiedy fruterie zapełniają się coraz bardziej egzotycznymi owocami, coraz bardziej pachnącymi i smakującymi jak pełnia lata.

Warto, po stokroć warto. Sami zobaczcie:





Wyświetlenia: 2316
Proponowane artykuły