Wolne-dziennikarstwo.pl - [Niesamowici Studenci] Marcin Rol - Polityk, asystent posła Solidarnej Polski - jedna z najmłodszych osób pracująca w SEJMIE RP. Na co dzień student politologii UO
wolne dziennikarstwo





Marcin Rol. Student Politologii na V roku, od 3 lat zaangażowany czynnie w politykę. Początkowo regionalną, obecnie ogólnopolską. Jest asystentem Posła Patryka Jakiego w Opolu. W Warszawie jest specjalistą ds. social media w klubie parlamentarnym oraz członkiem Biura Prasowego Solidarnej Polski. Początkowo kierował Gazetą Studencką na Uniwersytecie Opolskim, jak sam mówi „jednak politycy mają większe przełożenie na to, co się dzieje (…) mają narzędzia do tego by dać tę kropkę nad i”




 

________________________________________________________

z asystentem Posła Patryka Jakiego w Opolu, w Warszawie specjalistą ds. social media w klubie parlamentarnym oraz  członkiem Biura Prasowego Solidarnej Polski w jednym rozmawiał Michał Kosel




Wystąpienie nt zmian w programie studiowania w Polsce, Łódź 2013

 

Kim jest Marcin Rol...?

Jestem na pewno zwykłym chłopakiem, który przyjechał kiedyś do Opola na studia. Tutaj mi się spodobało i tutaj zostałem. Z końcem pierwszego roku studiów zaangażowałem się w politykę. Oczywiście to wszystko szło etapami, nie od razu wchodzi się i wszystkie dni stoją przed człowiekiem otworem. Zaczynałem od naprawdę malutkich rzeczy - konferencje prasowe, zapraszanie ludzi, by chodzili na wybory; później to się samo rozwijało. Ze mną było też tak, że do tej polityki to byłem zdeterminowany, ponieważ wiedziałem, co chcę robić. Nie jestem do końca przekonany, czy wielu ludzi, będących nawet ze mną na roku, chce się angażować w politykę czy chcą być politologami, czy chcą się angażować w dziennikarstwo. Ja to miałem od początku sprecyzowane.


Skąd opcja, którą wybrałeś? Jesteś dość młodą osobą i sprecyzowanie niektórych poglądów od razu pewnie nie było łatwe?

Nie było łatwo, to prawda. Nie chciałbym powiedzieć, że wyniosłem to z domu, bo od razu ktoś powie, że „rodzice cię nauczyli, tak ci powiedzieli i ty teraz tak postępujesz”. To nie jest tak. Moi rodzice wytworzyli we mnie pewne wartości poprzez swoje życie i swoje doświadczenia. Ja po pewnym czasie tak jakby też doszedłem do wniosku, że pewne rzeczy w moim systemie wartości zaczynają się precyzować. Jak spoglądałem na to, co dzieje się w kraju, za granicą, a nawet w naszym regionie opolskim, to zobaczyłem, że dużo rzeczy mi nie pasuje i to przede wszystkim określiło, że zaangażowałem się w konkretną opcję; w niej się rozwijałem i z nią chciałbym współdziałać dalej. Wiadomo, że tylko krowa nie zmienia poglądów, ale przywiązanie do pewnych, wyznawanych przez siebie wartości, musi być. Nie jest sztuką być chorągiewką - jak wiatr zawieje, tak się flaga obraca. Nie jest to łatwe, ale dobrze mieć to przywiązanie.



Powiedziałeś, jak się zaczęło. Wiemy, skąd dana opcja. Powiedz mi teraz, skąd sam pomysł. Przyszedłeś i powiedziałeś sobie "będę politykiem"?. Pamiętam Cię z pierwszego roku i chyba tej polityki jeszcze nie było tak dużo...

Nie było, faktycznie. Zaczynałem od Gazety Studenckiej. To był początek niesprecyzowanych poglądów. Zastanawiałem się między czystą polityką a dziennikarstwem. Wybrałem ostatecznie to pierwsze, ale chciałem spróbować swoich sił. Zacząłem pisać felietony w GS, później zostałem naczelnym i na dwa lata związałem się z tą gazetą. Mimo to polityka bardziej mnie fascynowała; po prostu zobaczyłem, że przez politykę można wiele rzeczy zrobić, można na nie wpływać...

