Wolne-dziennikarstwo.pl - Korespondent Wojenny: głupota i brak wyobraźni czy pasja i ambicja ?
wolne dziennikarstwo


Polski fotoreporter, Marcin Suder, został porwany 24 lipca przez paramilitarne odziały muzułmańskie działające w Syrii. Polaka uprowadzono z biura prasowego syryjskich sił opozycyjnych. Napastnicy pobili działaczy oraz dokonali kradzieży komputerów i pieniędzy znajdujących się na terenie placówki. Motywem porwania była najprawdopodobniej chęć uzyskania okupu.

Suder pojechał do Syrii sam. Miał pracować tam dla polskiej agencji fotograficznej Studio Melon i francuskiej Corbis. Według „Gazety Wyborczej”, Suder przybył do miasta Sarakib dwa dni przed porwaniem. Napad, podczas którego dostał się do niewoli, miał miejsce w środę, w tym samym czasie w biurze prasowym przebywały cztery osoby.

Około godziny jedenastej do placówki wtargnęło osiem zamaskowanych osób. Prawie wszyscy przebywający na terenie biura byli pogrążeni we śnie. Nie spał jeden mężczyzna, ale bardzo szybko został spacyfikowany. Resztę szybko związano, a Sudera uprowadzono. Naoczny świadek twierdzi, że napastnicy ukradli praktycznie wszystko. „Siedem laptopów, dyski pamięci, wszystkie telefony komórkowe, kamery, aparaty fotograficzne i gotówkę” wylicza w wypowiedzi udzielonej „Gazecie Wyborczej”. Takie zachowanie terrorystów potwierdza tezę, że porwanie miało charakter rabunkowy, a polski fotoreporter został uprowadzony z myślą o otrzymaniu okupu.


Francuski korespondent Gilles Jacquier w Jerozolimie, 2008 rok (Creative Commons)

Sarakib to miasto leżące na północnym zachodzie Syrii, między Damaszkiem i Aleppo. Rząd stracił nad nim kontrolę jesienią ubiegłego roku, a 70% populacji opuściło je uciekając przed wojną. Wprawdzie walki z siłami rządowymi nie toczą się już bezpośrednio w Sarakib, ale wciąż jest tam bardzo niebezpiecznie. Miasto stało się polem walki różnych ugrupowań wewnątrz opozycyjnego obozu. Głównymi aktorami konfliktu są islamskie grupy paramilitarne, złożone w dużej mierze z ochotników przybyłych z innych krajów oraz cywilną opozycją, wspieraną przez Unię Europejską i USA. „Gorącą atmosferę w mieście można było przewidzieć już przed porwaniem. Niewykluczone, że jedna frakcja opozycyjna chce wykorzystać moment osłabienia sił reżimowych” tłumaczyła na antenie TVN24 Patrycja Sasnal z Państwowego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Inaczej sprawę Sudera komentuje Maria Wiernikowska, korespondentka wojenna i reporterka: „Zazwyczaj takie porwania służą temu, żeby mówiło się o porywających. W Syrii nie tak dawno uczestnicy demonstracji zgwałcili dziennikarkę i myślę, że ludzie, których my tam oglądamy i żyjemy z ich dramatów, są wściekli na dziennikarzy. Trzeba się liczyć z tym, że jesteśmy częścią machiny, z którą oni walczą. Prasa nie jest neutralna w konfliktach, nawet jeśli taką chce być. Ale w oczach ludzi, jesteśmy stroną. W odczuciu ludzi, są oni dla nas mięsem armatnim”.

Suder jest doświadczonym dziennikarzem, pracował już w różnych zapalnych rejonach świata m.in Somalii, Iranie, Południowym Sudanie i na Zachodnim Brzegu Jordanu. Mimo wszystko, Syria jest jednym z najbardziej niebezpiecznych miejsc dla zagranicznych korespondentów. Proceder porywania reporterów staje się tam coraz bardziej popularnym sposobem na zarabianie pieniędzy. Według danych Komitetu Ochrony dziennikarzy, w zeszłym roku porwano w Syrii ponad pięćdziesięciu dziennikarzy.


