Wolne-dziennikarstwo.pl - Polskie kampanie reklamowe
wolne dziennikarstwo


Po raz kolejny zastanawiam się nad trafnością stwierdzenia, że komuna nigdy tak naprawdę z Polski nie odeszła. Ot siedziała sobie spokojnie, ubrana w nowe wdzianko i przez jakiś czas czekała na powrót do normalności. Nawet pomimo tego, że bardzo wiele osób dostrzegło niewielką różnicę pomiędzy czerwienią, różem, czy w końcu indygo. Właściwie przeszliśmy na tym do porządku dziennego.

Już spieszę z przykładami.

Czekając na wieczorne pasmo informacyjne, słowem wyjaśnienia uwielbiam jeść w towarzystwie telewizora, a nie chcąc przegapić rozbiegówki, zmuszony jestem obejrzeć równie atrakcyjny maraton reklamowy. Pomijając żenującą jakość i brak jakiegokolwiek przekazu, zastanawiam się, kto wpadł na pomysł wykupienia tych trzydziestu sekund w najdroższym czasie antenowym.

Na minutę przed końcem ukazują się najczęściej ogłoszenia społeczne, kampanie, czy coś równie bzdurnego.

Pierwsza, namawia do płacenia abonamentu. Kilkunastu weteranów serialowych z uśmiechem pokazuje przykłady aspołecznego zachowania, a niepłacących podatku telewizyjnego, w mało wybredny sposób, przyrównuje do złodziei, malwersantów i najgorszych przestępców.

Jestem przekonany, że widok światowej klasy aktorów grających w doskonale realizowanych serialach nie pozostawi żadnych złudzeń co do tego, że abonament jednak warto zapłacić.

A po co to wszystko?

Cóż, gnojki coraz częściej protestują, że program jest marny, chybiony i niespełna ich oczekiwań. Co więcej, złośliwie przenoszą się do konkurencyjnych stacji, a jeszcze częściej do internetu. Gdyby nie ustawowo i jak się okazuje koleżeńsko przeznaczane pieniądze, telewizja publiczna już dawno musiałby ogłosić upadłość. Jak na przykład w Grecji.

Tak więc, przy rosnącym sprzeciwie i rażącym spadku zainteresowania pozostają jedynie dwa wyjścia: albo jakość przedstawianego programu należałoby znacząco poprawić albo przymusić do obowiązkowego płacenia wszystkich obywateli.

Na koniec zagadka. Która programowa ulga podatkowa znika do przyszłego roku oraz jaki podatek trzeba będzie płacić, pomimo udowodnienia braku posiadania telewizora?

Druga kampania, równie intrygująca, bo przygotowana z publicznych pieniędzy, gorąco namawia do upominania się o paragon. Z racji zbliżających się wyborów, zwyczajowe bydło zastąpiła na razie rogacizna.

Tym razem, niewydający potwierdzenia uiszczenia podatku przedsiębiorcy stali się zarazą, którą trzeba zwalczyć. Prostym i wielokrotnie sprawdzonym sposobem walki z dżumą. Krótko mówiąc, zarówno humanitarna, jak i skuteczna zasada brzmi: ogniem i mieczem. Nieustające kontrole skarbowe, które za brak paragonu na kilkudziesięciogroszowy produkt, w najlepszym przypadku ukarzą kilkusetzłotową grzywną, spełniają rolę żelaza. Naturalnie w bardziej skrajnych przypadkach, jak perfidnie nieopodatkowane dzielenie się chlebem z potrzebującymi, żelazo przybierze bardziej namacalną postać więziennych krat.

Jednak co robić, kiedy okazuje się, że rosnące z roku na rok, stadko urzędników wciąż nie jest w stanie skontrolować wszystkich? Co jeśli kilkunastomilionowe wpływy do budżetu państwa wciąż nie ratują sprawy?

Ano należy zaświecić ogniem w oczy tym, którzy chociażby myślą o nie wydaniu paragonu. Tak więc kolejną sprawdzoną metodą, jest nachalna indoktrynacja, mająca wzbudzić w ludziach obawę przed nimi samymi. Zamierzonym skutkiem ma być przestrach, przed wszechobecnie panującymi konfidentami, gotowymi donieść za każde, najdrobniejsze przewinienie. W połączeniu z perspektywą surowej kary, taka metoda nie może nie zadziałać. W końcu, sprawdzała się przez ostatnie siedemdziesiąt lat.

Durny i naiwny wniosek, że zamiast przeznaczać pieniądze na rozhukane kampanie reklamowe, można było zagospodarować je na tworzenie bardziej przejrzystych i tym samym skutecznych przepisów, można włożyć tam, gdzie trafiają wszystkie pozostałe projekty ustaw obywatelskich. Podobnie z resztą, jak przypuszczenie, że gospodarność zarządzanymi dobrami ma znaczący wpływ na postrzeganie zarządcy przez płatników.

Swoistym podsumowaniem jest informacja z Najwyższej Izby Kontroli, która podaje, że w ciągu ostatnich sześciu lat rząd wydał na reklamy w mediach ponad sto dwadzieścia milionów złotych. Od siebie zachęcam do własnych poszukiwań na temat, kto i ile dostał.

Trzecia projekcja, którą chciałbym omówić, różni się od pozostałych tym, że fundowana jest z prywatnych pieniędzy. Przynajmniej częściowo.

Mowa oczywiście o legalności oprogramowania.

robobat.pl

 

Z jednej strony to właściwie nic nowego. Niewiele różni się przekazem i formą od dwóch powyższych i od powstałych w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, przymusowych, kilkuminutowych ostrzeżeń na kupowanych płytach dvd. Kolejne porównania do najgorszej maści przestępców, kolejne smutne miny ludzi, którym właśnie zawaliło się życie i apel końcowy.

Kolaboruj wszystkich, których znasz, a którzy posiadają albo mogą posiadać nielegalne oprogramowanie. Zrób to odpłatnie, w czynie społecznym i udowodnij sąsiadom, rodzinie i szefowi, kto jest tak naprawdę największą gnidą. Przed tobą niepowtarzalna szansa na zniszczenie życia i kariery nieprzebranym zastępom ludzi. Rejestrując się pod wskazanym adresem, za darmo (!) otrzymasz niepowtarzalną szansę dowartościowania własnej osoby, wyleczenia kompleksów i wymierzenia sprawiedliwości. Bo przecież to wszyscy dookoła są odpowiedzialni za twoje niepowodzenia.

Sam nie wiem, dlaczego właśnie ta reklama wzbudziła u mnie najwięcej negatywnych emocji. Może dlatego, że jest jeszcze mniej subtelna niż te pozostałe i wprost odwołuje się do najgorszych, ludzkich instynktów. Może dlatego, że jest to bezczelny powrót do ery ciągłego strachu i przerażenia. Może dlatego, że wymierzana kara jest zupełnie nieadekwatna do popełnionego przestępstwa. A może wszystko na raz.

Odwoływanie się do najgorszych instynktów, tworzenie nowych podziałów społecznych i szukanie nowych wrogów narodu brzmi znajomo.

„Gardzi się przede wszystkim tymi, którzy donoszą za darmo. Dla idei. Ze strachu. Ze złości i zawiści. Mówiłem ci już: więcej niźli zdradą Judasz zasłużył na wzgardę tym, że zdradził tanio.”

Andrzej Sapkowski – Narrenturm

 

Wyświetlenia: 881
Proponowane artykuły