Wolne-dziennikarstwo.pl - Muzyczny przegląd 2013 roku
wolne dziennikarstwo


Nie powiem nic odkrywczego: rok 2013 był dobrym rokiem dla muzyki. Zadebiutowało wielu dobrych artystów, których należy obserwować. Ci bardziej doświadczeni wydali kolejne albumy wzbudzając kolejne okrzyki zachwytu. Inni zawiedli. Przed nami kolejny rok, miejmy nadzieję równie owocny i ciekawy.

 

 

Polskie

Kękę „Takie rzeczy”

Jedna z lepszych płyt w tym roku do której na pewno będę wracać. Debiutant z Radomia (choć zajmujący się rapem już wcześniej) ujął mnie swoimi klasycznymi bitami, z cudownym głębokim brzmieniem i jeszcze lepszymi tekstami. Motywy patriotyczne zawarte na tym albumie i spójność światopoglądu autora z moim – bardzo na plus. Kawałek „Wszystko pięknie” sam w sobie jest już oceną. Jest naprawdę wszystko pięknie i konkretnie.

 

Rita Pax „Rita Pax”

To krążek, na który czekałam i się nie zawiodłam. Po premierowym koncercie w Katowicach jasne było, że będzie to płyta, na której usłyszymy zabawę, eksperymentowanie i szukanie nowych dźwięków. Dzięki takim poszukiwaniom powstały niebanalne utwory. Oprócz własnych kompozycji zespołu znajdziemy dwa covery: jeden z repertuaru Johna Lennona, drugi formacji Foo Fighters. Paulina Przybysz z nowym składem stworzyli coś odmiennego, dojrzałego, a jednocześnie nie zawierającego śmiertelnej powagi. Brawo za energiczne kawałki, takie jak: „What if”, „Brain” czy singlowe „I on You”. Fanatastyczna alternatywa. Z niecierpliwością wyczekuję, co dalej.  

 

Sokół i Marysia Starosta „Czarna Biała Magia”

Co o tej płycie? Dziwna. Trudna. Mroczna. Niesmaczna. Niby mówi o walce dobra ze złem, o ważeniu proporcji tych sił, ale mam wrażenie, że Sokół i Marysia tych proporcji nie zachowali. Marysi na płycie jest tak mało, że trudno mi jednoznacznie ją ocenić. Jej chórki są średnie i czasem nie pasują. Niektóre opowieści Sokoła są tak przerażające, że aż trudno mi w nie uwierzyć. Tyle w dużym skrócie, bo CBM jest bardzo złożona.
Jedynie dwa utwory od razu trafiły w mój gust. W „Spalonych mostach” i „W dół brzuchem’’ to jakby tekst stworzył muzykę. Bardzo spójny zabieg i za to plus.  Przy drugim utworze („W dół brzuchem”) powróciła mi wiara, że ten duet ma sens. W porównaniu do Czystej Brudnej Prawdy, ten krążek jest zdecydowanie trudniejszy w odbiorze. Mimo to gratuluje ciągle wzrastającej sprzedaży Czarnej Białej Magii. Ciekawi mnie jedna rzecz: jak będą wyglądały koncerty Sokoła i Marysi? Czy uda im się na nich zachować mroczny klimat?

Sorry Boys  „Vulcano”

Sorry Boys to na pewno zespół, który należy znać. Środowisko muzyczne zachwyca się tą płytą, natomiast ja mam mieszane odczucia. I mam pełną świadomość tego co mówię, biorąc pod uwagę wysyp pozytywnych komentarzy pod adresem tego zespołu. Ja nie będę tak radykalna. Otóż płytę tę uważam za dosłownie niecodzienną. Dlaczego dosłownie?
„Vulcano” każdego dnia wzbudza inne emocje. Jest wielowymiarowa. Nie uruchamia tych samych uczuć, codziennie nasza wyobraźnia jest kierowana gdzie indziej. Raz drażni, raz uspokaja. Może to jest coś, co mnie zgubiło i nie do końca przekonało, ale taką złożoność można również potraktować jako zaletę.
„Back to Piano”- piękne. Zaintrygował mnie rozrywający głos Beli Komoszyńskiej w „Dagny” i brawa za całościowo dobrą robotę perkusisty.  Zdaje się, że alternatywny rock-pop ma godnego reprezentanta.
Mnie singiel nie ujął, ale proszę bardzo:

Xxanaxx EP

Xanax to nazwa leku mocno uspokajającego. Duet w składzie Klaudia Szafrańska i Michał Wasilewski nazwali się tak z pełną premedytacją. W wywiadach mówią, że „muzyka Xxanaxx ma być alternatywą dla środka farmaceutycznego”. Przyznam, że bycie ich pacjentem jest czystą przyjemnością.
Klaudia Szafrańska i Michał Wasilewski musieli się spotkać, bo wzajemnie się szukali.  Ona producenta – on wokalistki. Wydaje się, jakby to było przeznaczenie.
I to słychać. Enigmatyczny głos Klaudii na tle mocno relaksujących brzmień powoduje, że efekt jest absolutnie magnetyczny. Muzyka jest spokojna i wychillowana. Wydali dopiero EPkę, ale już udało im się wybić spośród wysypu elektronicznych formacji, jakie mogliśmy obserwować w tym roku. I są moimi faworytami na scenie elektronicznej w Polsce. Magnetyzm absolutny.  

Fismoll „At Glade”

Zamknięty jak jego muzyka. Młody chłopak, a stworzył coś niezwykłego. Muzyka minimalistyczna, z głębią, refleksją. Przy niej można się poczuć naprawdę samotnym i mieć wreszcie okazję wsłuchać się w siebie. Przy niej można poszukać własnej wrażliwości i zwrócić uwagę na to, co dzieje się dookoła, ale z innej perspektywy. Perspektywy samotnika i wędrowca. Jedna uwaga: można skrzywdzić tę płytę słuchając jej „na szybko”. Nie róbcie tego. Nie psujcie harmonii.

P.S. Fismoll nie jest sam! Niedawno światło dzienne ujrzał cover utworu Soley w wykonaniu .. jego siostry. Zobaczcie! <klik!>

 

Zagraniczne

Tom Odell „Long Way Down”

Pianino i dojrzały, choć młody głos - urocze połączenie. Młody Brytyjczyk, Tom Odell zachwycił mnie od razu. Kupił mnie utworem „Another Love”, do którego Tom (o zgrozo!) nie był przekonany. Pomyśleć, że moglibyśmy nie znać takiej perełki!
Tom podbój sceny muzycznej rozpoczął od wydania EPki, którą potem uzupełnił na pełnym albumie „Long Way Down”. A tam kolejna porcja magicznych utworów. Tom śpiewa piękne piosenki, ale nie jest lalusiem. Potrafi chwycić za serce, płyta jest namiętna, a nie trąci banałami; potrafi też przyprawić o wzruszenia. Jeśli dotąd nie poznaliście jego muzyki, warto to zrobić, ponieważ w marcu Tom przyjedzie na koncert do Warszawy. (3marca)

Lorde „Pure Heroine”

Niby młoda, zdolna i fantastyczna, ale czegoś mi zabrakło. Stworzyła nowoczesny album i nic dziwnego, bo dziewczyna ma ledwo 18 lat. Odniosła sukces w rodzimej Nowej Zelandii, a potem trafiła na amerykańską listę przebojów Billboard Hot 100.
Mnie jednak drażnią chórki i granie na jedną nutę. Płyta grała, skończyła się i nawet nie zauważyłam kiedy. Brak mi czegoś wyrazistego. Głos Lorde jest dobry, jakby lekko zduszony, ale powinna poszukać czegoś, co jeszcze bardziej podkreśli jej talent. Niech się rozwija, może złapie to „coś” co mnie ostatecznie przekona. Mimo wszystko, będę obserwować.

John Legend „Love in the Future”

Ten album to absolutny miłosny majstersztyk. Miękki, lecz męski głos w połączeniu z pianinem to coś co lubi każda kobieta. Delikatne kompozycje, chwilami wydają się niedokończone. Czuć, że Legend tworzył w skupieniu i prosto z serca. To jakby słuchać koncertu, którą ukochana osoba gra tylko dla ciebie. Po przesłuchaniu człowiek pozostaje zaczarowany. Zero banałów, prawdziwe i szczere emocje.

Janelle Monae – „Electric Lady”

Kąsek często komentowany przez media. Cóż, po singlu na którym Janelle zaprezentowała się razem z Erykah Badu, można było spodziewać się torpedy. I tak też się stało. Oprócz Badu na płycie można usłyszeć Prince’a, Solange czy Miguel’a. Osobiście jestem zauroczona utworem „Primetime” z Miguelem – ich głosy dopasowały się, zabrzmieli mocno i rozrywająco w takt spokojnej muzyki i chórków. Połączenie sił światowych gwiazd r’n’b? Z tego może wyjść tylko dobra produkcja. Album to zadziora, pokazanie pazurków. Wszystko z klasą, energią i zabawą. Poniższy utwór może posłużyć za przykład.

Wyświetlenia: 1221
Proponowane artykuły