Wolne-dziennikarstwo.pl - [Wywiad] Prezes AZS UO - Najgorzej było z dyscypliną (...) do tej pory przychodzą ludzie i mówią JA CHCĘ, JA MUSZĘ
wolne dziennikarstwo


Ewelina Wróbel studentka III roku Ekonomii na UO. W listopadzie zeszłego roku przejęła stery nad Akademickim Związkiem Sportowym na Uniwersytecie Opolskim. Jak przystało na Prezesa AZS uprawia sport. Jej dziedziną stał się Badminton. W wywiadzie Pani Prezes opowiada m.in. o wielkiej sportowej imprezie, która będzie miała miejsce na UO, o trudach przejmowania tak dużej organizacji w trakcie trwania roku akademickiego, o problemach wcześniejszych struktur i swoim twardym i stanowczym charakterze.




Pani Prezes w burze AZS
źródło: archiwum prywatne

_____________________________________________
Z Eweliną Wróbel, Prezes AZS UO rozmawiał Michał Kosel



Michał Kosel: Czym jest AZS UO od listopada zeszłego roku?


Ewelina Wróbel: Prężnie działającym klubem sportowym Uniwersytetu Opolskiego, zrzeszającym ok. 300 członków, którzy czynnie uczestniczą w sekcjach sportowych.


MK: Co to znaczy? Po co to jest?


EW: Po to, byśmy zaistnieli w Polsce, ponieważ 100 naszych członków brało udział w Akademickich Mistrzostwach Polski - czyli pokazali się w innych miastach, poza Opolem. Zorganizowaliśmy również kilka eventów sportowych na naszym Uniwersytecie, np. Dzień Sportu, którego nie było; Regaty Piastowskie w tym roku wyglądały zupełnie inaczej; były również różne zawody w Okrąglaku i na naszej "biednej" sali gimnastycznej. Rywalizowaliśmy w badmintonie, tenisie stołowym i siatkówce.


MK: Co to ma na celu?


EW: Upowszechnienie sportu i pokazanie ludziom, że sport to zdrowie.


MK: Jakim jesteście AZS-em w Opolu?



EW: Kiedyś Tomek Wróbel (prezes AZS PO – przyp. red.) powiedział, że AZS w Opolu to jest Wróbel, ale ostatnio to jest również Ewelina Wróbel, co mnie bardzo ucieszyło. Od roku pomagaliśmy przy organizacji Akademickich Mistrzostw Polski na PO w piłce ręcznej i piłce nożnej - nasi działacze uczyli się, jak robić AMP przy Politechnice. My jesteśmy mniejszym klubem, nie dorównamy im tak szybko - nie mamy hali sportowej, by im dorównać, ale jesteśmy już zauważalni w Opolu, widzi nas również Urząd Miasta i widzą nas ludzie w Opolu.


MK: Czyli można powiedzieć, że AZS w Opolu jest spójny?


EW: Jak najbardziej.



Dzień Sportu - Wyciskanie sztangi leżąc.
źródło: archiwum prywatne


MK: Powiedziałaś mi, czym jest AZS UO. A czym był wcześniej?



EW: Przede wszystkim była to organizacja, która wysyłała ludzi na AMP. Było to na zasadzie szukania ludzi, którzy pojechaliby na akurat takie zawody. Czyli mieliśmy zawody i wtedy zastanawialiśmy się, kto mógłby na nie pojechać i szukało się, kto uprawia ten sport. W tym momencie jest tak, że mamy sekcje i nie ma problemu ze znalezieniem konkretnej osoby, która pojedzie na te zawody. Dajemy informacje do sekcji, że jest taka opcja i to sekcja musi sobie zasłużyć na to żeby jechać.


MK: Kiedyś to było łatanie dziur - teraz to jest wręcz wyróżnienie, tak?



EW: Tak, dokładnie tak to odbieram.


MK: Czym jeszcze był wcześniejszy AZS? Jak Ty go odbierasz?



EW: Bałaganem (śmiech). Głównym problemem były AMP - tak naprawdę AZS mało się zajmował różnymi rzeczami, takimi jak eventy sportowe - zrobił ich parę, nie mówię, że nie, ale było ich na pewno mniej i były to sporadyczne przedsięwzięcia, bo 3-4 w ciągu roku.

 

MK: Co było największym problemem wcześniejszego AZSu? Jak odbierałaś nowy urząd, z czym się borykałaś najmocniej, co trzeba było diametralnie zmienić?



