Wolne-dziennikarstwo.pl - Nie oceniaj książki po okładce. Kursy zmienne dobiegły końca – warto było narzekać?
wolne dziennikarstwo


Przed kilkoma miesiącami, gdy zamieszanie wokół kursów zmiennych rozgorzało, mgr Michał Wanke, jeden z prowadzących „kontrowersyjny” dla wielu kurs dotyczący Facebooka, apelował, by nie oceniać książki po okładce. Dziś, gdy kursy zmienne się zakończyły, a wielu uczestników dostało wpisy do indeksów, mamy okazję zapytać ich o faktyczne odczucia względem niekonwencjonalnych tematów przedmiotów.


źródło: uni.opole.pl

 

Adam, student Politologii, bardzo surowo oceniał kursy takie jak „Facebook...” czy „Czary i Magia...”, zarzucając organizatorom, że „nie pomyśleli o tym, by kursy były przydatne, a nie miały chwytliwe nazwy”. Wtedy Adam pytał „Czy takie kursy poszerzają jakoś konkretnie naszą wiedzę jako politologów?”, dziś, już po odbytych kursach, ma nieco inne zdanie na ten temat:

"Nie były to złe zajęcia, bo prowadzący, w tym przypadku mgr Wanke, starał się na tyle, na ile umiał poprowadzić owy kurs mimo późnego terminu rozpoczęcia. Kontakt z prowadzącym okej, nie dość, że mailowo, to jeszcze wszystkie informacje dotyczące zajęć pojawiały się na platformie socjolekt. Do tego zajęcia to luźne dyskusje, poparte przykładami i przygotowanymi tekstami".

 

 

ŚLEPE OBURZENIE

Podobne opinie pojawiały się w przypadku pozostałych studentów. Głównym powodem całkowitego zanegowania nazw przedmiotów, kwalifikując je do miana „bezużytecznych” lub „bzdurnych”, mogło być rozgoryczenie spowodowane chaosem podczas zapisów. Na Instytucie Politologii pierwsze zajęcia zaczęły się w pierwszych tygodniach kwietnia – 3 miesiące po rozpoczęciu nowego semestru.

 

CZYTAJ WIĘCEJ >>> Czary i magia na instytucie politologii – czyli co z tymi KZ-tkami<<<

 

Nerwowość przy zapisach oraz ciągłe problemy z ustalaniem harmonogramu i planu zajęciowego wywołały wściekłość wśród studentów. Gdy zobaczyli nazwy kursów, które zostały wybrane, przelało to czarę goryczy.

 

SAMI SOBIE WINNI

Nikt jednak nie pamięta, że to sami studenci w drodze głosowania wybierali przedmioty, na które chcą uczęszczać. Nieoficjalnie mówiło się o braku poważnego podejścia do kursów zmiennych: „Studenci z dużą dawką humoru zapisywali się na takie kursy jak „Czary i magia” - mówił przed kilkoma miesiącami Adam.

źródło: www.drossinternets.lv

 

 

Kamil, który również studiuje Politologię, napisał do nas już po zakończeniu kursu, wskazując jasno na pewien paradoks panujący wśród oburzonych studentów:

 

„Wśród studentów tematyka niektórych zajęć wywołała spore poruszenie, a przecież tak naprawdę to popyt z ich strony spowodował to, które kursy ostatecznie zyskały rację bytu”.

 

Po tym incydencie można by wyciągnąć lekcję na przyszłość i poważniej podchodzić do tego typu ankiet, które przez wielu studentów są traktowane jak zabawa.

 

SAMI SIEBIE OGRANICZAMY?

Podczas publikacji wcześniejszego tekstu na temat kursów zmiennych rozgorzała dyskusja w komentarzach. Studenci z innych kierunków zaczęli bronić kursów dotyczących magii, zarzucając studentom Politologii, że sami się ograniczają.


źródło: wolne-dziennikarstwo.pl

 

Jeden ze studentów Politologii mówił, że takie kursy to „ograniczanie ich wyboru odnośnie treści oraz ograniczenie do tego, co go faktycznie interesuje...”.

 

Na ten zarzut odpowiedział Grzegorz, który w komentarzach przyznał, że: 

„To ciekawe, że studenci politologii wątpią w przydatność kursu czary i magia, bo to właśnie oni powinni dostrzegać naturalny związek z coraz silniejszym postmodernizmem. Jestem uczestnikiem tego kursu i polecam go zarówno zwolennikom myśli konserwatywnej, jak i ateistom, gdyż prowadzący, doktor Sawicki, nie uczy nas czarować, jak mogłoby się to niektórym marzyć. Jest to solidna krytyka debilizmów, przesądów ludzkiej masy, które miały i ciągle mają miejsce”.

