Wolne-dziennikarstwo.pl - Wyjeżdżasz? Zabierz ze sobą tę muzykę!
wolne dziennikarstwo


Podczas podróżowania szuka się sposobów na umilenie czasu - jedni śpią, drudzy czytają, jeszcze inni całą podróż patrzą w okno. Myślą, gadają przez telefon, zaczepiają sąsiadów w poszukiwaniu kompana do rozmowy. Jeśli chodzi o mnie, to ja zakładam słuchawki i odcinam się od świata rzeczywistego. Przywołuję wspomnienia zamknięte w muzycznych albumach i słabo interesuje mnie to, co się dzieje dookoła. Podróż to wspaniała okazja do uporządkowania myśli i odświeżenia muzyki, o której trochę się zapomniało.

Wróciłam dziś z krótkiego wyjazdu, ale z dość długiej podróży. Najpierw jazda pociągiem (wygodny, cichy, elegancki, cichobieżny, niemiecki teleport), a potem autobusem (duży, trochę mniej wygodny, wypełniony przeróżnymi ludźmi, duszny, polski przewoźnik). Przed wyjazdem, zupełnie bez pomyślunku, wybrałam na szybko kilka albumów, aby wypełnić mp3. W podróży sprawdza się muzyka, która wymaga skupienia. Wtedy słychać każdy pojedynczy dźwięk, a słowa zawarte w tekście wybrzmiewają jakoś mocniej i wyraźniej. Od razu też włączam wyobraźnię i zatracam się w tej iluzji, którą stworzył mi muzyk.

Albumy zaprezentowane poniżej dotykają moich ulubionych klimatów, które idealnie wpasowały się w moją podróż.


1.EverlastWhite Trash Beatiful (2004)

Album ten poznałam dzięki bardzo bliskiej mi osobie i to może właśnie dlatego, słuchając go, moją głowę wypełniają wspomnienia tylko dobrych chwil. Everlast, czyli po prostu Erik Schrody. Facet z gitarą i cudowną chrypką. Fani formacji La Coka Nostra oraz legendarnego House of Pain powinni Pana Erika kojarzyć. A wielbiciele brzmień pierwszej grupy powinni być moją propozycją zadowoleni, z tym że White Trash Beatiful to trochę mniej agresywne granie. Więcej w nim delikatności, choć nie brakuje rapowego pazura. Ten album to świetny przykład na to, że mężczyzna może równocześnie być wrażliwy i wyrażać uczucia, nie tracąc przy tym męskości. Muzyka jest liryczna, a teksty szczere i piękne. Drogie Panie – to po prostu tęsknota mężczyzny wyrażona z klasą i po męsku. Jesienią Erik zawita do Wrocławia. Nie zastanawiajcie się; kupujcie bilety.

Everlast - Soul Music


2. FiszPolepione Dźwięki (2000)

Na drugiej pozycji jest Fisz, który zlepił się z dźwiękami. Utwór Czerwona sukienka to już trochę hymn, który często powraca przy okazji dobrej imprezy. Z kolei Polepiony to dla mnie bardzo ważny utwór, przy którym nie raz przepłakało się parę nocy. Fisz nawija i nawija, szybko i trochę nieskładnie. Nie ma w tym cienia oskarżenia, bo Fisz jest uroczy w tym, co robi. Ja wyobrażam sobie gościa z zabawanym grymasem na twarzy, który, łażąc po mieście, komentuje, co popadnie. W sposób prosty, nie prostacki. Nade wszystko bije z niego optymizm. Poplątanie z pomieszaniem i chaos w głowie. Myśli przenikają przez głowę, za oknem pociągu las, a Ty jedziesz i jedziesz… Polepione dźwięki zdecydowanie uruchamiają wyobraźnię.


Fisz - Język wszechświata


3.GinuwineGreatest Hits (2006)

I wracamy do Ameryki. Lata 90, rozkwit muzyki r’n’b. Timbaland werbuje młodych i robi z nich gwiazdy. Z niektórymi mu wyjdzie i podbije listy przebojów. Ginuwine to właśnie jeden z kolesi, z którymi współpracował. Przyznam szczerze, że oglądając jego teledyski, mam trochę dziwne uczucia, bo nie działa na mnie widok gołych klat. A tego nie brakuje. Wystarczy popatrzeć na to:

Ginuwine - Pony

Mimo to, Ginuwine nadrobił klasycznymi, przyjemnymi rytmami. Więc kupuję go takim, jakim jest. Zawsze można nie oglądać teledysków. I lubiła go Aaliyah, więc tym bardziej wielki plus. Powolnie wystukiwane rytmy przyjemnie ciągną się podczas jazdy. Czas nie mija szybciej, ale mija miło. Ginuwine wyprodukował dużo albumów, a ja się ograniczyłam i poznałam „The Greatest Hits”, czyli najlepsze i najpopularniejsze utwory. Warto posłuchać, choćby dla odczucia różnicy między dzisiejszym rozumowaniem muzyki r’n’b a tym sprzed kilkunastu lat. Mój ulubiony utwór z tej składanki:


Ginuwine - Same Ol' G

Wyświetlenia: 1843
Proponowane artykuły