 

Więcej niż przez dziennikarstwo?

...mam wrażenie, że jest to równe, ale jednak politycy mają większe przełożenie na to, co się dzieje. Oczywiście, dziennikarz może wpływać na wiele rzeczy i kreować opinie społeczne, ale to polityk ma zawsze narzędzia, które dają tę kropkę nad „i”.



Jak to się zaczęło? Jaki był Twój pierwszy kontakt ze światem wielkiej polityki? Kiedy skończyła się Gazeta Studencka, a kiedy zaczęła działalność polityczna na szerszą skalę? Ktoś Cię zaprosił? Ktoś był mentorem?

Przyszedłem sam. Kiedyś uznałem, że to najwyższy czas. Powiedziałem sobie: „chłopie, stary już jesteś, masz 19 lat, trzeba coś ze sobą zrobić”. Poszedłem do biura poselskiego, a tam poznałem bardzo ciekawych ludzi...

Demonstracja przeciwko ACTA Opole - fot. Nikodem Jacuk



…i tak wszedłeś do biura, powiedziałeś: „Jestem Marcin Rol i chcę być politykiem”?

Aż tak to nie. Po prostu przyszedłem i zapytałem, czy jest tutaj jakieś zajęcie dla mnie. Powiedziano mi, że jest, więc zacząłem działać.



Mówimy tutaj o jakichś praktykach czy stażu, tak?


Nie. Mówimy o zwykłym działaniu, było to na zasadzie pomóc przy czymś, przygotować konferencję prasową, pomyśleć nad analizą jakiegoś artykułu czy nad jakimś pomysłem politycznym. I to był de facto ten pierwszy kontakt. Przyszedłem i zaproponowałem, a osoba, która mnie przyjmowała, powiedziała, że bardzo chętnie będzie współpracować, bo młodego i aktywnego człowieka zawsze warto mieć przy sobie. I tak powoli, powoli, zaczynając od małych rzeczy, to się zaczęło.



Ile czasu minęło od momentu zapukania do biura i co się działo w tym czasie?

To jest już okres, który ciągnie się 3 lata. Pierwszy rok to były rzeczy drobne, taka próba pokazania się. Nie ukrywajmy - czy to jest partia, czy bank zawsze trzeba pokazać swoje umiejętności i dopiero później można myśleć o czymś większym. No i udało mi się. Miałem trochę pomysłów w głowie.


Co było takie przełomowe, czym przebiłeś się przez wszystkich?


Przełom był w 2011 roku w kampanii wyborczej. Oczywiście angażowałem się już wcześniej, ale ta trzecia kampania to był moment bardzo ciężkiej pracy, przez 8 tygodni było spania 3 godziny w ciągu doby i jeżdżenia dziennie kilkaset kilometrów, ale to później zaprocentowało. Wtedy mój obecny pracodawca, Poseł Jaki, docenił mnie i zaproponował rozszerzenie współpracy. Wtedy też ten cały mój wkład pracy, jak mniemam, przeważył i Patryk uznał, że warto współpracować z osobą, taką jak ja, i korzystać z tego, co umiem...



I wtedy zaczęły się pierwsze pieniądze z polityki? Prawdziwa praca.

Można by tak powiedzieć.



Co zostało docenione najbardziej? Jaką „działkę” Ci powierzono? W czym byłeś najlepszy?

Przede wszystkim zajmowałem się organizacją pracy w terenie. Planowałem dzień codzienny, w kampanii wyborczej każdy dzień różni się od drugiego. To trzeba zaplanować; tamto ułożyć; wybrać miejsca, w których trzeba być; wybrać miejsca, gdzie są ludzie, którzy będą chcieli posłuchać tego, co polityk chce powiedzieć. Spotkania z wyborcami to też jest kwestia organizacji. To właśnie była moja działka, taka stricte organizacyjna i logistyczna.


