Wolne-dziennikarstwo.pl - Debata niespełnionych oczekiwań, czyli premier Buzek w Opolu
wolne dziennikarstwo


Spotkanie i rozmowa pod tytułem „Unia Europejska za dwadzieścia lat”, które odbyły się 25 października w Colegium Civitatis w Opolu, a na które zaproszono byłego premiera prof. Jerzego Buzka oraz europosłankę Danutę Jazłowiecką, trochę mnie rozczarowało.

Prawdę mówiąc, pierwszy raz miałem okazję uczestniczyć w tego rodzaju spotkaniu akademickim. Wiele z nich obejrzałem bądź wysłuchałem w internecie, więc jakiś tam obraz tego, jak to w praktyce wygląda, usadowił mi się gdzieś pod czaszką. Poniżej przedstawiam, jak wyglądało to wszystko z mojej perspektywy.

Pierwszą rzeczą, która szczerze mnie zaskoczyła, był brak jakiegokolwiek rozmachu. Wynikał on z częściowo naiwnego przeświadczenia, że premier RP i później UE nie porusza się w towarzystwie mniejszym niż trzech funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu i co najmniej drugiej takiej grupy przydzielonej mu przez Parlament Europejski. Z niemałym zdziwieniem udało mi się zauważyć jedną taką osobę i to w zasadzie sprowadzoną do roli szofera, a nie ochroniarza.

Drugą rzeczą był niewielki aplauz i miłe, formalne, aczkolwiek skromne powitanie. Nie jestem pewien, czy wynikło to z faktu, że piątkowe popołudnie nie jest najlepszym czasem na rozmowy o polityce i przyszłości kontynentu, na którym żyję, ale byłem przekonany, że wejście do sali wykładowej będzie co najmniej utrudnione. Nie jestem pewien, czy była chociaż setka osób.

Samo spotkanie przebiegło bardzo spokojnie, rutynowo i w takiej odrobinę nudno-oficjalnej atmosferze. Premier dużo mówił o taktyce małych kroczków, miękkiej sile (soft power) oraz ciągłym rozwoju i modernizacji struktur europejskich. Z romantycznym, jak sam przyznał, nastawieniem opowiadał o tym, jak doszło w końcu do zmian, które nawet jemu się nie śniły. O otwarciu się Unii na wschód, wystąpieniu bł. Jana Pawła II w europarlamencie oraz oczywiście o przyszłości. Przyszłości również tej najbliższej, jaką będą wybory 2014 roku i prawdopodobnie największej liczbie eurosceptyków, mających zasiąść w strukturach unijnej władzy. Prof. Buzek podzielił się przypuszczeniem o ewentualnym odejściu Wielkiej Brytanii ze struktur wspólnoty i jednocześnie możliwym rozpadzie tworu, jakim jest dzisiaj Zjednoczone Królestwo. Prawdę powiedziawszy, jest to wg mnie najzabawniejszy element całego tego spotkania oraz całkiem zgrabnie wbita szpila w europosła Nigela Farage’a, któremu więcej niż raz zdarzyło się powiedzieć o dwa słowa za dużo, zarówno pod adresem samej Unii, jej struktur oraz jej przedstawicieli. Touche.

Ciekawe wizje Unii Europejskiej za dwadzieścia lat przedstawili studenci, a właściwie studentki z Polski, Niemiec i Francji objęte programem uczelnianym, pozwalającym w praktyce skończyć edukację z dyplomami trzech uniwersytetów jednocześnie.

Trochę bojąc się stereotypowości, muszę jednak napisać, że wizja niemieckiej studentki była najbardziej realna i pragmatyczna. Opierała się przede wszystkim na zdecydowanym wzmocnieniu struktur i jednoczesnym zatarciu się granic między państwami członkowskimi.

Wizja studentki z Francji była najbardziej ogólnikowa i nijaka, natomiast Polka podała wizję innych polskich badaczy, mówiącą o upadku Unii i powstaniu drugiej federacji europejskiej.

Naturalnie mój odbiór poszczególnych przemówień mógł wynikać ze słabnącej znajomości języka angielskiego i subiektywnego nastawienia. Zastrzegam sobie tym samym możliwość do błędu i ponownego podkreślenia, że jest to wyłącznie moja perspektywa.

Ostatnim punktem, który zasługuje na uwagę, chociaż być może z nieco innych powodów, było pytanie przewodniczącego mniejszości niemieckiej w Polsce. Zapytał on o plany działania władz europejskich pod względem opieki nad mniejszościami narodowymi w poszczególnych krajach, jednocześnie powołując się na marne ich prowadzenie w Polsce.

Z cichym przyzwoleniem reszty zebranych premier Buzek przypomniał, że ze wszystkich członków wspólnoty to właśnie Polska jest na drugim miejscu honorowania i poszanowania mniejszości narodowych. Premier mówił o przysługujących mniejszości prawach, często większych niż zwykłym obywatelom. Przykładem takiego traktowania jest możliwość stworzenia osobnej szkoły dla dzieci, posługujących się na przykład językiem ukraińskim, których liczba może być mniejsza niż adekwatna liczba dzieci polskich.

Od własnego zdania, które miało zaczynać się od czarnej niewdzięczności, zdecydowałem się zrezygnować. Przypominam tylko, że pomimo ogromnej emigracji zarobkowej Polaków, na zachodzie wciąż nie przysługuje im żaden, powołany przez państwo urząd. Podczas gdy w Polsce najbardziej namacalnym elementem dbania o mniejszości jest zagwarantowane miejsce w parlamencie. I to bez zebrania wymaganego przekroczenia pięcioprocentowego progu wyborczego.

Podczas spotkania nie padła żadna konstruktywna krytyka o sens dalszej integracji, zważywszy na autonomiczne dążenia wielu państw członkowskich takich jak Czechy, Węgry, Grecja czy w końcu Wielka Brytania. Mało czasu poświęcono również przyszłości wspólnej waluty i krajom, które na jej wprowadzeniu straciły i zyskały najwięcej.

Premier nie odniósł się do sposobu radzenia sobie z brakiem poczucia europejskości, które według mnie dzisiaj nie istnieje. Pomimo pytania o wprowadzenie paszportów dla "obywateli Europy" problem realnego edukowania czy może raczej zachęcania do szukania wspólnych korzeni również dzisiaj nie istnieje. A jeśli nawet, to w formie, która zdecydowanie od siebie odstręcza.

Zabrakło mi również odniesienia się do kwestii braku tak często przywoływanej "społeczności europejskiej". Prawdę mówiąc, poza garstką zaangażowanych w nią polityków, dziennikarzy i aktywistów, nie znam nikogo, kto na bieżąco śledziłby wszystkie aktualne problemy, z którymi boryka się Unia. Oprócz oczywiście żenująco śmiesznych czy bezsensownie biurokratycznych ustaw.

Z drugiej strony, czy na pewno jest to pytanie, które należałoby postawić politykom? 

Wyświetlenia: 1013
Proponowane artykuły