Wolne-dziennikarstwo.pl - ‘Nacjonalizm to wolność’ – rozmowa z Tomaszem Greniuchem, liderem Ruchu Narodowego na Opolszczyźnie
wolne dziennikarstwo


O początkach Marszu Niepodległości, polskim nacjonalizmie, opolskim ONR i starcie Ruchu Narodowego w wyborach do Parlamentu Europejskiego rozmawialiśmy z Tomaszem Greniuchem – liderem Ruchu Narodowego w woj. opolskim i byłym kierownikiem opolskiego ONR-u. 

 

Tomasz Greniuch - Rocznik 1982.  Historyk. Pochodzi z Lewina Brzeskiego, gdzie mieszka. W 1999 r. związał się z Ruchem Narodowym. Od 2005 roku pełnił funkcję rzecznika prasowego i kierownika opolskiej brygady Obozu Narodowo-Radykalnego. Zastępca redaktora naczelnego „Niezależnej Gazety Obywatelskiej” , członek Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, wiceprezes stowarzyszenia „Stop Korupcji”.

Jest absolwentem Wydziału Historyczno-Pedagogicznego Uniwersytetu Opolskiego i doktorantem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Autorem książek „Droga Nacjonalisty” i „Król Podbeskidzia – biografia kpt. Henryka Flame ps. „Bartek”.

 

Wolne-Dziennikarstwo.pl: Pierwszy Marsz Niepodległości zarejestrowano w 2006 roku w czym miał Pan spory udział.  Jak wyglądały Wasze początki i jak kształtowała się idea Marszu Niepodległości?

Tomasz Greniuch: Jest to bardzo mylące stwierdzenie, że był to „Marsz Niepodległości”. Była to manifestacja z okazji 11 listopada. Jako takiej formuły Marszu Niepodległości nie mieliśmy.  Prawda jest taka, że rok 2005 to początek  idei zjednoczenia środowisk narodowych – kiedy wszystkie grupy (w skali Polski ok.  12) spotkały się i wypracowały wspólne stanowiska, czego owocem było powołanie, po wielu latach niebytu,  ogólnopolskiego ONR (wcześniej zaprzestał działalności w 1939 roku). Postanowiliśmy zorganizować kilka akcji, które przebiją nas do szerszej świadomości. Jeszcze w końcówce lat 90. Ruch Narodowy był kojarzony z subkulturą  skinhead. Było nam bardzo trudno wyjść z szufladki danej subkultury. Większość społeczeństwa nadal kojarzy nacjonalistów jako łysych panów, dobrze zbudowanych i  zwykle po zawodówce. Taka jest również do dnia dzisiejszego logika mediów. Postanowiliśmy to przełamać i zorganizowaliśmy w czerwcu 2005 roku manifestacje w Myślenicach, gdzie było około 50 osób. Pomimo tego cała nasza manifestacja odbiła się w Polsce i Europie szerokim echem.

W-D.pl: Przyszła kolej na większą manifestacje w stolicy naszego kraju.

Tomasz Greniuch: Tak,  kolejnym krokiem był marsz w Warszawie . Pierwsza manifestacja odbyła się 14 kwietnia – zorganizowana z okazji rocznicy powstania ONR .  To było nasze pierwsze zmierzenie się z Warszawą i rzeczywistością wielkiego miasta. W Warszawie nie było żadnych większych struktur narodowych, nie licząc NOP-u (Narodowe Odrodzenie Polski – przyp.red.). Logika nakazuje każdej organizacji czy  partii politycznej jej powstawanie odgórnie z nadania stolicy – centrum dyspozycyjnego, natomiast fenomenem Ruchu Narodowego jest to, że powstaje on całkowicie oddolnie. My powstawaliśmy regionalnie i całkowicie spontanicznie

W-D.pl:  Dzisiaj jest o wiele łatwiej, niż wtedy w 2005 roku,  zorganizować się w jakieś większe grupy manifestujące określone poglądy. Możemy korzystać z wielu portali społecznościowy, m.in. Facebook’a czy Twitter’a, które zdecydowanie ułatwiają tego typu działania. Kilka lat temu nie było to aż takie proste, jakby się mogło wydawać.

