Wolne-dziennikarstwo.pl - Wakacje pełną parą
wolne dziennikarstwo


Dawno się nie odzywałam, no ale najpierw była sesja, później zaczęły się wakacje, no i jakoś tak nie było czasu, żeby coś naskrobać. Jednak w końcu usiadłam przed magicznym laptopem i postanowiłam napisać coś w wakacyjnym klimacie :) Sesja zaliczona, to czas na wakacje, ot co!

Tegoroczne wakacje zaczęłam od wyjazdu do Wiednia. Miał to być dwudniowy wyjazd, taki weekend w Wiedniu ze zwiedzaniem tej, jakże pięknej, stolicy Austrii. Swoją drogą to ten wiedeński klimat czuć na skórze, na serio unosi się tam taka nonszalancja, klasa i takie tam różne odczucia na wysokim poziomie :D No ale zacznijmy od początku. Wyjazd spod biedronki w Opolu o godzinie 2:30 w nocy, więc nawet nie opłacało się kłaść spać. Razem z moją towarzyszką, Pati, zaczęłyśmy oglądać filmy i oczywiście zasnęłyśmy, ale na szczęście się nie spóźniłyśmy. Zwarte i gotowe na pełną wrażeń wycieczkę stanęłyśmy pod ową biedronką. Zadowolone siedziałyśmy w autobusie, który miał nas zawieźć do Wiednia. Po drodze zgarnęliśmy jeszcze parę osób i w drogę! Oczywiście nie mogło obyć się bez niespodzianek; już po paru godzinach jazdy dowiedziałyśmy się o pewnej zmianie planów, która nastąpiła dzień przed wyjazdem - zamiast dwóch dni w Wiedniu mieliśmy jeden dzień w Wiedniu, a drugi w Bratysławie na Słowacji i nocleg w Czechach.

Zabrzmiało to dość intrygująco, a zarazem przerażająco. Czas, który spędziłyśmy w tym autokarze, to była wieczność i, szczerze mowiąc, to chyba podczas tej wycieczki wiecej byliśmy w autokarze, niż zwiedzaliśmy. Mimo wszystko było bardzo wesoło, pan kierowca puszczał swoje szlagiery, ja słuchałam audiobooka, a Pati spała. Po krótkiej przerwie na strefie bezcłowej i zakupieniu po okazyjnej cenie malibu dotarliśmy na miejsce. Potem szybki przelot po zabytkach Wiednia - tu opera, tu pałac, tam muzeum, a jeszcze tam parlament. Potem czas wolny, kilka fotek i duuuużoooo chodzenia. Do pewnego momentu było spoko, ale później miałyśmy już dość. Dzień zleciał i udaliśmy się w miejsce noclegu, czyli do Czech. I tu by było wszystko dobrze, gdyby nie to, że na kolację były jakieś okropne knedliczki, no ale w związku z tym, że była to wiocha zabita dechami nie było innego wyjścia, jak tylko je zjeść. Potem kąpiel i tu trafiamy na prysznice: trzy obok siebie w pomieszczeniu bez zamknięcia i bez miejsca na przebranie. Także ktoś cały czas musiał stać na czatach i w końcu dałyśmy radę trafić do łóżka. Rano śniadanie, tym razem bardzo dobre i tu was zaskoczę - nastał czas wejścia do autokaru i ruszenia na Słowację.

Droga do Bratysławy, nie licząc mandatu, który kierowca dostał za to, że nie miał zapiętych pasów, i tego, że nasz przewodnik powiedział, że Bratysławy w zasadzie nie zna, to minęła całkiem sprawnie i miło. Weszliśmy na położony dość wysoko zamek, pocykaliśmy parę fotek, zaliczyliśmy małą aferę między uczestnikami (bo każdy chciał coś innego), zeszliśmy do miasta, które było tak na pół martwe, bo była niedziela i nadszedł czas na obiad. I tu zaczęły się poszukiwania słynnego McDonald's :D Najedzone i szczęśliwe z tego powodu byłyśmy gotowe do drogi powrotnej pod naszą kochaną Biedronkę w Opolu. Powiem wam, że wszystko by było dobrze w czasie drogi powrotnej z „dwudniowej wycieczki do Wiednia”, gdyby nie to, że kierowca zamiast swoich szlagierów puścił nam film pt. "Sami swoi". 

Mimo pewnych przygód i niespodzianek podobało mi się i powtórzyłabym jeszcze raz tę wycieczkę, bo przecież nie ważne gdzie, ale z kim!!!

Do zobaczenia!

Wyświetlenia: 907
Proponowane artykuły