Wolne-dziennikarstwo.pl - Szopka noworoczna
wolne dziennikarstwo


Wpisując się w polską tradycję pisania/wystawiania noworocznych szopek, będących satyrami politycznym sytuacji w naszym kraju, zapraszam wszystkich do lektury niniejszego tekstu.



W Warszawie wszyscy oczekiwali nadejścia pierwszej gwiazdy na niebie.  Nawet pewien pan redaktor. Przechadzając się korytarzami w siedzibie swojej redakcji na ulicy Czerskiej,  zastanawiał się co też takiego przyniesie mu w tym roku św. Mikołaj.  Rózgę, większą rózgę, a może rózgę gender? Gdy tylko zaczął schodzić ze schodów doszło do tragedii. Otóż nasz bohater poślizgnął się na pozostawionej tam przypadkiem skórce od banana i z ogromny hukiem spadł na ziemię.
- Aaa jak boli, to na pewno jakiś zamach, widmo faszyzmu krąży nad Polską - powiedział.
- To na pewno ci neonaziści z Ruchu Narodowego, przenoszą agresję słowną na fizyczną; muszę ich pozwać,  przecież ja każdego pozywam do sądu - dodał.

Wtem przybiegł zbudzony tym hałasem major Bauman, znany ze swojej walki z podziemiem niepodległościowym.
- Adasiu, Adasiu nic ci nie jest?- krzyknął przerażony major.
- Nie, raczej wszystko w porządku. Po prostu faszyści zastawili na mnie pułapkę w postacie skórki od Baumana. Tfu! Skórki od banana.
W tym momencie major roześmiał się.
- Ależ Adasiu, to nie faszyści. To ja nieopatrznie zostawiłem tę skórkę po zakończeniu konsumpcji. Bardzo mi przykro - odpowiedział Bauman.
-To nieważne. I tak opublikujemy artykuł w noworocznym wydaniu. Atak neonazistów na siedzibę gazety. To przebije nawet Kasię Bratkowską, która w Wigilię postanowiła przerwać urojoną ciążę - wyświergotał rozentuzjazmowany Adaś.

Zarówno Adaś jak i pan major zaczęli się głośno śmiać. Tak głośno, że ich śmiech można było usłyszeć nawet w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Co dziwniejsze podobnie śmiał się sam pan premier, kiedy razem ze swoimi ministrami snuł plany na najbliższy rok. Jak dopiąć budżet? Jak pogorszyć los rodaków. Te i inne pytanie nie schodziły z ust miłościwie nam panujących.
- Ci frajerzy wciąż myślą, że robimy to dla ich dobra - wybuchnął śmiechem premier, dławiąc się przy okazji stuletnim, francuskim winem.
- Zazdroszczę Vincentowi, zdymisjonowałem go i od razu uciekł pierwszym samolotem do Londynu. Nawet jeśli kiedyś będą chcieli nas osądzić za zniszczenie tego kraju, to jego nie będą w stanie deportować. Skubany ustawił się. A my zostaliśmy sami z ogromnym zadłużeniem - dodał.
Wtem odezwał się były minister:
- Panie, powiedz tylko słowo, a sprzedam resztę zegarków, żeby tylko spłacić długi, które narobiliśmy - krzyknął.
- Sławku to nic nie da, to co zrobiliśmy jest niestety nie do odkręcenia - westchnął Donald.

No cóż, naszym władzom nie pomogła nawet rekonstrukcja, chyba zdają sobie sprawę, że ich czas dobiega końca. Dalece ciekawsza była wigilia Nowego Roku w siedzibie idącej po władzę opozycji. Mistrz i wieszcz obradowali w biurze partii.

- Widzę, widzę! - krzyczał spazmatycznie Antek.
- Co widzisz, mówże co widzisz?!- pytał ciekawie pan prezes.
- Widzę żelaznego ptaka, który rozdzielił dwóch braci, sztuczną mgłę, dużo Rosjan, strzały; Putina, Tuska i Owsiaka przy jednym stole turystycznym - przepowiadał dalej Antek.
Wtem pan prezes rozchmurzył się i przystąpił do monologu:
- Tak jak wiedziałem. Wiedziałem, jakby przez mgłę, ale byłem pewien, że to był zamach. Tak, oni odpowiedzą za to. Nadejdzie dzień sznura. Niech no tylko dojdziemy do władzy i dobijemy tych ludzi wysokimi podatkami i państwem opiekuńczym. Oni nas popamiętają. Antek, wyborne z ciebie medium - skwitował tryumfalnie pan prezes.
- Panie prezesie, ciekaw jestem jak tam sylwestra spędzają komuchy z SLD i Twojego Ruchu. Pewnie czczą Marksa i gender, he he.
- No nic Antoś, nie ma co się przejmować konkurencją. Włącz lepiej Sylwestra z Polsatem, bo chciałbym popatrzeć trochę na Marylę Rodowicz - zripostował ziewając pan prezes.

Cóż, gdyby tylko Antek i Prezes mogli to zobaczyć... Marksistowski bal w siedzibie Krytyki Politycznej na Nowym Świecie. Tam nie obowiązywało żadne tabu,  ograniczenia, podziały na płeć. Szalała za to epidemia choroby filipińskiej i otyłości. Goście ubrani w czerwone stroje wieczorowe tańczyli i pili w takt największych hitów orkiestry Armii Czerwonej, przypominając sobie młodość w PZPR. Nawet znany z nudziarstwa Jurek Urban założył finezyjny turban z cekinami. Feministki w ramach parytetów podpierały ściany, a osoba legitymująca się dokumentami na imię i nazwisko Anna Grodzka pełniła funkcję partyjnego barmana. Punktem kulminacyjnym czerwonego sylwestra był popis tańca breakdance w wykonaniu gen. Jaruzelskiego oraz konsumpcja tortu w kształcie wieży idei Juche (albo Gender - tego już nikt nie pamiętał).


Z dala od warszawskiego spleenu i zgiełku Nowy Rok przywitali apatrydzi z opozycji pozaparlamentarnej.  Obserwując ten cyrk polityczny zastanawiali się po cichu, jak można by uprzątnąć ten bałagan. Długi, wysokie podatki, rozrost biurokracji, forsowanie pseudonaukowych teorii.  Jednakże chyba mieli jakiś pomysł oraz skonsolidowane środowisko. Myślę tak, ponieważ kiedy otwierali o północy szampana, nikt ze zgromadzonych nie wiedział, czy oblewa Nowy Rok, czy może rozpoczęty już jakiś czas temu marsz po niepodległość . Wiadomo tylko jedno - system, z którym podjęli walkę upadał, czego najlepszym dowodem była ta noc grudniowa.

 

Wyświetlenia: 1084
Proponowane artykuły