Wolne-dziennikarstwo.pl - Rozmowa z Lilu - druga część rozmów z Pannami Wyklętymi
wolne dziennikarstwo


Druga część rozmów z artystkami projektu „Panny Wyklęte”. Tym razem na moje pytania odpowiadała Lilu.

 

Joanna Matlak: Lilu, jesteś patriotką?

Lilu: Mam nadzieję, że tak. Staram się być.

 

W jaki sposób?

Po pierwsze, staram się pamiętać i interesować tematem. Myślę, że to jest podstawa – wiedzieć. A po drugie, skoro już param się elementami artystycznymi, tworzeniem, śpiewaniem i pisaniem, to cieszę się, że udało mi się wziąć udział w takim projekcie, w którym jeszcze oprócz tego, że pamiętam i staram się wiedzieć, to jeszcze staram się powiedzieć i przypomnieć.

 

Na płycie napisałaś, że decyzję o uczestnictwie w projekcie podjęłaś w 5minut.

To wypłynęło ze mnie jakoś zupełnie naturalnie. Dostałam tę propozycję i pomyślałam „NARESZCIE!”. Odwróciłam się do pianina, w 10 minut napisałam piosenkę i  odesłałam ją od razu. Zamiast odpowiadać „tak, chętnie wezmę udział w tym projekcie” to odesłałam piosenkę nagraną na dyktafonie w telefonie. Tak wyszło.

 

Czy w Twojej rodzinie były jakieś historie lub wspomnienia, które zainspirowały Cię do napisania swojego tekstu?

Raczej nie. Ja i moja rodzina pochodzimy z Łodzi. Łódź była bardziej zachowawcza w okresie wojny. Oczywiście nie było tak, że tam w ogóle nie było żadnych ruchów czy zrywów. Natomiast Łódź była najmniej zniszczona, a getto łódzkie przetrwało najdłużej. Był trochę inny system działania, bardziej zachowawczy.

 

 

Żołnierze Wyklęci to trudny temat, trochę politycznie niewygodny. Próbowano Was też wciągnąć w politykę. Jak Ty do tego podchodzisz?

Ja się nie podpisuję pod żadną frakcją polityczną, ponieważ moje poglądy skrajnie liberalne nie znajdują żadnego odzwierciedlenia, niestety, w polskim rządzie ani w polskich działaniach politycznych. Ja nawet nie mam za bardzo na kogo głosować. Ale głosuje zawsze, przynajmniej oddaje pusty głos, jeżeli już nie mam co zrobić.

Natomiast absolutnie odcinam się od jakichkolwiek politycznych powiązań, połączeń. Wręcz przeciwnie, uważam, że nasze piosenki są pisane niepolitycznie, że są to piosenki o emocjach przeciętnych ludzi takich, jak my. My po prostu próbowałyśmy się postawić w sytuacji tamtych ludzi. Myślę, że ja też bym się nie zastanawiała czy ja walczę w Armii Ludowej czy w Armii Krajowej czy w WiN czy cokolwiek, tylko byleby złapać za ten karabin.

 

Brać „kałacha” i strzelać.

Dokładnie.

 

To chyba dobre podejście – działać.

Wiesz, dobre-niedobre. Myślę, że ci młodzi ludzie nie mieli czasu i możliwości zastanowić się tak naprawdę nad tym wszystkim. A może ci starsi, mądrzejsi podjęli kilka złych decyzji - nie mnie to oceniać. Ja uważam, że my w ogóle nie powinnyśmy się wypowiadać np. na temat czy Powstanie Warszawskie było potrzebne czy nie. Natomiast miało to miejsce i naszym obowiązkiem jest o tym mówić: jak działali, jak żyli, jak pracowali, co robili w tamtym okresie ludzie, którzy nie zastanawiali się nad tym, jakie to będzie miało konsekwencje polityczne. Właśnie ci ludzie, którzy łapali tego „kałacha” i szli strzelać.

 

Myślisz, że dzisiejszym Polakom trzeba przypominać, co to znaczy wolność i niepodległość?

Wydaje mi się, że czasami tak. Aczkolwiek, oni sami sobie przypominają. Ja widzę na tych koncertach, jak to wygląda. Są ludzie, którzy może mają różne poglądy, są z zupełnie innych pokoleń i nagle okazuje się, że oni wszyscy razem wstają na Rocie, że oni wszyscy razem płaczą w jednym momencie, i że nikt się wtedy nie zastanawia, że ta młodzież to taka, ci starzy to nudni czy cokolwiek. Tylko nagle wszyscy jesteśmy Polakami, po prostu. Możemy mieć jakieś ALE do swojego państwa, ale jednak możemy mimo to kochać swój kraj.

 

 

Jak się współpracuje z zespołem MRR, artystkami?

Strasznie. Po prostu to jest straszne.

 

Marcelina mówiła „szalone towarzystwo”.

Notorycznie są pogaduchy, wymiany pomadkami, wspólne kawusie i to jest strasznie rozpraszające. Okropne po prostu (śmiech). Nie ma tak, że np. Kasia Kowalska zamyka się w swojej garderobie i z nikim nie rozmawia, wręcz przeciwnie: siedzi i rozmawia z nami. I widzisz, człowiek nie ma nawet chwili spokoju dla siebie (śmiech).

 

Czego można nie lubić w Polsce?

Oczywiście wszystkiego. Jak jesteśmy Polakami to zawsze coś znajdziemy do nielubienia. Taka już nasza natura.

 

Istnieją chyba standardowe cechy: np. marudzenie.

Malkontenctwo absolutnie. Abnegacja, że wszystko zawsze jest źle. Ale jak przychodzi co do czego i jak się naprawdę robi źle, to my się potrafimy wziąć za ręce. I przywalić z piąchy też potrafimy. Myślę, że to, co jednocześnie jest w jakimś stopniu naszą wadą, może być też naszą zaletą. To wszystko zależy od tego, jak wykorzystujemy ten nasz polski potencjał.

 

UWAGA KONKURS! WYGRAJ PŁYTĘ „PANNY WYKLĘTE”!

KLIKNIJ TUTAJ!


Wyświetlenia: 2313
Proponowane artykuły