Poseł Patryk Jaki po wygranych wyborach w 2011 roku pojechał do Warszawy. Nie działał już stricte na Opolszczyźnie, tylko pojechał do stolicy. Czy taka osoba jak Ty nadal była potrzebna?


Zdecydowanie tak, bo wiadomo – ktoś, kto zostaje posłem, otrzymuje dużo tych obowiązków "warszawskich", powiedzmy. Z drugiej strony, poseł ma zawsze świadomość, że nie można na stałe wyjechać do Warszawy i nie robić nic dla ludzi, którzy go do tego Sejmu wybrali, bo to jest nieuczciwe. Dlatego taka osoba jak ja się przydaje, bo jestem takim łącznikiem pomiędzy zwykłym obywatelem, który przychodzi do biura, a biurem, które stara się pomóc.



Jak pomagacie?


Staramy się używać tych narzędzi, które mamy, by tym ludziom pomóc. Dróg jest kilka, czasem są to zapytania, czasem interpelacje, to też zależy. Czasem przychodzi ktoś, kto ma problem ze zdobyciem mieszkania socjalnego, komuś coś odebrano. Głównie są to sprawy prawne. Ktoś przychodzi i mówi „jestem pokrzywdzony przez prawo”, wtedy staramy się poprzez interpelacje kierować pytania do ludzi, którzy dzisiaj tworzą to prawo, by pokazali, jak to powinno funkcjonować.

Posiedzenie zarządu młodzieżówki SP, 2013 r. Warszawa


Jak to jest, udaje się pomóc? Tam gdzie zwykły Kowalski próbuje i ktoś go lekceważy, a napisze poseł i nagle jest odpowiedź?

Nie powiem, że jest to recepta na sukces, jednak tych interpelacji są tysiące i jedne są mądrzejsze, drugie - nie. Biorąc pod uwagę to, że kiedy my piszemy w sprawie zwykłego człowieka, to zdarzało się i tak, że odpowiedź jakiegoś podsekretarza stanu pokazała, że rzeczywiście jest jakiś konflikt w prawie i to już była podstawa dla zwykłego Kowalskiego, by walczyć dalej. Niestety zdarza się tak, że jak napisze Kowalski, to jest lekceważony, inaczej jest jak pisze poseł. Niestety. Była taka sytuacja trzyosobowej rodziny, którą chciano przenieść z dużego mieszkania do jakiegoś przyulicznego schowka w bloku. Trzyosobowej rodzinie, z czego dwie osoby są chore, chciano zostawić tam 15m2 powierzchni, bo na mieszkanie 4 razy większe był już ktoś chętny. De facto ta interwencja przyniosła skutek. Na szczęście ostatecznie okazało się, że Ci ludzi nie wylądowali w schowku na miotły. Zawsze, kiedy siedziałem w biurze, a nawet po pracy jak słucham o problemach ludzi, zastanawiałem się, jaki odsetek do nas przychodzi, a ilu może być takich ludzi, którzy tego potrzebują. Obawiam się, że jest to duża dysproporcja.



Ile godzin dziennie przesiadujesz w biurze Solidarnej Polski?

To zależy od dnia, ale przeważnie od 6 do nawet 10 godzin. Raz nawet zdarzyło mi się pracować do 5 rano w biurze. Biuro musi być przede wszystkim otwarte; to nie może być tak, że jest zamknięte i ktoś całuje klamkę, bo jest to wtedy dla takiego człowieka pewien policzek i zniewaga. A na porady prawne przychodzą różni ludzie, młodzi i starsi. Na pewno mój tygodniowy czas pracy jest grubo ponad przeciętną.



Czy jesteś ewenementem jako młody człowiek? Czy dużo ludzi w Twoim wieku jest aż tak mocno zaangażowanych w politykę lokalną? Kieruje biurem, reprezentuje partię?

Tutaj jest troszkę słabiej, muszę przyznać, bo nie ma takiego zaangażowania, nad czym, powiem szczerze, ubolewam. Młodzi ludzie powinni brać sprawy w swoje ręce, bo nie można siedzieć i wiecznie narzekać, że ktoś źle rządzi albo że coś się nie podoba. Ja akurat nie zgadzam się na taką postawę. Uważam, że jeśli Ci się nie podoba, to przyjdź i zacznij działać?

