Wolne-dziennikarstwo.pl - Funkcjonariusze obcych krajów w Polsce czyli ustawa o 'bratniej pomocy'
wolne dziennikarstwo


Dzisiaj przyjrzymy się bliżej projektowi ustawy o tzw. „bratniej pomocy” i sprzeciwie, jaki powinna była wywołać. Nie jest ona, co prawda, tak ciekawym i ważnym dla społeczeństwa tematem jak gender czy przejrzystość rozliczenia finansowego Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, ale wydaje mi się, że kilka akapitów może zainteresować podobnych mnie malkontentów.

 

Zawżdy znajdzie przyczynę, kto zdobyczy pragnie.

Dwóch wilków jedno w lesie nadybali jagnię;

Już go mieli rozerwać, rzekło: "Jakim prawem?"

"Smacznyś, słaby i w lesie!" - Zjedli niezabawem.

(Ignacy Krasicki)


Po pierwsze,  pełny tytuł dokumentu  to „ustawa o udziale zagranicznych funkcjonariuszy lub pracowników we wspólnych operacjach lub wspólnych działaniach ratowniczych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej”. Co wzbudza w niej tyle emocji, skoro politycy mówią o usprawnieniu przepisów podczas pościgów policyjnych na terenach przygranicznych, czy pomocy strażaków z innych państw? Zacznijmy od celów ustawy wymienionych w uzasadnieniu:

 „Dotyczy to sytuacji, w których Rzeczpospolita Polska będzie potrzebować międzynarodowej pomocy w postaci interwencji odpowiednich służb, w przypadkach ochrony porządku i bezpieczeństwa publicznego, zapobiegania przestępczości, w trakcie zgromadzeń, imprez masowych, klęsk żywiołowych, katastrof oraz innych poważnych zdarzeń.”

Trudno będzie podsumować to w inny sposób jak to, że nasz kraj przynajmniej legislacyjnie przyznaje się do porażki i niekompetencji pod względem zapobiegania przestępczości, klęskom żywiołowym i katastrofom. Bardziej odkrywczym aspektem, jest chęć korzystania z pomocy w kwestii zgromadzeń, imprez masowych i pilnowania porządku publicznego. Piękną ilustracją możliwości tej ustawy, mogą być tegoroczne obchody rzezi wołyńskiej (tj. czystki o charakterze etnicznym – przyp. malkontenctwa) pilnowanej przez oddziały BERKUTu, które pod koniec zeszłego roku dobitnie pokazały, jak powinno rozpędzać się niewygodne zbiorowiska i jak egzekwuje się porządek publiczny. Kreatywność pod tym względem jest dosłownie nieograniczona. Proponuję również, aby pierwszego maja, oddziały Specnazu pilnowały czy na pewno wszyscy maszerują uśmiechnięci i czy portret wodza niesiony jest z odpowiednim szacunkiem. 

Aby uniknąć zarzutu demagogii i gołosłowności, przytaczam odpowiedni fragment:

Art. 4. 1. W przypadku pozytywnego rozpatrzenia wniosku przez organ państwa

wysyłającego organ wnioskujący dokonuje z organem państwa wysyłającego ustaleń

dotyczących wspólnej operacji lub wspólnego działania ratowniczego i sporządza wykaz

ustaleń, zwany dalej „wykazem”.

2. W wykazie określa się w szczególności:(…)

13) imiona i nazwiska oficerów łącznikowych;(…)

15) ilość i rodzaj wwożonej broni palnej, amunicji, materiałów pirotechnicznych i środków

przymusu bezpośredniego oraz sprzętu niezbędnego do przeprowadzenia wspólnej

operacji lub wspólnego działania ratowniczego, w tym środków leczniczych oraz

zwierząt; w przypadku broni palnej należy dodatkowo określić jej serię, numer oraz

model i kaliber każdego egzemplarza;

 

Jestem w stanie przyznać, że wynika to z mojej ignorancji, ale wciąż nie mogę sobie wyobrazić, po co strażakowi czy ratownikowi medycznemu możliwość posiadania broni palnej, ładunków pirotechnicznych albo kontaktu z oficerem łącznikowym? Mieliśmy co prawda, kilka lat temu krajową sensację z łódzkim ratownictwem medycznym, ale nawet wtedy wystarczył pawulon i co najwyżej dobrze dociśnięte opatrunki. Prawdziwie szkoda, że przepis nie obejmuje broni masowego rażenia, bo przecież podczas kolejnej pacyfikacji społeczeństwa, bardziej humanitarnie będzie zrzucić bombę nuklearną albo otworzyć pojemniki z jakąś przyjemną substancją niż po kolei pałować wszystkich zgromadzonych.