EW: Ze zdyscyplinowaniem członków i by sekcja podporządkowała się zarządowi - by nie było to na zasadzie przychodzą i "ja chcę i ja muszę", tylko ja (Pani Prezes – przyp. red.) przychodzę i mówię: jest taka i taka sytuacja i wy ewentualnie możecie z tego skorzystać. Do tej pory przychodzą do mnie ludzie i na zasadzie "wiem, że są zawody w bieganiu i ja jadę" i nie ma w ogóle dyskusji i ja mam się zastanawiać, skąd wziąć pieniądze. Już tego nie ma - po prostu nie jedziesz, bo nie ma u nas sekcji biegowej, więc nikt nie jedzie z biegania.


MK: Wolicie nie wysłać nikogo, niż wysłać byle kogo - nie traci na tym AZS?



EW: Na pewno traci punkty, jeśli chodzi o klasyfikacje generalną, ale chyba bardziej liczy się zdanie na nasz temat. Faktycznie był problem ze stypendiami i była afera, bo ktoś dostał stypendium, kto był na AMP, a nie chodził na sekcję. Teraz na AMP jedzie ktoś, kto stara się, by jechać, czyli uczestniczy w tym przez cały rok.


MK: Czyli bronicie się jakością?


EW: Tak.


MK: Więc jest to tożsame ze zdaniem Prorektor Piątkowskiej, która ostatnio powiedziała, że studiowanie będzie szło w stronę jakości, a nie w stronę ilości, co mi się bardzo spodobało...


EW: Zwłaszcza, że dla mnie nie ma większej różnicy, czy zajmuję 50 miejsce w klasyfikacji czy 40. Nie jesteśmy w stanie osiągnąć 10, więc dlaczego mamy tracić pieniądze i wysyłać kogoś, kto nie zasłużył - to raz. I nie jest wcale dobry w tym, co robi – to dwa



Dzień Sportu - czujne oko nadzorujące.
źródło: archiwum prywatne


MK: Przejmowałaś AZS już w trakcie roku akademickiego. Co było największym wyzwaniem zaraz po objęciu stanowiska?


EW: Na pewno organizacja półfinałów w Papier, Nożyce, Kamień - dlatego, że był to event ogólnopolski. Trzeba było się skonfrontować ze Szczecinem, z innymi miastami z Polski. To był pierwszy event, który organizowałam w Opolu samodzielnie. Nagrody i lokal zapewnił Klub Drake, który jest naszym oficjalnym klubem, a organizacją zajęłam się ja, zwłaszcza, że w Papier, Nożyce, Kamień nie trzeba wiele - tylko ręce i lokum.


MK: AZS to nie tylko Ewelina Wróbel, ale także sztab ludzi, którzy musieli sprawdzić się w boju...


EW: ...i sprawdzili się - mamy już wybitne jednostki, zauważalne nie tylko przeze mnie - jest Marta Wójcik, moja zastępczyni; Ania Chojnowska dobrze się z Marysią Święcicką sprawdziły, bo prowadziły całe biuro; Tomasz Marek i Wojtek Imiela zorganizowali całe Smocze Łodzie od podstaw sami, za co jestem im wdzięczna. Nie musiałam się w to nawet mieszać i kłopotać - wszystko ogarnęli. Jest Andrzej Zalewski - on zajmował się tylko i wyłącznie sekcją Hokeja Stołowego, ale od razu zawziął się na tę sekcję i przeprowadził ją przez cały rok, i zorganizował jeszcze dzień gier logicznych w czerwcu na kampusie.

 

MK: Gdzie byli rok wcześniej?


EW: Rok wcześniej gdzieś się ukrywali. Chłopcy od Smoczych Łodzi tylko pływali i nie zajmowali się organizacją - Ania i Marysia zostały z tamtego zarządu, więc trzeba było je tylko nakręcić i podkręcić. W tym roku naprawdę dały radę!


MK: Jaką miałaś misję? Jako nowy prezes na pewno przejmowałaś AZS z jakąś misją, były wybory, musiałaś mieć jakiś plan...



EW: Przede wszystkim chciałam sklecić to w jedną całość, bo do tej pory faktycznie ludzie robili sobie, co chcieli i nie liczyli się z zarządem. Przez ten rok, kiedy byłam członkiem zarządu, mieliśmy z tym problem. Chciałam to ujednolicić. Chciałam, żeby AZS był zauważalny na uczelni - stąd ten baner na Mrowisku. I teraz każdy to widzi. Prawda jest taka, że w tamtym roku nawet na szkoleniach w Zieleńcu przyjechała osoba z Opola z Politechniki i zastanawiała się czy "wy w ogóle macie AZS na Uniwersytecie" - to był główny problem, by go w ogóle WIDZIEĆ. Ambitnym celem był oczywiście medal, który udało nam się osiągnąć na AMP.