Wystąpienie nt nowoczesnych technologii w życiu Polaka przed liderami SP - Kraków, 2012 r.


Jak myślisz, skąd wynika ta bierność wśród młodych ludzi? Skłonność do narzekania, ale nie działania? Jak jest na Twoim roku? Wszyscy zaczynaliście od tego samego miejsca, Twoi rówieśnicy też są tak aktywni?

To prawda, wszyscy zaczynaliśmy z czystą tablicą. Wszyscy byliśmy żółtodziobami i nie wiedzieliśmy, jak to ugryźć. Mam wrażenie, że jest grupa ludzi, którzy chcą coś robić, ale to „coś” jest bardzo szerokie. Znam osoby, które też mocno angażują się w politykę, ale to jest niestety mały odsetek. Nie wiem, jakie Ci ludzie mają plany, ale na pewno szkoda byłoby zmarnowanego czasu.


Ciężko jest uświadomić studentom, że studia to nie są 5-letnie wakacje i że tylko dobre wykorzystanie tego czasu może dać perspektywy na przyszłość? Skąd u wielu taka bierność? Media nas rozleniwiły czy po prostu za dużo mieliśmy w życiu?

Mam wrażenie, że są dwie przyczyny. Młodzi ludzie rzeczywiście idą na studia z takim przeświadczeniem, że „idę na te studia, zrobię pięć lat i po tych pięciu latach każdy stanie przede mną z otwartymi ramionami i weźmie mnie do pracy”. To jest niestety myślenie zgubne i błędne, które wszystkim odradzam. Jeśli będą to czytały osoby na 1. roku studiów, to od razu odradzam takie myślenie. Nie o to chodzi na studiach. Tutaj mamy czas, by powziąć pewną wiedzę, ale nie ukrywajmy też tego, że nie jest tak, że student to jest osoba, która siedzi jak mol w książkach od rana do wieczora i nic poza tym nie robi i nie ma czasu zaangażować się w coś więcej. To jest bzdura, nigdy w coś takiego nie uwierzę. Każdy, kto po 5 latach pójdzie do banku czy gdziekolwiek i pokaże CV, na którym będą tylko zaliczone studia, to podejrzewam, że będzie miał marne szanse na pracę. Nie dziwię się z resztą. Pracodawca nie wie wtedy, czy się tak dobrze uczył czy po prostu zaliczył, a resztę czasu przebalangował. Dlatego odradzam to i zachęcam do zaangażowania się, takiego praktycznego zaangażowania. Studenci dziennikarstwa odnotowują chyba większą aktywność niż politolodzy. Uważam, że każdy, kto chciałby dostać się kiedyś do pracy w mediach, powinien szlifować to na co dzień w ciągu tych 5 lat. Jestem przekonany, że jakby popatrzeć na studentów któregokolwiek z roku, to możemy na palcach dwóch rąk policzyć tych, którzy praktykują, np. pisanie bloga, szlifowanie pióra, ale konsekwentnie próbują to ciągnąć, a bloga ma prawie każdy. Drugą przyczyną, jaką ja widzę, jest to rozleniwienie przez media - ludzi nauczono być biernymi. Jeśli słyszą od dwóch najważniejszych osób w państwie, by nie szli na referendum albo by się nie angażowali, to ja się nie dziwię, że przez takie szopki ludzie później są zmęczeni tym i nie chcą się ani angażować, ani interesować. Skoro sami politycy mówią do nich „zostańcie w domu, pooglądajcie telewizję, rozpalcie grilla, nie róbcie nic”.



                      Spotkanie w Opolu z b. szefem ABW, Bogdanem Święczkowskim, 2013 r.


A kiedy u Marcina Rola została zaszczepiona ambicja działania? Wszyscy zaczynaliście z rówieśnikami podobnie. Gdybym na pierwszym roku powiedział Ci, że za rok przejmiesz Gazetę Studencką, a za trzy będziesz prowadził kampanię wyborczą, to wtedy pomyślałbyś sobie, że taki jest plan? Czy tak to wtedy widziałeś? Czy to też była kwestia tego zaszczepienia ambicji?