Tomasz Greniuch: Było wtedy jeszcze Gadu-Gadu (śmiech).  Ówczesny zjazd marcowy w Częstochowie bardzo nam pomógł w organizacji późniejszego marszu. W kwietniu udało nam się zgromadzić od 70 do 100 osób. Naprawdę komiczna liczba w porównaniu z tym, co się obecnie dzieje. Wyglądało to bardzo chałupniczo, amatorsko. Nie mieliśmy zbyt wielu ludzi. Staraliśmy się zidentyfikować Warszawę i ustalić jak ten marsz będzie wyglądał oraz którą trasą będzie prowadził. Sam marsz (zarówno pierwszy jak i drugi) rejestrowałem rozmawiając z urzędnikiem przez telefon, więc wyobrażam sobie miny urzędników i ich konsternacje, kiedy ktoś z małej miejscowości na Opolszczyźnie rzuca się na marsz przez  Warszawę.  Manifestacja została zalegalizowana i przez stolicę przeszło wtedy ok.  100 osób wzbudzając, co najwyżej, chwilowe zaciekawienie przechodniów. W ten sposób cementowała się odrodzona idea narodowa, która do dnia dzisiejszego wykiełkowała w postaci Marszu Niepodległości. Ten właściwy marsz odbył się w listopadzie 2006 roku i zgromadził ok. 300 osób.

W-D.pl: Wyobrażaliście sobie, że z tych początkowych 100 czy 300 osób, marsz w przeciągu kilku lat zbierze takie tłumy? W zależności od źródeł, ostatni Marsz Niepodległości miał zebrać od 50 do 100 tysięcy ludzi.

Tomasz Greniuch: W życiu nie spodziewaliśmy aż takiej liczby manifestujących. Liczyliśmy, że może w przyszłości będzie ok. 2-3 tysięcy maszerujących. Naszym ideałem była warszawska manifestacja ONR-u zaraz po jego powstaniu w 1934, kiedy przez Warszawę z okazji 3 maja przemaszerowało trzy tysiące osób związanych z ONR-em.   Sądziliśmy wtedy, że jeżeli przedwojennym ONR-owcom nie udało się zgromadzić ponad 3 tysięcy osób, to nam będzie bardzo trudno dokonać podobnego wyczynu.  Jednak historia pokazała inaczej.

W-D.pl : Z czego wynika ten sukces?

Myślę, że wynika to z kilku czynników. Z jednej strony media związane z Prawem i Sprawiedliwością twierdzą, że takie przełamanie „strachu przed patriotyzmem” w Polakach nastąpiło po katastrofie smoleńskiej w 2010 roku, czego reakcją była obrona krzyża na krakowskim przedmieściu i solidarnościowe manifestacje. Jest to jeden z czynników, choć nie najważniejszy. Uważam, że to kwestia bardziej złożona. Jesteśmy 25 lat po odzyskaniu niepodległości. Oznacza to, że ci którzy dorastali w latach 80. lub na początku 90. dziś mają po 20 i 30 lat. Są to osoby, które świadomie ,  bez narzucania im indoktrynacji PRL-owskiej, mają dostęp do rozmaitych opracowań i informacji. To jest jedna z przyczyn, dlaczego młodzież się przebudziła. Ponad dwadzieścia lat możliwości korzystania z rożnych publikacji na temat ONR-u czy dostęp do ideologii nacjonalistycznej spowodowało, że młodzież dostrzegła alternatywne rozwiązania. Okazało się, że młodzi ludzie nie muszą wybierać tylko między PiS i PO, a mają również inne opcje. Młodzi ludzie uważają, ze Ruch Narodowy jest ich domeną. Tutaj możemy dostrzec  także przerwanie pewnej paraleli PiS-PO.  Nagle wchodzi korzeń młodzieżowy, narodowy. Obecnie dla mnie słowa narodowy i młodzieżowy to są synonimy.  Jeżeli młody człowiek mówi, że nie jest narodowcem to coś jest nie tak. Jeśli dodatkowo twierdzi,  że naród i patriotyzm to są wyświechtane pojęcia to chyba nie wychowywał się w Polsce.