 

Art. 8. 1. Zagraniczni funkcjonariusze biorący udział we wspólnych operacjach mają

prawo do:

1) noszenia munduru służbowego;

2) okazywania legitymacji służbowej;

3) wwozu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej i posiadania broni palnej, amunicji oraz

materiałów pirotechnicznych i środków przymusu bezpośredniego;

4) użycia broni palnej w sposób i w trybie określonych w ustawie z dnia 6 kwietnia 1990 r.

o Policji:

a) w celu odparcia bezpośredniego i bezprawnego zamachu na życie, zdrowie lub

wolność zagranicznego funkcjonariusza lub pracownika albo innej osoby,

b) w przypadkach określonych w art. 17 ust. 1 pkt 2–9 ustawy z dnia 6 kwietnia

1990 r. o Policji i w celu przeciwdziałania czynnościom zmierzającym do

bezpośredniego i bezprawnego zamachu na życie, zdrowie lub wolność

zagranicznego funkcjonariusza lub pracownika albo innej osoby – na rozkaz

dowódcy;

5) zastosowania środków przymusu bezpośredniego, o których mowa w art. 16 ustawy

z dnia 6 kwietnia 1990 r. o Policji, w sposób i w trybie określonych w tej ustawie;

6) użycia materiałów pirotechnicznych w sposób określony dla funkcjonariuszy Policji;

 

Właściwie to nie mam pod tym względem absolutnie nic do dodania. No może poza tym, że w ustawie nie ma ani słowa o odpowiedzialność karnej funkcjonariuszy obcego państwa, za popełnione u nas czyny. Z resztą, suwerenność to przecież towar mocno przereklamowany…

(grafika Radia Wnet)

 

8) podejmowania w stosunku do uczestników ruchu drogowego działań, o których mowa

w art. 129 ust. 2–4 ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. – Prawo o ruchu drogowym

(Dz. U. z 2012 r. poz. 1137);

Mówiąc wprost, funkcjonariusze obcych krajów mają pod tym względem dokładnie takie same uprawnienia jak policja, włączając w to: uniemożliwienie dalszej jazdy, kontrola pojazdu, badanie alkomatem, żądania okazania dokumentów i ich ewentualnego zatrzymania, czy w końcu nie wpuszczenie na teren kraju. Tego kraju, jeśli ktoś miał do tej pory jakieś wątpliwości.

Art. 18. Zagraniczni funkcjonariusze lub pracownicy, biorący udział we wspólnych

operacjach lub wspólnych działaniach ratowniczych, są uprawnieni do ulg przy przejazdach

środkami publicznego transportu zbiorowego przysługujących funkcjonariuszom Policji

i Straży Granicznej na zasadach określonych w ustawie z dnia 20 czerwca 1992 r.

o uprawnieniach do ulgowych przejazdów środkami publicznego transportu zbiorowego.

Znana na całym świecie polska gościnność dotyczy jak się okazuje również tak trywialnego aspektu, jakim postronnym mogłaby się wydawać jazda środkami publicznego transportu, bez odpowiedniej zniżki. Zabawne, że i pod tym względem ani słowa wobec wystawienia mandatu za ew. brak kupionego biletu albo odmowy wylegitymowania się. Każdy kto kiedykolwiek zapłacił mandat za jazdę bez biletu, na pewno zgodzi się że żyjemy w państwie opiekuńczym.

Art. 19. 1. Należności za świadczenia zdrowotne udzielane przez podmioty lecznicze

zagranicznym funkcjonariuszom lub pracownikom, którzy są obywatelami państw

niebędących członkami UE lub Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu (EFTA),

biorącym udział we wspólnych operacjach lub wspólnych działaniach ratowniczych

pokrywane są w ramach limitu wydatków przewidzianych w części budżetu państwa, której

dysponentem jest minister właściwy do spraw wewnętrznych, chyba że przepisy wiążących

Rzeczpospolitą Polskę umów międzynarodowych stanowią inaczej.


Skoro państwo polskie dba o ulgi w transporcie miejskim, trudno by nie zadbało o opiekę medyczną. Oczywiście bezdyskusyjną, szybką i specjalistyczną. I oczywiście z naszych pieniędzy. Kto bogatemu zabroni?

Prawdę mówiąc nie jestem w stanie podać chociaż jednego dobrego aspektu, jaki niesie ze sobą ta ustawa. Z drugiej strony, może niesie ze sobą jakiś sposób na przeżycie w tym kraju? Trzeba tylko posiadać cudzy paszport albo obywatelstwo.

Projekt ustawy przeszedł przez głosowanie w sejmie i w trybie ekspresowym został skierowany do senatu. Pewien jestem, że mówili o tym w wieczornym wydaniu wiadomości.

Poniżej link do całości:

http://www.sejm.gov.pl/sejm7.nsf/PrzebiegProc.xsp?nr=1066

Wyświetlenia: 1128
Proponowane artykuły