Nie, na pewno tak się nie widziałem. Na pewno nie widziałem się w tym miejscu, w którym jestem, w tak młodym wieku. De facto jestem jedną z najmłodszych osób, które pracują w Sejmie. Jestem asystentem posła z Opolszczyzny, funkcjonuję w polityce naprawdę aktywnie. Nie uwierzyłbym pewnie, gdyby ktoś powiedział mi to 3 lata temu. To też był wynik ciężkiej pracy i determinacji. Chociaż, jak sobie przypomnę, to na lekcjach WOS-u kłóciłem się z moimi kolegami na temat stanu wojennego. Jak oni mówili, że dla nich Jaruzelski jest bohaterem, to mnie wtedy krew zalewała i pukałem się w głowę i się z nimi kłóciłem. Zostało to tak kultowe, że jak żegnali nas pod koniec liceum i inni robili kabarety na temat każdej klasy (bo każda się czymś charakteryzowała), to u nas zrobili kabaret z lekcji WOS-u, właśnie jak się kłócimy. Dlatego chyba tę szczepionkę trochę wcześniej dostałem, aczkolwiek nie spodziewałem się, że to wszystko pójdzie tak szybko. Teraz w sumie mam na tyle doświadczenia, że mogę śmiało powiedzieć młodym ludziom, którzy są od nas młodsi o 3-4 lata, że naprawdę warto. Wszystko jest dla ludzi - alkohol, zabawa - zwłaszcza dla młodych ludzi, tak jak my przyjeżdżaliśmy na studia i wyrywaliśmy się od rodziców, z resztą znamy się nie od dziś i wiesz jak wyglądał pierwszy rok. Pytanie, czy w pewnym momencie nie powinien przyjść taki moment, gdzie człowiek musi się zastanowić „dobra, mogę imprezować jeszcze przez kolejne 4 lata, ale co potem?”


A co było tą receptą na sukces, który osiągnąłeś? Bo w ciągu 3 lat osiągnąłeś naprawdę wiele.

Dużo pracy i kreatywność, ale przede wszystkim dużo pracy. Ważne jest również inwestowanie w siebie - żeby nie chodzić jedynie na wykłady i odbębniać wszystko, tylko trzeba też pogłębiania tej wiedzy, która może się przydać. Trzeba pójść do biblioteki i przeczytać kilka książek, które są poza linią programową. Przeczytałem jedną książkę, która była zgodna z moją linią poglądową, poznałem autora, później przerzuciłem się na tych, których mniej lubiłem, ale to pozwoliło mi na wyrobienie sobie pewnej kreatywności w myśleniu. Teorie trzeba też łączyć z praktyką. Nie da się przeczytać książki od A do Z i wkuć ją na pamięć na egzamin i nagle być mistrzem marketingu politycznego - to jest zakłamanie rzeczywistości. Ja nie mam nie wiadomo jakiego doświadczenia, bo sam wiem, jak wiele muszę się jeszcze nauczyć, ale już po kilku kampaniach wyborczych, kilku akcjach, takich jak np. zbieranie podpisów za przywróceniem historii do szkół, można ująć to w pewne ramy organizacyjne i to jest kwestia wyrobienia tego w sobie. Nie dostaniemy tego w pudełku z dyplomem, gdzie musisz to wgrać i już jesteś ekspertem. Tutaj kluczem jest tylko praktyka.

Konwencja Solidarnej Polski, wystąpienie min. Zbigniewa Ziobro, Opole (jako prowadzący), 2012 r


Na lekcjach WOS-u kłóciłeś się z kolegami, a jak jest na studiach? Dalej kłócisz się ze studentami? Zdarza Ci się też kłócić z wykładowcami?