 

Marsz Niepodległości 2013 – Warszawa (fot. Tomasz Bojnicki)


W-D.pl: Ostatnimi czasy w opolskich środowiskach narodowych doszło do pewnych tarć. Mówię tu o odejściu brygady opolskiej ONR ze struktur. Pisało o tym również media ogólnopolskie. Może Pan powiedzieć coś więcej na ten temat?

Tomasz Greniuch:  Doszło do pewnych perturbacji,  które mam nadzieję, że zostaną zażegnane. Zdarza się tak, że na drodze idei zdarzają się osoby, które chcą działać na swój sposób,  nie pytając starszych kolegów o zdanie i jednocześnie nie zważając na dobro organizacji. Grupa kolegów za naszymi plecami postanowiła  wycofać się z działalności, wydając równocześnie swoje oświadczenie do którego dotarła Gazeta Wyborcza. Być może chłopcy chcieli dobrze, życząc nam powodzenia, ale tak naprawdę  bardzo nam zaszkodzili. Niestety w ich oświadczeniach bardzo przesadzili,  mówiąc o hołocie czy alkoholizmie,  czym przebili nawet samą Gazetą Wyborczą w szkalowaniu nas.  Niedopuszczalne jest, aby takie informacje przenikały do opinii publicznej. Przede wszystkim  powinno zostać to wyjaśnione najpierw wewnątrz danej grupy, a nie być wynoszone poza jej obręb. Można wyjść z domu, kulturalnie żegnając się z gospodarzem, tymczasem tu mieliśmy do czynienia z ostentacyjnym trzaśnięciem drzwiami.

W-D.pl:. Napisał Pan niedawno książkę „Droga nacjonalisty”.  O czym jest ta książka i jak chciałby Pan zachęcić naszych czytelników  do jej lektury?

Tomasz Greniuch:  Co do historii tej książki - jest długa, tak jak długa jest historia współczesnego ONR-u. Książka powstawała ponad 10 lat, a w latach wcześniejszych była publikowana w formie nielegalnych broszur, w związku z czym mieliśmy nawet  pewne problemy z policją, która rekwirowała  broszurę „propagującą faszyzm”. Książka jest zbiorem bardzo osobistych, subiektywnych  przemyśleń  młodego,  20-letniego człowieka, który  wchodzi  na drogę nacjonalizmu.  Staram się ukazać jak taka młoda osoba może odnaleźć się w rzeczywistości pełnej reklam, materializmu i hedonizmu,  w dobie triumfu konsumenckiego stylu życia.  Jak człowiek wierny zasadom może kontynuować  drogę bezkompromisowego idealizmu, którą podążała młodzież przedwojenna wielu krajów Europy . II wojna światowa zniszczyła tamtą młodzież na wielu frontach wojny, w obozach ,w partyzantce.  Po 1945 roku trudno było się tej młodzieży podnieść  - z jednej strony mieliśmy agresywny komunizm z kazamatami UB i Syberią, a z drugiej  „politycznie poprawną” demokrację, która dodatkowo w wyniku rewolucji kulturalnej  1968 roku została zawłaszczona przez młodych maoistów, obecnie zasiadających we władzach Parlamentu Europejskiego.  Jest to przewodnik, który pokazuje jak można odnaleźć się we współczesnym świecie z takimi ideami jak Bóg, honor i ojczyzna. Nie zatracić tych idei po drodze, stając się normalnie funkcjonującym ojcem, mężem i przedsiębiorcą.

W-D.pl: Czym jest dla pana nacjonalizm?  Kim jest polski nacjonalista?

Tomasz Greniuch:  Nacjonalizm, najprościej mówiąc,  to wolność.  A czym jest wolność? Wolność to nieskrępowane wyrażanie swoich poglądów. Poszukiwanie własnej  tożsamości  w okresie, gdy tej tożsamości jest coraz mniej. Nacjonalizm jest właśnie wtedy ostatnią deską ratunku. Powrotem do religii, kultury,  fundamentów cywilizacji  i do wszystkiego tego, co zatraciliśmy w pogoni za materializmem. 

