Wolne-dziennikarstwo.pl - [Niesamowici Studenci] Katarzyna Jerusalimskaja - Więziona przez reżim na Białorusi, dziś studentka dziennikarstwa UO - musiała wyjechać, by móc studiować
wolne dziennikarstwo


Katarzyna Jerusalimskaja, Białorusinka, studentka dziennikarstwa na Uniwersytecie Opolskim, od dwóch lat w Polsce. Wcześniej działała w Opozycji Politycznej przeciw reżimowi Łukaszenki. Była więziona, na znak protestu ogłosiła strajk głodowy. Opowiada o tym, kiedy zaczęła widzieć, że w jej kraju źle się dzieje; wspomina o rodzicach, którzy nie wierzyli w opozycję, o protestach, zatrzymaniach, ucieczce z domu, jak i o swoich pasjach i marzeniach. Zdradza również, dlaczego zawiodła się na swoich rodakach i jak wyglądają realia medialne na Białorusi.

 

Katarzyna Jerusalimskaja - Więziona przez reżim na Białorusi, dziś studentka dziennikarstwa UO. 

 

_____________________________________________
Z Katarzyną Jerusalimskają, Białorusinką, opozycjonistką i 
studentką dziennikarstwa na UO, rozmawiał Michał Kosel

 


Skąd jesteś i jak to się stało, że wylądowałaś w Opolu na Uniwersytecie?

Jestem z Białorusi. Zajmowałam się działalnością polityczną i z tego względu w moim kraju jest mi zabronione studiować na Uniwersytecie, a nawet dostać pracę.


Czym dokładnie się zajmowałaś?

Byłam w organizacji, która nazywa się Europejska Białoruś. Byłam tam koordynatorem, było nas kilkoro ludzi. Zapraszaliśmy ludzi do działalności; robiliśmy dużo akcji przeciwko białoruskiemu reżimowi; walczyliśmy o to, by zwolniono wszystkich więźniów politycznych i przez tego typu rzeczy nie mogę studiować i pracować, więc byłam zmuszona wyjechać do Polski. Tutaj jest program KALINOWSKIEGO, który to pomaga Białorusinom, aktywnym i młodym ludziom z Białorusi, no i dostałam się tutaj studia.


Czym zajmowałaś się dokładnie w organizacji, w której byłaś?

Szukałam ludzi do współpracy, którzy mogą wychodzić do ludzi. Mieliśmy swoich aktywistów. Mieliśmy podzielone swoje regiony, na których pracowaliśmy i robiliśmy tam agitacje. Mówiliśmy ludziom, że jest źle, że trzeba walczyć, szukaliśmy też ludzi, którzy są za nami.


Czy ludzie rozumieją, że jest źle?

Nie wszyscy, trzeba było dużo tłumaczyć...

Łódź - podczas kursów języka polskiego robiłam akcji informacyjne 16 dnia każdego miesięca.


Ludzie myślą, że jest dobrze?

Na dzień dzisiejszy są jeszcze tacy ludzie, którzy myślą, że wszystko jest ok. Wiedzą, że nie jest super. Nie wiem, skąd mają taką świadomość - pewnie z publicznej telewizji, bo tam dużo kłamią – myślą, że w Europie jest dużo gorzej. Boją się, że kiedy będzie zmiana władzy, to będzie jeszcze gorzej niż teraz - dlatego nie chcą wiele zmieniać. Staraliśmy się im to wytłumaczyć, że trzeba to zmieniać, szukać...


Od kiedy jesteś w Opolu?

Od października. Pierwszy rok tutaj studiuję, wcześniej studiowałam w Łodzi język polski.


Co się stało, że się przeniosłaś?

Dyrektor kieruje wszystkich studentów tego programu, nie możemy sobie wybierać. Musiałam przenieść się, mimo tego, że chciałam zostać w Łodzi - poznałam już ludzi, spodobało mi się, ale dyrektor powiedział, że jeśli nie podoba mi się w Opolu, to mogę zrezygnować z programu.


Za rok znów mogą Cię przenieść z Opola?

Nie, nie, to nie jest tak. Jeśli teraz mnie już skierowali, to już zostaję na 5 lat. Jest jednak opcja, że jeśli skończę rok ze średnią powyżej 4.0, to mogę przenieść się do innego miasta - taka motywacja.


W Łodzi nie miałaś takiej gwarancji?

W Łodzi jest roczny kurs języka polskiego, później wysyła się studentów dalej.


Jak wyglądała końcówka Twojej działalności na Białorusi i skąd pomysł, by uciec stamtąd całkowicie? To jest ucieczka od rodziny, od przyjaciół. Możesz tam jeszcze wrócić?