Barbara Demick w Sarajewie, Hotel Holiday Inn, 1994 rok (John Costello)

Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych powołało zespół, który będzie zajmował się porwaniem Sudera. W jego skład mają wejść wybitni eksperci zajmujący się tematyką Bliskiego Wschodu. Sprawę będą badać pracownicy polskich ambasad (w państwach graniczących z Syrią) oraz pracownicy MSZ w Warszawie.

„Wszyscy bardzo to przeżywamy, chcę przypomnieć, że polski rząd przestrzegał przed wyjeżdżaniem do Syrii. Jestem w stałym kontakcie z ministrem Sikorskim. Bardzo prawdopodobne, że atak miał charakter rabunkowy, ale nie jesteśmy pewni intencji porywaczy. Grupa, która porwała Polaka jest podobno jedną z bardziej radykalnych i brutalnych paramilitarnych organizacji w Syrii” powiedział w publicznym wystąpieniu premier Donald Tusk.

Porwania dziennikarzy nie są nowym zjawiskiem. Jednym z reporterów, którzy podzielili los Sudera jest były premier Brytyjskiego Imperium, Winston Churchill. W 1899 r. Churchill – wtedy młody korespondent wojenny – przeżył napad burskiego komanda na pancerny pociąg, którym przemierzał Południową Afrykę wraz z brytyjskimi żołnierzami. Potyczka zakończyła się wygraną Afrykanerów i pojmaniem młodego Churchilla.

Anglik był przetrzymywany wraz z towarzyszami w specjalnym obozie, w centrum Pretorii. Brytyjski arystokrata był dla porywaczy cennym nabytkiem, ponieważ pochodził z zamożnej rodziny, a jego ojciec był ważnym politykiem Brytyjskiego Imperium. Do transakcji jednak nie doszło, bo po czterech tygodniach niewoli Churchillowi udało się uciec z obozu. Żeby nie zostać złapanym, arystokrata musiał przemieszczać się nocą, kraść jedzenie i podróżować w towarowych pociągach. Podróż trwała dziewięć dni, podczas których przebył 480 kilometrów, by dostać się do granic Mozambiku i tam znaleźć schronienie brytyjskiego wojska.

Zawód korespondenta wojennego, w dzisiejszych czasach, wydaje się być jeszcze trudniejszy i bardziej narażony na niebezpieczeństwo. Współczesność zdominowana przez szybkie internetowe łącze sprawia, że reporter musi coraz bardziej narażać własne życie, by zdobyć i opublikować materiał przed konkurencją. Mimo tego, po rozmaitych, wojennych frontach wciąż krążą korespondenci gotowi dostarczać najświeższych informacji, prosto z pola walki.

Legenda polskiego reportażu, Ryszard Kapuściński, tak opisywał jedną ze swoich podróży do Kongo, podczas toczącej się tam wojny domowej: „Nie wiem, co to było –  nasza głupota i brak wyobraźni czy pasja i ambicja, bezmyślność czy poczucie narzuconego sobie obowiązku, maniactwo czy honor, że chcieliśmy jechać dalej tą drogą (na której łatwo było zginąć), a jadąc tak czułem, jak z każdym kilometrem zamyka się za nami coraz to nowy szlaban, zatrzaskują się kolejne bramy i odwrót staje się coraz bardziej niemożliwy.”

Wyświetlenia: 2324
Proponowane artykuły
obrazek

Amadou Guindo

8.8.2013

Rap to nie tylko rozrywka!

Amadou Guindo

W mediach i świadomości społecznej panuje opinia, że rap to muzyka służąca wyłącznie do rozrywki. Mam wrażenie, że w rozmowach o tym gatunku często umyka nam jego edukacyjny aspekt. Czytaj