Wolne-dziennikarstwo.pl - Marsz Niepodległości - nie taki zły, jak go malują
wolne dziennikarstwo


Wybór sposobu świętowania odzyskania niepodległości przez Polskę, mimo szerokiej oferty, nie wymagał ode mnie wiele czasu ani energii. Pomimo pojawiających się gdzieś informacji o rzekomym zagrożeniu w związku z trwającym w Warszawie szczytem klimatycznym, 11 listopada udałem się na organizowany w stolicy Marsz Niepodległości. Decyzji nie żałowałem ani w trakcie Marszu, ani po jego zakończeniu.

Do wyjazdu skłoniła mnie chęć świętowania tego dnia w największej, organizowanej z tej okazji imprezie. Z drugiej strony, oglądając relacje mediów z Marszu Niepodległości z lat ubiegłych, chciałem na własnej skórze przekonać się, jak tam jest naprawdę. Rzeczywistość mnie nie zaskoczyła. Marsz Niepodległości nie jest taki zły, jak go próbują malować.

Biorąc udział w tym wielkim pochodzie, na bieżąco dostawałem informacje o przekazach medialnych. Już na początku przekaz zdominowała płonąca tęcza na pl. Zbawiciela, oddana zresztą po remoncie, który miał miejsce tuż przed Marszem Niepodległości. Owa tęcza, symbol środowisk LGBT, nie znajdowała się na trasie Marszu wyznaczonej przez organizatorów. Idąc z innymi uczestnikami, miałem możliwość jedynie ujrzenia dymu, który unosił się na niebie. Czy zatem ten incydent powinien być rozpatrywany w ramach odpowiedzialności organizatorów za uczestników tylko dlatego, że miał miejsce w trakcie pochodu? W moim subiektywnym odczuciu - nie.

Drugą nieprzynoszącą popularności sytuacją było podpalenie policyjnej budki pod ambasadą rosyjską. Nie powinno się w żaden sposób nawet podejmować próby usprawiedliwienia tego typu czynów, z jednym małym zastrzeżeniem. Przy budynku ambasady nie było ani jednego policjanta, za co zresztą dzisiaj pretensje ma strona rosyjska. Były ich za to setki kilkadziesiąt metrów dalej. Takim działaniem umożliwiono pewnym osobom dokonania czynów, które miały miejsce. Ze spokojem czekam na rozwiązanie tego incydentu, który, mam nadzieję, pojawi się w oparciu o monitoring ambasady. W przeciwieństwie do ambasady rosyjskiej, budynki ministerialne były obstawione policją w białych kaskach. Ciężko stwierdzić, dlaczego z takiego zabezpieczenia zrezygnowano w przypadku ambasady. Być może właśnie po to, by zdelegalizować Marsz...

Wszelkie bójki czy starcia z policją odbywały się gdzieś w bocznych uliczkach. W mojej ocenie cały Marsz Niepodległości był spokojny, jak zresztą komentują to organizatorzy, mówiąc, że udało się zapewnić bezpieczeństwo wszystkim uczestnikom. Każdy, kto maszerował zgodnie z zaleceniami organizatorów i nie szukał dodatkowych wrażeń, nie mógł czuć się w żaden sposób zagrożony.

Powrót do domu nie odbył się jednak bez przygód. O godzinie 1 w nocy, około 50 kilometrów przed miastem docelowym - Opolem, autokar, którym podróżowałem, został zatrzymany przez pięć policyjnych pojazdów. Celem nie było jedynie znane wszystkim "spisanie". Oprócz tego każdy uczestnik musiał, przykładając do twarzy swój dowód osobisty, dać się uwiecznić policyjnemu fotografowi.

Udział w Marszu Niepodległości 2013 był dla mnie zdecydowanie niezwykłym przeżyciem. Dzisiaj wiem, że medialne relacje, które ukazywały zeszłoroczne wydarzenia z Warszawy, miały jedynie kilkuprocentowe pokrycie z rzeczywistością. Jeśli za rok nikt nie stanie na przeszkodzie organizacji Marszu Niepodległości, z pewnością pojadę tam po raz drugi i to bez jakichkolwiek obaw o zdrowie. A śledząc medialne doniesienia, można by takie mieć.

Wyświetlenia: 1048
Proponowane artykuły