Mogę, na szczęście. Mam nadzieję, że będzie tak dalej. Ja nie miałam już siły, by walczyć. Nie mogłam. Zaczęłam nienawidzić Białorusinów, bo oni nic nie robią. Są mężczyźni, którzy mają siłę, ale siedzą tylko u siebie w domu, siedzą w kuchni i piją wódkę, i nic ich nie obchodzi, a ja młoda muszę chodzić na meetingi i coś robić - patrzyłam na to wszystko i pamiętam, jak była ostatnio taka akcja, nad którą dużo pracowaliśmy, kilka miesięcy - dużo pieniędzy uzbieraliśmy na to, myśleliśmy, że przyjdzie dużo ludzi, a przyszło bardzo mało. Nawet nie było dużo zatrzymanych, dziwne, że prawie nikt nie przyszedł. Wtedy przyszłam do domu i gdy płakałam, pomyślałam sobie, że jeśli ludziom tak podoba się życie w naszym kraju, to niech tak żyją dalej, a ja jestem młoda i chcę budować swoje życie, mieć perspektywy, rozwijać się - wtedy pomyślałam, by wyjechać i skorzystałam z tego programu.


Białoruś nie blokuje tego programu?

Na początku, w 2006 roku, tak było - była blokada. Jak wypuszczali studentów i oni wracali na weekend do domu, to na granicy robili rewizje, zabierali im laptopy i aparaty. I na ogół już tego nie zwracali. Niby rutynowa kontrola.


Teraz jak to wygląda?

Teraz chyba odpuścili, był mocny skandal wokół tego i chyba odpuścili.

Łódź - podczas kursów języka polskiego robiłam akcje informacyjne 16 dnia każdego miesięca.


Ok, znamy końcówkę, a teraz opowiedz mi o początkach. Jak to się zaczęło? Skąd pomysł, by się buntować?

Mieszkałam w małym miasteczku, nie miałam Internetu. Dopiero w wieku 14 lat, jak kupili mi laptopa i jak podłączyli Internet, zaczęłam szukać.


Wcześniej myślałaś, że wszystko jest ok?

Wcześniej byłam dzieckiem i myślałam jeszcze o czymś innym.


...i co, wszystko jest w Internecie?

Dużo informacji, filmików na YouTube. Kiedyś przyjaciel przysłał mi link. "Patrz, była akcja w Mińsku. Tyle i tyle zatrzymanych". Odpowiedziałam, że to nie jest możliwe, zaczęłam oglądać, czytaliśmy dużo, zaczęliśmy myśleć, że to nie jest normalne, bo w telewizji tego nie pokazują, że dzieje się coś takiego. Potem zobaczyli to moi rodzice, oni byli w szoku, ale nie wierzyli w to, Mówili, że to wszystko nagrane, że to nieprawda, bo pokazaliby to w telewizji. Ja wierzyłam, czytałam o tym, później trafiliśmy do takich ludzi z partii BUNT, którzy nam do miasta przywozili farby, koszulki, ulotki z napisem „BUNT - przeciw jesteśmy”, „Łukaszenka STOP”.


Co rodzice na to?

Mówili, że jestem głupia, że nic nie rozumiem. Raz nawet wyszłam z domu i powiedziałam, że nie zamierzam mieszkać z ludźmi, którzy lubią Łukaszenkę (śmiech), ale później wróciłam (śmiech).


Jak teraz odbierają Twoje zaangażowanie?

Rodzice dalej byli przeciw, ale czas mijał i coraz gorzej robiło się na Białorusi. Ludzie zaczęli zauważać, że coś jest nie tak. Gdy pokazywali prezydenta w telewizji, mówili "wyłączcie to, nie chcemy tego oglądać", ale mimo wszystko przeciw niemu nie wychodzili. Mówili, że to jest głupie i bez senesu. Potem po prostu wyjechałam do Mińska, trafiłam do kolejnej organizacji, mieszkałam w Mińsku, miałam mieszkanie...


Ile miałaś lat?

17


Sama mieszkałaś? Jak daleko to było od domu?

Pociągiem 7 godzin. Tak, jestem szalona...


Rodzice się zgodzili? Masz 17 lat, jesteś w opozycji, mieszkasz sama w dużym mieście...

Oni nie wiedzieli, że będę w opozycji. Jak tam jechałam, to nie wiedziałam do końca, że będę pracowała w organizacji.

Ogólny pikiet po skończeniu zbioru podpisów za kondydatów na prezydenta Białorusi w 2010 roku. Na zdjęciu ja ze swoim kondydatem Sannikowym oraz z Szuszkiewiczem - pierwszym prezydentem Białorusi. Źródło: http://charter97.org/

 

To po co oficjalnie pojechałaś do Mińska?