 

Potwierdza to również Kamil, który, będąc sceptyczny na początku, całkowicie zmienił zdanie już w trakcie odbywania się kursu:

 

„Jeśli chodzi o słynne „Czary i magię”, to prowadzący je doktor Sawicki łączy w sobie dwie bardzo ważne cechy. Jest szalenie merytoryczny i jednocześnie potrafi przekazywać wiedzę w interesujący dla słuchacza sposób. Zatem kurs był bardzo udany w opinii mojej i pewnie zdecydowanej większości uczestników.

 

Czy był potrzebny? Zapewne stanowił wartościowe rozszerzenie wiedzy, jaką mamy okazję nabywać. Doktor Sawicki przedstawiał te dość egzotycznie brzmiące z nazwy zagadnienia na tle procesów historycznych i tego, jakie istniały wtedy poglądy w społeczeństwie. Zatem i tego kursu nie uważam za stratę czasu. Pewnie zdarzały mi się „czystopolitologiczne” przedmioty, które były większym marnotrawstwem tak czasu jak i uwagi słuchaczy”.

 

PRZYGOTOWANE I ROZPISANE

Musimy pamiętać, że kursy zmienne to nie jest przypadkowe „widzimisię”. Tak jak i inne, stałe zajęcia, które zostałyby wprowadzone do siatki zajęć, muszą mieć wcześniej rozpisany sylabus i przejść przez rady programowe oraz mieć akademicki charakter, co podkreślał mgr Michał Wanke.

 

Studia humanistyczne jednak są dość specyficzne i jak już zauważył Kamil, kursy zmienne (nawet te egzotycznie brzmiące) mogą być o wiele bardziej wartościowe od stałych zajęć, wpisanych w siatkę studiów.

 

Joanna z IV roku Socjologii wraz z całym rokiem wybrała kurs o specyficznej nazwie „Przedszkole eksperymentów fizycznych”. Jak sama mówi „nazwa kursu ma ogromne znaczenie, bo gdyby z nazwy wyciąć 'przedszkole', to w życiu byśmy go nie wybrali”. Ważne, poza chwytliwą nazwą, jest również podejście do prowadzenia nietypowych kursów ze studentami nie związanymi z daną dziedziną nauki:

 

„Pani doktor prowadząca rozumiała, że jako studenci socjologii nie mamy zielonego pojęcia na temat fizyki. Na zajęciach starano się nam tłumaczyć eksperymenty i to jak się je przeprowadza do naszej dziedziny nauki, czym w moich oczach jeszcze bardziej zyskała. Kurs oceniam jako bardzo rozwijający, a chyba właśnie o to chodzi w tych kursach, by poszerzyć swoją wiedzę, wykraczając poza studiowany kierunek” - dodaje Joanna.

 

DYSKUSJA SKUTKUJE

Jak się okazuje, dyskusje wokół problemów studenckich mogą dać pozytywny efekt i są znakiem dla władz Uniwersytetu, by dokonać pewnych zmian. Po interwencji Rady Studenckiej Wydziału Historyczno-Pedagogicznego oraz Samorządu Studenckiego, wraz z nagłośnieniem tej sprawy przez redakcję Wolne-Dziennikarstwo.pl, udało się uzyskać kompromis z władzami.


W wyniku którego zapisy na kursy zmienne w roku akademickim 2013/2014 odbyły się już 15 maja, a Prorektor Marek Masnyk pozytywnie zaopiniował wnioski studentów o zmiany.

 

WIĘCEJ O WYNEGOCJOWANYCH ZMIANACH CZYTAJ TUTAJ >>>Zapisy na kursy zmienne - nowe regulacje<<<

 

Aktualnie mamy końcówkę czerwca, zakończenie roku akademickiego i przygotowania do kolejnego. Mgr Wanke jest jednym z koordynatorów kursów zmiennych na Instytucie Socjologii, był mocno zaangażowany w pracę i zgłaszał swoje zastrzeżenia odnośnie wcześniejszych rozwiązań. Jak podsumowuje niedalekie zmagania:


Mgr Michał Wanke - Instytut Socjologii - źródło: socjologia.uni.opole.pl

 

Wszystko (prawie) na uczelni jest dopracowane i możemy być szczęśliwi. Studenci mogą wybrać, co chcą, a my będziemy pracować z grupami, które są różnorodne (to super inspirujące) i zmotywowane (w miarę, bo zakładam, ze każdy wybór jest lepszy, niż domyślne przekierowanie jak tego roku). Dalej można mieć wątpliwości, jak wolny rynek kursów (chodliwe nazwy wygrywają a może łatwość zaliczenia?) ma się do misji Uniwersytetu, ale samodzielność studentów i ich ścieżki rozwoju są priorytetem.

 

Samodzielność w przypadku ankiet kierowanych w stronę studentów nie wypadła najlepiej w zeszłym semestrze. Miejmy nadzieje, że będzie to pewnego rodzaju lekcja dla kolejnych roczników, by do „karteczek, które każą nam wypisywać” podchodzić z większą dozą zrozumienia, odpowiedzialności i szacunku... że w ogóle, ktokolwiek pyta nas o zdanie.

Wyświetlenia: 3018
Proponowane artykuły