(śmiech) Powiem tak, ze studentami się kłóciłem, a z wykładowcami dyskutowałem. Jest też pewien dystans wieku i mimo innych poglądów trzeba zachować fason i kulturę, ale zdarzało się. W sumie często się to zdarzało, szczególnie gdy przedmiot dotyczył najnowszej historii Polski po 89 roku, która jest pełna kontrowersji i różnic zdań lub też bieżących wydarzeń politycznych bo i takie zajęcia mieliśmy. Chociaż uważam, że tych zajęć było za mało. Więcej powinno być na tych studiach zajęć, które potrafią zmusić studenta do myślenia, do wyciągania własnych wniosków, do obserwowania świata z innej perspektywy, do wysłuchania drugiego człowieka i jego innych poglądów. Wiadomo, mam pewne poglądy, ale zawsze bardzo chętnie podyskutuję z ludźmi, którzy mają poglądy odmienne od moich. Może kogoś przekonam do swoich racji, a może czasem ktoś mnie przekona. Niestety tych zajęć jest za mało.

 

Czy jakąś taką dyskusją rozwaliłeś zajęcia? Jest taki przykład, że tak żywo rozmawialiście, że coś przeszło do historii?

Były takie zajęcia. Dość żywe rozmowy były na zajęciach, na których analizowaliśmy kariery polityczne III RP i to były zajęcia z dr Skrabacz. Pamiętam, że mocna dyskusja była podczas analizy osoby Adama Michnika i Aleksandra Kwaśniewskiego. Tutaj faktycznie mocno się spinaliśmy...



Ty i wykładowca czy Ty i student...?

Nie, nie. Między studentami. Pamiętam, że był student, który miał poglądy obrócone o 180 stopni od moich i różnica zdań była niewiarygodna. To chyba był najbardziej spektakularny przykład.


A co na to wykładowcy? Oni przecież znają dokładnie szczegóły biograficzne. Jak reagowali?

Tutaj akurat mieliśmy wolną rękę, by pokazać swoje poglądy i swoją wiedzę, ale nie było czegoś takiego, że np. Marcin ma rację czy odwrotnie. Zawsze było to wyważone, że w sumie każdy ma trochę racji. Było to zrobione możliwie obiektywnie.

Marsz Żołnierzy Wyklętych Opole 2012, byłem organizatorem pierwszego takiego marszu w Opolu, od nas wyszła inicjatywa - źródło Gazeta Opole



Znamy Marcina Rola - polityka, znamy Marcina Rola - studenta, ale to nie wszystko. Prowadzisz również lokal, którego właścicielem jest narzeczona Patryka Jakiego. Jak godzisz te wszystkie funkcje?

To nie do końca jest tak, że prowadzę ten lokal, raczej pomagam i wspieram. Był taki moment, w którym ogarniałem dużo rzeczy samemu, było dużo pracy, polityka zeszła na drugi plan. Teraz mamy już fajną osobę, która się tym zajmuje i dobrze sobie z tym radzi. Jest to ktoś z doświadczeniem zawodowym w tej branży, więc spokojnie mogę wrócić do polityki.



Jak radziłeś sobie swego czasu, gdy byłeś z tym sam? Lokal sam się nie poprowadzi.

No było trochę worów pod oczyma po prostu (śmiech). Lokal to duża odpowiedzialność i praca w godzinach nieobjętych ramami czasowymi. Czasem siedziało się po nocach, ale nie było tak źle.



…ze studiami nie miałeś problemu?

Nie. Wiadomo, że zdarzają się poprawki, bo nie wszystko zaliczy się za pierwszym razem...



Na zajęciach też nie bywasz regularnie?

No nie bywam. Przyznaję, że zdarza mi się sporo zajęć opuszczać, ale staram się tego nie robić. Wiadomo, że jak zacząłem studia, to chciałbym je dobrze zakończyć, ale fakt faktem, że praca czasem mi na to nie pozwala. Niestety jestem już taką osobą, trochę mi z tego powodu przykro, bo 24 godziny na dobę pod telefonem i nie ma, kiedy odpocząć, ale jesteśmy młodzi, ja to lubię, to jest fajne, mnie to kręci. Jak coś sprawia człowiekowi przyjemność, to zupełnie inaczej się do tego podchodzi. Było to pewne wyzwanie, by pogodzić te wszystkie rzeczy czasowo, ale nie ma rzeczy niemożliwych. Śmieję się czasem, że ktoś powiedział, że młodzi ludzie nie mają rozwagi, więc stawiają sobie niemożliwe cele, a później je osiągają. Więc ja chyba, jeśli mam prawo do własnej samooceny, to też jestem takim trochę nierozważnym człowiekiem, który stawia sobie niemożliwy cel, a później w dziwny sposób go osiąga.