Po prostu, większe miasto, możliwość pracy, inne perspektywy.


Miałaś się tam dalej uczyć?

Skończyłam liceum i nie chciałam uczyć się medycyny, bo uczyłam się pod tym kątem, a wiedziałam, że chcę zacząć dziennikarstwo. Straciłam szansę i nie poszłam w pierwszym roku, gdy wystartował kierunek. Pomyślałam, że rok popracuję i wrócę na studia. Potem zaczęła się opozycja i już nie było możliwości studiowania. Gdy trafiłam do organizacji, to najpierw byłam aktywistką. Szybko awansowałam na koordynatora...


Dużo osób było tam takich jak Ty?

W większości młodzi ludzie.


Wiemy, jak się zaczęło. Wiemy, jak się skończyło. Powiedz mi teraz, jak jest w Polsce, co robisz? Dalej chcesz być w tej opozycji? Będziesz uświadamiała Polaków, co się tak naprawdę dzieje na Białorusi? Nam też nie pokazuje się większości rzeczy...

Oczywiście staram się uświadamiać ludzi na ten temat. Ostatnio w Collegium Civitas był pokaz filmów dokumentalnych z Bielsatu i byłam przy mikrofonie. Zdziwiłam się, że ludzie nie wiedzą w ogóle, co się tam dzieje, było to widać po ich pytaniach. Chciałabym, by ludzie się o tym dowiedzieli, ale nie wiem, na ile to ma sens. Będą wiedzieć i co z tego? Jeśli ktoś z białoruskiej opozycji w parlamencie powie „Łukaszenka jest zły” - to ma sens. Gdy zagranica zareaguje i nałoży sankcje - to ma sens. To, że ja w Opolu tutaj działam, to bardziej staram się nie informować, a pomagać ludziom – muzykantom czy artystom z Białorusi, żeby mieli możliwość przyjechania do Opola i wystąpienia przed innymi.


Masz jakąś misję w Polsce? Jakiś cel?

To nie jest tak, że przyjechałam tutaj rozwijać jakąś działalność polityczną. Celem zawsze była moja pasja, kariera, rozwój - chciałabym otrzymać dobrą edukację, nauczyć się wszystkiego o dziennikarstwie i w tym się rozwijać.

Spotkanie w Łodzi z ludźmi z polskiej "Solidarności", którzy walczyli kiedyś przeciw polskiego komunizmowi.


Wiem, że chciałabyś tworzyć dokumenty telewizyjne. Dlaczego akurat dokumenty?

Podoba mi się to, mam dużo pomysłów, interesuje mnie nagrywanie filmów o polityce - mam w tym doświadczenie, orientuję się.


Filmy o Polsce, Białorusi?

Nie tylko, teraz chciałabym zająć się dokumentem o Czeczenii. Gdy jechałam pociągiem z Terespolu do Warszawy, spotkałam kobietę, która stamtąd uciekała. Powiedziała, że pomoże mi skontaktować się z ludźmi z Czeczenii, którzy pokażą, co się tam tak naprawdę dzieje, jak ludzie żyją, co się dzieje z prostymi ludźmi, jaka jest bieda... Chciałabym taki film stworzyć.


Po co?

Żeby pokazać ludziom prawdę.


Sama powiedziałaś, że uświadamianie ludzi nic nie daje. Myślisz, że to ma cel?

Myślę, że nawet jeśli nie zadziała, to zawsze się przyda. Sama świadomość może kilku poruszy.


Skąd tak dobrze mówisz po polsku? To po tym jednym roku w Łodzi?

W dużej mierze tak. Ale głównie zawdzięczam to praktyce - czyli rozmowie z Polakami. Jak przyjechałam do Polski, jedyny język, jaki znałam poza ojczystym, to francuski (śmiech).


Wróćmy do Twojej działalności opozycyjnej - byliście wyłapywani i wsadzani do więzienia, jak to wyglądało?

Zatrzymywana byłam często, miałam rewizje, byłam przesłuchiwana. Zdarza się, że proponują współpracę. W moim wypadku na szczęście tak nie było. Tak dłużej to siedziałam tylko jeden raz - nie licząc tego, że kilka razy się siedziało na jedną noc w klatce w więzieniu - a na dłuższą metę tylko raz, na 10 dni.

Moje zatrzymanie podczas akcji, kiedy kłaskalam w dłonie. "Akcja cichego protestu". Źródło: http://euroradio.fm/ru


Jak warunki? To było takie dziesięć dni na zasadzie „nie karmimy, nie pijesz”?