W-D.pl:  Wiemy, że polscy nacjonaliści  współpracują z węgierskim czy włoskimi narodowcami. Jednak współpraca z niektórymi ugrupowaniami, mniej lub bardziej nacjonalistycznymi,  jest sprzeczna z polskim interesem narodowy. Przykładem mogą być ukraińscy nacjonaliści, którzy wysławiają Ukraińską Powstańczą Armię czy stawiają pomniki Stepanowi Banderze.

Tomasz Greniuch:  Geopolityczna zasada zawieranie sojuszy jest taka, aby zawierać je z tym, z którymi nie masz spornych kwestii. Dlatego zawieramy sojusze  z Węgrami, a ci z kolei z Chorwatami, co jest odnawianiem starej idei Międzymorza. Co do państw ościennych  to wiadomo, że nacjonalizmy dążą do supremacji nie tylko w granicach państwowych, ale też poza granicami kraju. Nie jest tajemnicą,  że my jako Ruch Narodowy patrzymy na nasze Kresy Wschodnie  – Lwów czy Wilno. Jednak moim zdaniem współczesny nacjonalizm, o czym pisałem w książce, powinien jednak skupić się na wielkości duchowej. Media czy nasi przeciwnicy używają naszego argumentu o wielkiej Polsce, widząc nas przy tym w roli okupantów. „Wielka Polska” musi być według nich wielka terytorialnie. Tymczasem nam chodzi o to, aby ta „Wielka Polska” była wielka materialnie, duchowo czy też wielka zasobami ludzkimi, po prostu była państwem w którym jego obywatelom żyje się dobrze.  O to samo chodzi Węgrom czy Chorwatom. Co do Ukraińców  – podejrzewam, że ten ukraiński nacjonalizm (oparty na rzezi wołyńskiej czy kulcie Bandery) ucywilizuje się w przyszłości w kierunku europejskich nacjonalizmów - w kierunku duchowej, kulturalnej supremacji. Obecny nacjonalizm ukraiński, opierający swoją tożsamość na szowinizmie,  musi odrobić jeszcze wiele lekcji, zanim zaczniemy z nimi prowadzić rozmowy. Ukraińcy muszą dorosnąć do współpracy z nami.  

W-D.pl Ruch Narodowy zatwierdził swój start w najbliższych wyborach do Europarlamentu. Jak ocenia Pan tę decyzję?

Tomasz Greniuch: Do Europarlamentu wybieramy się z pobudek czysto materialnych.  W tym znaczeniu jesteśmy w 100% pragmatyczni. Po to się wybieramy do PE, aby zbudować w kraju profesjonalne struktury za pieniądze Unii Europejskiej.  Chcemy powiesić  wroga na jego własnym sznurze – skoro wróg daje nam ten sznur, należy to wykorzystać.  Należy również pamiętać, że do PE jest łatwiej dostać się niż do rady powiatu, zresztą wszystko wskazuje na to, że nowy skład PE stanie się trybuną eurosceptyków. Mamy nazwiska liderów, które funkcjonują w świadomość społeczeństwa. Nie zamierzamy tam wdawać się w jałowe dyskusje, czy legitymizować  absurdy w stylu wielkości bananów czy ilość „cukru w cukrze”,  ale idziemy do PE,  aby zdobyć pieniądze, dzięki którym będziemy mogli budować siłę Ruchu Narodowego w naszym kraju, stąd przeforsowaliśmy „deklarację 50%” czyli obowiązku zrzeczenia się połowy pensji europosła na rzecz  Ruchu Narodowego.

W-D.pl: Dziękujemy za rozmowę i życzymy powodzenia w dalszej działalności społecznej i politycznej.

Tomasz Greniuch: Dziękuję.


Z Tomaszem Greniuchem rozmawiali Tomasz Bojnicki I Michał Maliński.

Wyświetlenia: 4365
Proponowane artykuły