Czy opłaca się być taką osobą? Dużo się mówi o śmiesznych pieniądzach za pracę młodych ludzi. Czy sam doszedłeś do tego momentu, gdzie w zamian za pracę nie musisz się martwić o niektóre kwestie materialne?

Mnie się w pewnym momencie udało, dzięki czemu odciążyłem dosyć szybko moich rodziców pod względem materialnym i nie musiałem brać już od nich pieniędzy, ponieważ sam zarobiłem i sam zacząłem się utrzymywać. Chociaż mama albo tata zawsze jakiś grosz podeślą, bo oni wciąż uważają, że człowiek głoduje (śmiech). Dzięki tej pracy, którą wykonałem, mam po prostu lepszą sytuację - mam pracę, a co za tym idzie mam komfort, że nie muszę brać niepotrzebnie pieniędzy od rodziców, bo oni też ich potrzebują. Ale to nie jest tak, że dotyczy to wielu ludzi. Ktoś powie, że jak poszedłem w politykę to nagle zarabiam. To jest ewenement, bo zawsze podkreślam, że sytuacja dla młodych ludzi nie jest dobra. To, że mi się udało, nie znaczy, że każdy tak ma. Dla młodych ludzi nie ma pracy. Kilka miesięcy temu dałem ogłoszenia, że przyjmiemy kelnerkę do pracy. W ciągu dwóch dni było 70 zgłoszeń. To pokazało, że to parcie na pracę jest naprawdę duże. To nie jest tak, że ludzie złożą CV i dostaną jakąkolwiek pracę.

 

Jak myślisz, co spowodowało, że jesteś w tym miejscu, w którym jesteś?

Myślę, że to dlatego, że chciałem. Tak jak mówiłem, młodym ludziom brakuje rozwagi i stawiają sobie niemożliwe cele. W sumie można osiadać na laurach, oglądać telewizję, ściągać kolejny film z Internetu i na siłę szukać sobie zajęcia, oglądając jakieś demotywatory i tym podobne rzeczy - oczywiście mówię wszystko z gwiazdką. Gwiazdka - wszystko jest dla ludzi. Ja po prostu nie chciałem nigdy siedzieć i nic nie robić, takie mam też przyzwyczajenie z domu wyniesione, bo nawet jak miałem 13 lat, to pomagałem rodzicom w ich sklepie towar wyładowywać. Zawsze gdzieś tam do pracy chętnie się przyłączałem, nawet w wieku 18 lat, gdzieś po maturze, żeby dorobić to ładowałem tiry jakimiś chińskimi dywanami, gdzie dostawałem za 12h pracy 50zł, no ale miałem determinację. Może to też mnie jakichś rzeczy nauczyło – „wiesz, nie chcesz ładować całe życie tirów dywanami, warto spróbować czegoś innego”. Myślę, że po prostu dobrze trafiłem. Może jest to też kwestia mojego charakteru, który jest dosyć kategoryczny. Jestem osobą wewnętrznie zmobilizowaną i silną, może właśnie dlatego ta polityka - tam trzeba mieć twardy tyłek, więc może dlatego tak...


Czy uważasz się za człowieka sukcesu?

Teraz nie. Może powiem tak – kiedyś, jak będę siedział z wnukami przy kawie, będę miał całe życie za sobą, będę politycznie spełniony i osiągnę takie rzeczy, które uradują wielu ludzi; jeśli faktycznie uda mi się być w polityce i wprowadzić takie zmiany, które wielu osobom pomogą w życiu - to wtedy powiem sobie: TAK, OSIĄGNĄŁEM SUKCES! Teraz jestem na takim etapie, że mówię „sukces trzeba osiągnąć”. I tyle...


 

Więcej opinii w temacie Uniwersytetu Opolskiego znajdziesz na profilu Twitterowym autora:


Wyświetlenia: 2854
Proponowane artykuły