Ja najpierw 5 dni siedziałam w jednym więzieniu. To była środa, a w środy robiliśmy taką akcję na zasadzie klaskania w dłonie - za to dostałam się do więzienia. Tydzień później znów była środa i trzeba było zrobić miejsce w więzieniu, bo znowu będą 3 zatrzymania. Dlatego przywieźli nas do innego miasta, poza Mińsk, to było straszne więzienie. Przyjmowano nas z automatem w ręku, w maskach - czułam się jak terrorystka, która zabiła 30 ludzi.


Karmili Was normalnie?

Karmili, ale ja na znak protestu po prostu nie jadłam w ogóle przez 10 dni - piłam tylko wodę, bo jak wychodzisz z więzienia, to tutaj musisz zapłacić za całe jedzenie, a ja nie chciałam. Nie jest to drogie, ale nie chciałam im płacić za to, że niesprawiedliwie mnie trzymają.


Jak się czuje człowiek, który nie je 10 dni?

Spokojnie. Na sam koniec czułam, że jestem słaba - zawsze chciało mi się spać, jak na spacerniak nas wyprowadzali, to nie miałam siły nawet wstać. A to była taka klatka, że policjant chodził po górze z psem. Kazał mi wstać, bo jak nie to wszyscy wrócą do celi - nie wstałam, więc wszystkich odprowadzili do celi.


Jak zareagowali rodzice, jak zostałaś zatrzymana?

Wtedy oni w opozycji zaczęli widzieć prawdę. Oczywiście, że się martwili, bo dziecko zatrzymane, nie wiadomo, co się dzieje. Ale byli dumni ze mnie. Tata później wszystkim swoim kolegom zaczął opowiadać, że bardzo kocha swoją córkę, że ona występuje przeciw reżimowi i nie boi się... Teraz już tak mówi.


Organizacja wspiera Was adwokatami podczas zatrzymań?

Tak, jest takie centrum, organizacja prawnicza "Wiosna", która opłaca nam niezależnych adwokatów, mandaty za akcje itp.

Ponowne zatrzymanie.
źródło: http://www.svaboda.org/


Władza Białorusi nie naciska na tę organizację?

Naciska - teraz w więzieniu siedzi człowiek, Ales Bieliacki, który stworzył taką organizację. Teraz organizacja istnieje, ale bez niego... Walczą, by go uwolnić.


Jak myślisz, zmieni się coś na Białorusi? Przez kolejne lata?

Wierzę w to. Mam taką nadzieję, ale nie mogę określić czasu, kiedy to się stanie - wiem, że za 5 lat nic się nie zmieni, a będzie jeszcze gorzej, jeśli władza się nie zmieni.


Jaki jest stosunek Rosji do Białorusi? Nie mówię oficjalnie - jak Tobie się wydaje?

Putin, Łukaszenka - dwa kumple, ale Miedwiediew bardzo mocno to wykorzystywał. Grają po prostu tak, że wiedzą, że Łukaszenka zrobi wszystko, co oni powiedzą, bo tylko Rosja może go wspierać i dawać tak duże kredyty reżimowi na działalność.


Jakie masz największe marzenie w życiu?

Znaleźć siebie, uzyskać taki poziom w życiu, w którym będę robiła coś dużego, ale zarazem coś, co lubię robić. Chciałabym wrócić do mojego kraju - do wolnego kraju, żeby się tam coś zmieniło. Chciałabym tam pomagać i rozwijać się dziennikarsko.


Masz mocną cechę charakteru, którą sobie cenisz?

Chyba śmiałość. Bo nie mogę powiedzieć, że czegoś się nie boję, bo boję się, ale robię to - więc chyba śmiałość. Tak, to mogę powiedzieć.


Jak wykładowcy reagują na Twoje pochodzenie - robią dygresje podczas zajęć i próbują zaznaczyć, co się u Was dzieje?

Zazwyczaj mało kto wie, mało kto pyta. Kiedy ktoś się dowie, to tylko zaznacza, że "u Was to jest źle, bo Łukaszenka" i tyle. Raz na zajęciach z filozofii podczas zaliczenia przedmiotu wykładowca dowiedział się od moich kolegów, że jestem z Białorusi - spuentował to wtedy słowami: „Nawet nie wiecie, że z Wami studiuje bohaterka."


Czujesz się bohaterką?

...nie, absolutnie! Są ludzie, którzy zrobili więcej ode mnie - nawet nie ma porównania. Ja nie zrobiłam czegoś dziwnego - tak musi robić każdy, kto szanuje swój kraj, kto martwi się o jego przyszłość i kto nie lubi kłamstwa i niesprawidliwości. Ja tylko mogę powiedzieć, że jestem takim człowiekiem i robiłam to, co musiałam.

 

 

 

Więcej opinii w temacie Uniwersytetu Opolskiego znajdziesz na profilu Twitterowym autora:


Wyświetlenia: 3447
Proponowane artykuły