MK: Pochwal się...



EW: Srebrny medal Akademickich Mistrzostw Polski, Złoty Medal wśród typów uczelni - Uniwersytetów - dzięki naszym badmintonistom, ściągniętym na ten rok akademicki, by nas reprezentowali. Liczyliśmy na ten medal bardzo - pierwszy medal, jaki osiągnęła nasza uczelnia na AMP - tylko się cieszyć.

 


Akademickie Mistrzostwa Polski w badmintonie.
źródło: archiwum prywatne


MK: Byłaś wcześniej w zarządzie AZS - nie miałaś problemu z przejściem na "ciemną" stronę - wcześniej członek, teraz lider AZS?



EW: Tu akurat nie było problemu, bo jestem dość stanowczą osobą (śmiech). Nie da się ukryć i prawda jest taka, że wyróżniałam już swoje zdanie jako członek zarządu, to było na takiej zasadzie trochę niegrzecznej, bo przyszła gówniara na pierwszy rok i zaczęła się rządzić, ale prawda jest taka, że już wtedy upominałam nawet Wojtka: "słuchaj, zróbmy to tak". On wtedy faktycznie robił po swojemu - ja się nie dziwię, był Prezesem, więc miał swoje zdanie, ale moje zdanie zawsze zostało wypowiedziane i nie byłam osobą, która siedziała cicho - stąd też pomysł, żebym to ja przejęła prezesurę w AZSie, bo to ludzie z byłego zarządu zadecydowali, że to ja. Nie mogliśmy się nagle wszyscy wystawić, na chybił trafił, tylko wybraliśmy jedną osobę i wybrali mnie – bezdyskusyjnie. Bali się na początku, to jest jednak duża odpowiedzialność - wszystkie faktury, rozliczenia, zgłoszenia - ja już to przejęłam w tamtym roku z Elą Poznar i w pewnym momencie, ostatnie 2 miesiące do końca roku, to my w pełni prowadziłyśmy cały AZS, dlatego byłam wdrożona i wiedziałam mniej więcej, o co chodzi - dziewczyny nie bardzo i trochę się obawiały.


MK: Mamy okres wakacyjny - wtedy też, nie da się ukryć, organizacje takie jak AZS dużo planują. Co planuje AZS UO w nowym roku? Co się będzie działo?



EW: Tutaj mogę się teraz pochwalić. Żadne media jeszcze tego nie publikowały - myślałam, że uda nam się to osiągnąć dopiero na przyszły rok, ale udało nam się już w tym roku - dlatego na rok akademicki 2013/2014 będziemy ORGANIZATORAMI PÓŁFINAŁÓW AKADEMICKICH MISTRZOSTW POLSKI w Tenisie Ziemnym i będzie to pierwsze takie przedsięwzięcie organizowane przez Uniwersytet, przez nas.


MK: Co to oznacza?



EW: Oznacza to, że nie będziemy musieli płacić pieniędzy, by jechać do innego miasta (śmiech).


MK: ...ale będzie trzeba wydać by to zorganizować...



EW: Niekoniecznie. Prawda też jest taka, że to zawsze uczelnia płaci za pobyt, wyżywienie i dojazd uczestników - czyli każda uczelnia, która będzie do nas przyjeżdżać, będzie również wnosić takie opłaty. Faktycznie dołożymy pewnie sporą część wydatków, ale dla nas to jest promocja – promocja dla uczelni, dla Opola, dla AZS UO. Bo to inne miasta przyjadą do nas, a nie my do nich.




Rajd rowerowy do Turawy - Piastonalia 2013.
źródło: archiwum prywatne




MK: Uczelnia Was wspiera?


EW: Tak, Pan Rektor Masnyk bardzo się ucieszył, dlatego myślę, że będzie nas wspierał.


MK: Jakbyś w kilku słowach scharakteryzowała swoją osobę, swoje ambicje, charakter?



EW: Nie wiem za bardzo, jak to scharakteryzować. Ja myślę, że jestem ambitna – na pewno są to rzeczy, których nikt jeszcze nigdy nie zrobił na naszym uniwersytecie

 

MK: Warto inwestować w to pracę? Ryzykować?



EW: Myślę, że warto...



 


Więcej opinii w temacie Uniwersytetu Opolskiego znajdziesz na profilu Twitterowym autora:

Wyświetlenia: 1799
Proponowane artykuły